
Wszystkim Czytelnikom mojej strony
życzę miłego przeżycia
Świąt Bożego Narodzenia
i powodzenia w Nowym Roku.

wycieczki, krajobrazy, zdjęcia i inne głupoty
W radiu napastują nas „Last Christmas”, wszyscy piorą firanki i myją okna – niezawodny to znak, że nadchodzi Boże Narodzenie. Święto przesympatyczne, wesołe, pozwalające na rozmyślania, ale dla wielu włączające w mózgu jedynie hasła takie jak właśnie „obym zdążył umyć okna”. Znam takie osoby.
Na życzenia jeszcze za wcześnie, pozwolę sobie za to powiedzieć, że w nowym roku czekają kolejny zmiany (ale nie jakieś radykalne) na tejże stronie. A to już przecież dwa lata istnienia bloga!
Miałem o tym nie pisać, bo po co sam mam się denerwować i jeszcze innych wprowadzać w zły nastrój. Trudno jednakże przemilczeć najnowsze rewelacje przewodniczącego kościoła toruńsko-katolickiego.
- Otóż ja słyszałem, nie mogę powiedzieć, kogo to dotyczy z tych rodzin ludzi, wygląda wszystko na to, że byli zamordowani, że to był zamach, tak to wygląda. Bo gdyby nie był, to dlaczego kryją – mówił o. Tadeusz Rydzyk w nocy z soboty na niedzielę. – Jasno powiedzieć wszystko. Bardzo prawdopodobne to jest, że to było specjalne zamordowanie. Zresztą mówi się, że to było prowadzenie na śmierć, że był tak ten samolot prowadzony. Mówi się o tym.
Źródło: http://glosrydzyka.blox.pl/2010/12/O‑Rydzyk-o-katastrofie-smolenskiej-specjalne.html
Nie jest to nic nowego, ale urojenia redemptorysty osiągnęły kolejny, znaczący pułap.
Cieszy mnie wiadomość, że również w łonie Kościoła są osoby, które widzą, że jest to problem. Ostatnio w „Gazecie Wyborczej” opublikowano list dominikanina o. Ludwika Wiśniewskiego skierowany do nuncjatury, w którym nie owijając w bawełnę pisze to, o czym wszyscy od dawna wiedzą, ale o tym nie mówią: o podziale w episkopacie, nierozwiązanym problemie toruńskiego koncernu medialnego i (a to się wiąże jedno z drugim) ksenofobii, szowiniźmie niektórych duchownych.
Dzisiaj wyjeżdżam z Poznania na weekend (jutro mamy wolne z powodu otwarcia Collegium Iuridicum Novum, które – nota bene – miało nastąpić ponad miesiąc temu). Potem przyjadę tylko na 2 dni, na ostatnie przedświąteczne zajęcia.
Wczoraj wybrałem się wieczorem zobaczyć nocne iluminacje, jakie przygotowano w Poznaniu.






Ale mróz!
Pies czyli kot | Tylko się urwać – Polityka.pl.
W artykule, do którego łącze zamieszczone jest powyżej, znalazłem ciekawe przemyślenie na temat telewizyjnych programów informacyjnych, które od rana do nocy roszczą sobie prawo do powiadamiania nas o wszystkich faktach, często nieistotnych, ale i tak zaklasyfikowanych jako „wiadomości dnia”.
Telewizja stała się dodatkowym oknem w domu. Za oknem śnieg, w telewizyjnym oknie też śnieg, tyle że piękniej omówiony. Każdego – żeby było demokratycznie – przechodnia terenowy sprawozdawca pyta o ocenę stanu zaśnieżenia i odśnieżenia. I każdy mówi mu to samo, a ja słucham i wzdycham (…). Dodatkowo wszystkie te rozmowy «przepasane jakby wstęgą, miedzą» setkami identycznych reklam. Jest jak w raju – spokój, cisza i adoracja. Wstajesz i wiesz – obiecuje stacja. Ja doświadczam realizacji tej obietnicy, wzmocnionej wyznaniem Sokratesa – wstaję i wiem, że nic nie wiem.
Źródło: Stanisław Tym Tylko się urwać [w:] „Polityka” nr 50 (2786), 11 grudnia 2010 [dostęp online]
Takie oto znalazłem przed chwilą w sieci warte zauważenia cytaciki. Dotyczą one tego, co zrobić, by powiększyć swoją inteligencję. Należy żuć gumę i…
Badacze z Baylor College of Medicine w Houston (w stanie Teksas, w USA) odkryli pozytywny wpływ żucia gumy na wyniki w nauce dzięki eksperymentowi. Po 14 tygodniach uczniowie, którzy żuli przez cały ten okres gumę na lekcjach, mieli lepsze wyniki w standardowych testach matematycznych i uzyskiwali wyższe oceny końcowe, niż reszta rówieśników.
Znalezione na BelferBlog [za:] link
Zbawcza może być także penetracja własnego nosa:
Zauważyłem, że nie tylko żucie gumy potrafi rozruszać mózg (…). Na przykład doskonały wpływ na inteligencję ma dłubanie w nosie. (…) Ze swoich studiów pamiętam, że najinteligentniejszy profesor (…) miał zwyczaj podczas wykładu lepić pociski z tego, co wydłubał z nosa.
Właśnie skończyłem czytać trylogię Stiega Larssona „Milennium”. Saga jest naprawdę warta przeczytania; jest to z pewnością jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałem. Trudno jest się od nie oderwać, co poświadcza wiele osób. Jest bardzo nowoczesna (choćby ze względu na używany język), co nie każdemu może się spodobać; nie trzeba być jednak miłośnikiem kryminałów, żeby ją „pochłonąć” bez problemów i zaprzyjaźnić się z jej bohaterami. Godna uwagi jest również ekranizacja z Noomi Rapace w roli głównej. Film jest długi i w miarę wiernie oddaje charakter powieści. Poza tym… jest to nareszcie coś nie po angielsku (przyjemnie można odetchnąć od napastującego nas ze wszystkich stron języka Shakespeare’a) i rozgrywającego się nie w Ameryce, ale w Szwecji. Nie każdy musi być fanem Skandynawii, ale dla mnie była to na przykład miła odmiana. Okazuje się, że Stany Zjednoczone nie są jedynym państwem w którym produkuje się filmy – w dodatku bardzo dobre.
Wracając do książki – jej autor bez ogródek i w sposób bardzo dosadny pisze o sprawach współczesnego świata, w tym moralności. W głównym bohaterze można upatrywać samego autora, który – nim napisał książkę – był dziennikarzem z bardzo sztywnymi, ale jasnymi zasadami. Po słowach narratora można też domyślić się zdania autora na różne tematy – w tym polityczne. Warto dodać, że Stieg Larsson zajmował się działalnością antyfaszystowską, a w książce nie raz wspomina o „patrzeniu prawicy na ręce”.
Trzy cegły spod pióra szwedzkiego autora czyta się doskonale.
Świetnie jest się dowiedzieć, że za kilka dni wchodzi w życie nowy rozkład jazdy pociągów. Wspaniale – PKP dba, by podróżnym przypadkiem ciśnienie za bardzo nie opadło. Przykładowo w nowym rozkładzie nie znajdziemy żadnego pociągu pospiesznego z Kalisza do Poznania. Za to bydłowozy Przewozów Regionalnych będą jechać 10 minut krócej. Każdy wie, że jeżdżenie nimi to średnia przyjemność. Są brudne, ciasne, zapuszczone. Szyby okien nie myte od dziesięcioleci (strach dotknąć). Składy trzeszczą, jakby się miały zaraz rozlecieć. Okna zaparowane po kilku minutach, a po kilkunastu – zamarznięte na kość. Można uznać, że w ramach biletu mamy wstęp nie dość, że do muzeum kolejnictwa, to jeszcze na wystawę sztuki z lodu, tyle, że na oknach… Znawcy byliby zachwyceni!
Wypadałoby coś napisać, a najbardziej aktualnym tematem jest obecnie pogoda. W Belgii ogłoszono niemalże stan klęski żywiołowej, bo temperatura jest najniższa od lat 70. XIX wieku, tj. spadła do ‑5ºC (słownie minus pięć stopni Celsjusza). Wobec takiej tragedii i takiego mrozu nie powinniśmy się chyba odzywać, chociaż u nas już w listopadzie było ‑10. Nie będę się rozpisywał o tym, co ze sobą niesie pół metra śniegu na chodnikach i na drogach; a ciągle pada.
Dopisane później.
W Poznaniu był dzisiaj całkowity paraliż komunikacyjny. Nic nie jeździło tak, jak powinno. Zachęca się ludzi, by przesiedli się do komunikacji zbiorowej (także pociągów), ale ta nie jest na to kompletnie przygotowana. Media donosiły o niesamowitym bałaganie, jaki się zrobił na torach dookoła Poznania i wielogodzinnych opóźnieniach pociągów.
(1) Tydzień temu weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych, która wprowadza jeszcze bardziej restrykcyjne regulacje w tej kwestii. Ja osobiście jestem za całkowitym zakazem palenia w miejscach publicznych (także na ulicach, w parkach), bo jak ktoś chce sobie smrodzić, to niech to robi w domu (pomijam już kwestię, że potem trzeba nałogowców leczyć z publicznych pieniędzy). Dużym problemem jest palenie na przystankach komunikacji miejskiej. Ustawa stanowi tak:
Zabrania się palenia wyrobów tytoniowych (…)
8) na przystankach komunikacji publicznej, (…)
Art. 5 Dz.U. 1996.10.55 z późniejszymi zmianami
Ale w takim razie, co jest przystankiem? Często zdarza się, że ktoś trzyma faję w p… dwa kroki od wiaty i może powiedzieć: „Zaiste! ja przecież nie stoję na przystanku”. No tak – prawda – bo nie pod wiatą. Ale czy przystanek to tylko wiata, czy może też jeszcze teren w promieniu np. 50 m? Są przecież takie miejsca, szczególnie w centrach większych miast, gdzie ludzi stoją nie tylko pod zadaszeniem (bo niby jak mieliby się tam zmieścić), ale także dookoła…
Wielkie oburzenie w kwestii zakazu wyraził na łamach „Gazety Wyborczej” Jacek Żakowski, który twierdzi, że te ograniczenia dyskryminują palaczy i spychają ich niemalże na margines społeczeństwa. Sporo w tym przesady, bo redaktor zapomniał o tym, że do tej pory dyskryminowani byli ci, którzy nie chcieli śmierdzieć na kilometr dymem tytoniowym, nie mówiąc już o tym, że nie koniecznie chcieli umrzeć na raka płuc poprzez bierne palenie.
(2) Jutro 40% obywateli uda się do lokali wyborczych w celu wybrania władz lokalnych. Trochę to głupie, bo w większości głosuje się na kandydatów zupełnie anonimowych. Wiem, na kogo zagłosuję w wyborach do Rady Miasta, wiem na kogo na pewno nie zagłosuję w wyborach na prezydenta, ale o kandydatach do rad powiatu czy sejmiku nie wiem kompletnie nic.
Platforma Obywatelska w wyborach samorządowych bierze udział (bierny) z hasłem „nie róbmy polityki”. Trochę śmieszne jest to, że plakaty w Kaliszu i Poznaniu kandydatów z PO są zupełnie identyczne – z tymi samymi zdjęciami… Gołym okiem widać, że powstawały metodą „kopiuj-wklej”.
Mówiąc o PiSie mogę też wspomnieć o pisowskim kandydacie na prezydenta Kalisza, jakim jest Adam Rogacki – nota bene poseł z naszego regionu. Czyżby ława przy Wiejskiej się znudziła, że w środku kadencji chce ją zmienić na biuro w kaliskim ratuszu? Tak czy owak, jest to kandydat na którego na pewno głosu nie oddam. Dlaczego? Powodów mógłbym podać więcej, ale jest jeden podstawowy, który sprawia, że pozostałe tracą jakiekolwiek znaczenie. Jest z PiSu. Jeśli ktoś ma choćby najlepsze intencje, to jak można zagłosować na osobę utożsamiającą się z partią, w której są szowiniści, antysemici, ksenofobi; partią, która jest polityczną tubą Radia Maryja; wreszcie partią w której są osoby takie, jak Kaczyński, czy Macierewicz.
O tym, co myślę o spocie JK, nie będę nawet pisał, bo ABW mogłoby mnie chcieć namierzyć…
(3) Tydzień temu otwarto z wielką pompą dalszą część kaliskiego Szlaku Bursztynowego. Przybyło nam kilka nowych rond o dosyć nietuzinkowych nazwach (np. Rondo Ptolemeusza). Idea szczytna, ale metoda raczej zła. Fajnie jest się przejechać tą drogą, bo dzięki niej z jednego końca Kalisza na drugi można dotrzeć w ok. 5 minut. Szkoda tylko, że ta autostrada przejeżdża wprost pod oknami ludzi mieszkających na Kordeckiego, czy na Zagorzynku. Dlatego pomysł tej budowy od samego początku był zły – bo przecież, jak można przeprowadzić autostradę przez środek miasta. Do tego nie rozwiąże to wszystkich problemów, bo ciężarówki nie będą mogły z niej korzystać. To już jest zupełne kuriozum.
Warto tutaj wspomnieć, że Kalisz ma fatalnie rozwiązania komunikacyjne – pod każdym względem; zaczynając na Szlaku Bursztynowym, a na beznadziejnej komunikacji miejskiej kończąc. Wspomnę jeszcze o przejeździe kolejowym w Piwonicach, który czasem jest zamknięty przez 15 minut, a w tym czasie po obu jego stronach tworzą się 3 kilometrowe korki.
Zasmuciła nas dzisiaj wiadomość, że zmarła
Pani Ewa Rosikiewicz.
Wspaniała Nauczycielka i niezrównana Wychowawczyni,
dla nas wzór i autorytet.
Jest piątek, 13.30. Właściwie rozpoczął się weekend. I jest to pierwszy weekend, który w czasie studiów spędzę poza domem. Co prawda już we wtorek jadę na dłuższy wypoczynek… Mam czas, więc chyba pójdę pozwiedzać Poznań
nawiasem mówiąc (chociaż nie lubię piłki nożnej), to wczoraj wieczorem na stadionie Lecha był mecz Lech – Menchester, który drużyna z Wielkiej Brytwanii sromotnie przegrała…
chociaż pogoda do tego nie zachęca; wczoraj lało; w nocy lało; teraz jest okropny wiatr i pochmurno. Chmury to chyba stratusy, więc nic z nich nie powinno lecieć, ale możliwe, że nad nimi coś się czai, w powietrzu można wyczuć kropelki wody.