Powrót do Kalisza

Pięć lat temu rela­cjo­no­wa­łem swo­je pierw­sze kro­ki w Pozna­niu, a dzi­siaj mogę zre­la­cjo­no­wać swój osta­tecz­ny powrót. W cza­sie stu­diów miesz­ka­łem w dwóch mia­stach na raz co ma zale­ty, ale i wady. Do wad nale­żą przede wszyst­kim cza­so­chłon­ne dojazdy.

Po skoń­cze­niu stu­diów jesz­cze przez czte­ry mie­sią­ce odby­wa­łem staż w Pozna­niu, ale gdy nada­rzy­ła się oka­zja, zde­cy­do­wa­łem się osiąść jed­nym miej­scu, czy­li w Kaliszu.

Wolę jed­nak mniej­sze miasta.

Na zakoń­cze­nie – ostat­nie zdję­cia z jesien­ne­go Sołacza.

Księga poznania

Nie­ca­ły tydzień temu, we wto­rek, mia­łem obro­nę. W sobo­tę – abso­lu­to­rium. Jed­nym sło­wem jestem magi­strem, a stu­dia, któ­re dopie­ro co roz­po­czą­łem, mam już za sobą.

Z tej oka­zji – prze­wrot­ny cyta­cik okolicznościowy.

Choć filo­zo­fię studiowałem,
medycz­ny kunszt, arka­na prawa
i teo­lo­gię też, z zapałem
god­nym, zaiste, lep­szej sprawy,
na nic się zda­ły moje trudy —
jestem tak mądry, jak i wprzódy!

Zwą mnie magi­strem, ba, doktorem!
Od lat dzie­się­ciu za nos wodzę
po krę­tej poszu­ki­wań drodze
swych uczniów głup­ko­wa­tą sforę
i widzę, że nic nie wiem przecie.

Ta myśl, jak kamień, ser­ce gniecie!

I cóż, żem jest mędr­szy niż owe gaduły
magi­stry, dok­to­ry, pisma­ki i klechy,
że za nic mam wszel­kie moral­ne skrupuły,
nie boję się dia­bła ni kary za grzechy —
wraz z trwo­gą i radość zosta­ła odjęta,
bo księ­ga pozna­nia jest dla mnie zamknięta!

Czyż ster­tą uczo­nych książ­ko­wych mądrości
napra­wić świat zdo­łam, dać szczę­ście ludzkości?

(Goethe)

Teraz mogę sobie przed nazwi­skiem na górze stro­ny dodać „mgr” 🙂

Ostatnia prosta

5 lat temu, tj. w maju 2010 roku, opu­ści­łem mury liceum, zda­łem matu­rę i roz­po­czą­łem stu­dia. A teraz – w naj­bliż­szym tygo­dniu pla­nu­ję oddać swo­ją pra­cę magi­ster­ską i skoń­czę tak­że uni­wer­sy­tet 😉 Roz­ter­ki mam nie mniej­sze, niż wówczas.

Maj, to – jak wia­do­mo – czas matur. Dla mnie matu­ra była prze­ży­ciem okrop­nym i wyjąt­ko­wo trau­ma­tycz­nym. Z per­spek­ty­wy cza­su mogę powie­dzieć, że to chy­ba naj­gor­szy egza­min, jaki może być. Dla­te­go czu­ję ulgę za każ­dym razem, gdy w radiu mówią o matu­rach, a ja sobie myślę, że mam to już za sobą.

Zda­wa­łem matu­rą z histo­rii, gdzie nie ma nawet okre­ślo­nych (a przy­naj­mniej wów­czas nie było) dokład­nych wyma­gań egza­mi­na­cyj­nych, a przy­go­to­wa­nia, to było błą­dze­nie w ciem­no­ściach. Pamię­tam, jaka ogar­nę­ła mnie bło­gość, gdy stwier­dzi­łem, że cze­goś z histo­rii nie wiem (tj. nie znam jakie­goś wyda­rze­nia) – a potem sobie przy­po­mnia­łem, że prze­cież ja już tego umieć nie muszę.

Matu­ra jest napraw­dę okrop­na. W szcze­gól­no­ści dla osób z wyż­szy­mi ocze­ki­wa­nia­mi. A prze­cież na każ­dym egza­mi­nie bar­dzo dużo zale­ży od szczę­ścia. Na matu­rze – zde­cy­do­wa­nie za dużo.

Maj

Dziś nastał ten wie­ko­pom­ny dzień, w któ­rym skoń­czy­łem pisać swo­ją pra­cę magi­ster­ską. Liczy ok. 110 stron, czy­li cał­kiem spo­ro. Teraz cze­kam na uwa­gi promotora.

20150501_164233
Pies 🙂

Poza tym, zaczął się dłu­gi week­end majo­wy, któ­ry w tym roku dał nam tyl­ko jeden dzień wol­ne­go. Zawsze jed­nak moż­na przejść się z psem 🙂

Mdłe barwy

Już w śro­dę roz­po­czął się rok aka­de­mic­ki, dla mnie już V. Jed­nak ja zaję­cia mia­łem tyl­ko w teo­rii, bo w rze­czy­wi­sto­ści praw­dzi­wa pra­ca roz­pocz­nie się od ponie­dział­ku. Ale to na razie nieważne!

Dzi­siaj zno­wu wybra­łem się na rower z myślę, że nie wiem, czy jesz­cze się uda w tym roku. Pogo­da jest bar­dzo abs­trak­cyj­na; gdy­by to było lato, to przy 13 – 15 stop­niach nigdy nie wyszedł­bym z domu, ale teraz nie ma co narze­kać. Rzu­ca się w oczy, że świat jest jak­by uśpio­ny i bar­wy stra­ci­ły blask. To nowe spoj­rze­nie na zdjęcia!

Wczesnojesienne kolory nie są już tak żywe
Wcze­sno­je­sien­ne kolo­ry nie są już tak żywe
Ulubione okolice
Ulu­bio­ne okolice
Prawie jak Chełmoński
Pra­wie jak Chełmoński
Pole
Pole
Mdłe jesienne barwy
Mdłe jesien­ne barwy
Trochę kolorów
Tro­chę kolorów

Dawna droga

Od cza­su jak powró­ci­łem z moje­go wyjaz­du waka­cyj­ne­go, nie poje­cha­łem na żad­ną więk­szą rowe­ro­wą wyciecz­kę. Dzi­siaj więc nad­ro­bi­łem 20 km. Jecha­łem tra­są, któ­rej daw­no nie odwie­dza­łem, czy­li przez Żydów i Borek.

Dodam też, że zbli­ża się koniec waka­cji. W sumie jesz­cze dwa tygo­dnie. W te waka­cje zaczą­łem pisać swo­ją pra­cę magi­ster­ską. Choć plan mam zatwier­dzo­ny, nie wiem, na ile robię to dobrze. W dodat­ku wymy­śli­łem sobie bada­nia, któ­re muszę teraz przeprowadzić 🙁 …

Jakoś szcze­gól­nie podo­ba mi się to prze­świe­tlo­ne zdjęcie.

:)

CAM00632
Dro­ga

Sesja szyb­ko się zaczę­ła i szyb­ko skoń­czy­ła; dla mnie z wyjąt­ko­wo dobrym wyni­kiem, cho­ciaż popraw­kę z pew­ne­go dzia­do­stwa mia­łem. Pla­nów żad­nych waka­cyj­nych wła­ści­wie nie mam. Poza tym, że od przy­szłe­go tygo­dnia roz­po­czy­nam prak­ty­ki w sądzie, a potem będę musiał zro­bić „coś” z moją pra­cą magisterską 🙂

Ale może znaj­dę czas na zak­tu­ali­zo­wa­nie tej strony.

Ubój egzaminacyjny

W ponie­dzia­łek roz­po­czę­ła się, dla mnie już ósma, sesja egza­mi­na­cyj­na. Jestem już po czte­rech, a wła­ści­wie pię­ciu egza­mi­nach. Przede mną jesz­cze jeden. Bo nie­ste­ty – jeden musia­łem pisać dwa razy. Dodam, że był to egza­min nad­zwy­czaj­nie okrop­ny. Do tej pory myśla­łem, że pra­wo ochro­ny śro­do­wi­ska było naj­gor­szym egza­mi­nem, jaki zda­wa­łem (a zda­wa­łem dwa razy), ale oka­za­ło się, że teo­ria i filo­zo­fia pra­wa może być rów­nie paskud­na. Naj­gor­sze było w tym wszyst­kim to, że – jak mi się zda­wa­ło – już przy pierw­szym podej­ściu byłem bar­dzo dobrze przy­go­to­wa­ny. No ale mia­łem pecha.

Na kpi­nę zakra­wa fakt, że z ćwi­czeń z tego przed­mio­tu mia­łem piąt­kę. Tak więc w indek­sie obok jedyn­ki z egza­mi­nu, wid­nie­je piąt­ka z ćwi­czeń. Filo­zo­fia mnie nigdy zbyt­nio nie inte­re­so­wa­ła, ale ćwi­cze­nia prze­ko­na­ły mnie, że jed­nak może być bar­dzo cie­ka­wa. Nato­miast wykład i podwój­nie zda­wa­ny egza­min raczej we mnie tę cie­ka­wość zli­kwi­do­wa­ły. Nie tyl­ko we mnie, bo wykła­dow­ca przez pół­to­ra seme­stru mówił do pra­wie pustej sali (gdy­by mówił do pustej, to był­by to już przy­pa­dek do leczenia).

Teraz został mi jesz­cze jeden egza­min; muszę więc zmu­sić się do nauki. Poni­żej zamiesz­czam omó­wie­nie jed­ne­go z wyro­ków Euro­pej­skie­go Try­bu­na­łu Praw Czło­wie­ka, któ­ry przy­go­to­wa­łem na zali­cze­nie ćwi­czeń; zosta­ło ono pozy­tyw­nie zre­cen­zo­wa­ne. Wyrok doty­czył ubo­ju rytu­al­ne­go we Fran­cji. Miłej lektury.


Omówienie wyroku
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka
w sprawie Cha’are Shalom Ve Tsedek przeciwko Francji
wydanego 27 czerwca 2000 roku

Stro­na skar­żą­ca: Sto­wa­rzy­sze­nie reli­gij­ne Cha’are Sha­lom Ve Tsedek
Sygna­tu­ra: 2741795

Dla reli­gij­nych żydów spra­wą wiel­kiej wagi jest prze­strze­ga­nie reguł doty­czą­cych żywie­nia (tzw. koszer­ność). Wyznaw­cy juda­izmu czer­pią nor­my postę­po­wa­nia doty­czą­ce­go żyw­no­ści z reli­gij­ne­go pra­wa żydow­skie­go, przede wszyst­kim z Tory. Zgod­nie z tymi regu­ła­mi, nie­któ­re zwie­rzę­ta uzna­wa­ne są za nie­czy­ste i z tego powo­du nie mogą być spo­ży­wa­ne. Ponad­to, cał­ko­wi­cie zabro­nio­ne jest spo­ży­wa­nie krwi, „bo we krwi jest życie, i nie będziesz spo­ży­wał życia razem z cia­łem.” (Pwt 12, 23) Nie­do­pusz­czal­ne jest jedze­nie mię­sa zwie­rząt, któ­re umar­ło z przy­czyn natu­ral­nych, zabi­te przez inne zwie­rzę albo było cho­re. Mię­so nie może być łączo­ne z inny­mi pro­duk­ta­mi pocho­dze­nia zwie­rzę­ce­go (mle­kiem, śmie­ta­ną, masłem). By zacho­wać koszer­ność mię­sa, koniecz­ne jest prze­strze­ga­nie odpo­wied­nich reguł doty­czą­cych ubo­ju zwierząt.

Ubój rytu­al­ny (sze­chi­ta) prze­pro­wa­dza­ny jest w nastę­pu­ją­cy spo­sób: zwie­rzę powin­no być pobło­go­sła­wio­ne, a następ­nie zarżnię­te jed­nym głę­bo­kim cię­ciem noża; potem powin­no być pozo­sta­wio­ne do wykrwa­wie­nia. Ubo­ju doko­nu­je odpo­wied­nio prze­szko­lo­ny rze­zak (szoj­chet). Gdy zwie­rzę się wykrwa­wi, prze­pro­wa­dza się jego bada­nie; jeśli nosi ono śla­dy jakiej­kol­wiek cho­ro­by, nie jest koszer­ne. Do cza­su sprze­da­ży, mię­so pozo­sta­je pod nad­zo­rem „inspek­to­ra koszer­no­ści”. Przy­zna­je on „potwier­dze­nie koszer­no­ści”, za któ­ry jest nakła­da­ny na kupu­ją­cych opła­ta, tzw. poda­tek rabi­nicz­ny (poda­tek ubojowy).

Jak w wie­lu pań­stwach, tak­że we Fran­cji ubój rytu­al­ny jest sprzecz­ny z zasa­da­mi huma­ni­tar­ne­go trak­to­wa­nia zwie­rząt (bo zwie­rzę powin­no wcze­śniej zostać ogłu­szo­ne); jed­nak­że, pod pew­ny­mi warun­ka­mi, ubój rytu­al­ny dla żydów i muzuł­ma­nów jest dopusz­czo­ny. Zgod­nie z fran­cu­ski­mi prze­pi­sa­mi, ubój rytu­al­ny może być doko­ny­wa­ny tyl­ko przez rze­za­ków cer­ty­fi­ko­wa­nych przez związ­ki wyzna­nio­we. Związ­ki, któ­re mogą rze­za­ków wyzna­czać, są wska­zy­wa­ne przez mini­stra rol­nic­twa na wnio­sek mini­stra spraw wewnętrznych.

We Fran­cji repre­zen­ta­tyw­nym związ­kiem wyznaw­ców juda­izmu jest Pary­ski Żydow­ski Kon­sy­storz, któ­re­go organ — Połą­czo­ny Komi­tet Rabi­nicz­ny — został upraw­nio­ny do wska­zy­wa­nia osób do prze­pro­wa­dza­nia ubo­ju rytu­al­ne­go. Pary­ski Kon­sy­storz jest odga­łę­zie­niem Cen­tral­ne­go Kon­sy­sto­rza, ist­nie­ją­ce­go od począt­ku XIX wie­ku, jako orga­ni­za­cji sku­pia­ją­cej gmi­ny żydow­skie.  Cen­tral­ny Kon­sy­storz sku­pia więk­szość wyznaw­ców juda­izmu we Fran­cji, poza wyznaw­ca­mi nur­tów bar­dziej libe­ral­nych, oraz wyznaw­ca­mi nur­tów ultra-orto­dok­syj­nych, któ­rzy uwa­ża­ją, że Tora powin­na być sto­so­wa­na dosłow­nie. Źró­dłem finan­so­wa­nia orga­ni­za­cji żydow­skich jest w więk­szo­ści poda­tek ubojowy.

Skar­żą­cy Cha’are Sha­lom Ve Tse­dek jest ultra-orto­dok­syj­nym reli­gij­nym sto­wa­rzy­sze­niem. Ma ono sze­ściu­set człon­ków i oko­ło czter­dzie­stu tysię­cy sym­pa­ty­ków, spo­śród któ­rych oko­ło dwu­dzie­stu pro­wa­dzi skle­py mię­sne, restau­ra­cje i skle­py z żyw­no­ścią głę­bo­ko mro­żo­ną w Pary­żu i oko­li­cach. Sto­wa­rzy­sze­nie nie dzia­ła pod egi­dą Kon­sy­sto­rza pary­skie­go, któ­re­go wyznaw­cy są dla nie­go zbyt libe­ral­ny w spra­wach reli­gij­nych. Człon­ko­wie skar­żą­ce­go sto­wa­rzy­sze­nia chcą prze­pro­wa­dzać ubój rytu­al­ny zgod­nie z naj­bar­dziej orto­dok­syj­ny­mi regu­ła­mi. Te regu­ły wywo­dzo­ne są z XVI-wiecz­ne­go dzie­ła „Nakry­ty stół”. Zgod­nie z tymi regu­ła­mi, mię­so koszer­ne, może pocho­dzić tyl­ko od zwie­rzę­cia, któ­re nie mia­ło choć­by naj­mniej­szej ozna­ki cho­ro­by, w szcze­gól­no­ści w płu­cach. Ozna­ką cho­ro­by mogą być włók­ni­ste roz­war­stwie­nia w płu­cach i opłuc­nej. Dla­te­go też wnętrz­no­ści zwie­rzę­cia powin­ny być pod­da­ne dogłęb­nym oglę­dzi­nom. Rze­za­cy wyzna­cze­ni przez Połą­czo­ny Komi­tet Rabi­nicz­ny nie prze­pro­wa­dza­ją tak dogłęb­nych oglę­dzin, gdyż ich zda­niem, nie są one potrzeb­ne dla zacho­wa­nia koszer­no­ści. Dla­te­go też człon­ko­wie i sym­pa­ty­cy skar­żą­ce­go sto­wa­rzy­sze­nia nie uzna­ją zaświad­czeń koszer­no­ści wyda­wa­nych przez inspek­to­rów koszer­no­ści dzia­ła­ją­cych z ramie­nia Cen­tral­ne­go Konsystorza.

Nie­prze­pro­wa­dza­nie dogłęb­nych badań przez upraw­nio­nych do doko­ny­wa­nia ubo­ju rytu­al­ne­go rze­za­ków sta­ło się kan­wą kon­flik­tu mię­dzy sto­wa­rzy­sze­niem a „uzna­nym” przez pań­stwo fran­cu­skie żydow­skim związ­kiem wyzna­nio­wym. Człon­ko­wie sto­wa­rzy­sze­nia sprze­da­wa­li mię­so we wła­snych skle­pach z wysta­wio­nym przez sie­bie „zaświad­cze­niem koszer­no­ści”; sto­wa­rzy­sze­niu zarzu­ca­no nie­zgod­ne z pra­wem wyda­wa­nie takie­go zaświad­cze­nia, więc spra­wa skoń­czy­ła się na dro­dze sądowej.

Zgod­nie z fran­cu­ski­mi prze­pi­sa­mi z 1987 roku, w sytu­acji, gdy na tere­nie depar­ta­men­tu (jed­nost­ka podzia­łu tery­to­rial­ne­go) nie dzia­ła uzna­ny przez admi­ni­stra­cję zwią­zek wyzna­nio­wy, rze­za­ków może wyzna­czyć pre­fekt. W tym roku sto­wa­rzy­sze­nie zło­ży­ło wnio­sek o zezwo­le­nie wyko­ny­wa­nia ubo­ju rytu­al­ne­go przez trzech rze­za­ków dzia­ła­ją­cych z ramie­nia sto­wa­rzy­sze­nia. Jed­nak­że wyda­no decy­zję odmow­ną argu­men­tu­jąc, że taka zgo­da nie może być wyda­na przez organ admi­ni­stra­cji, gdyż na tere­nie depar­ta­men­tu dzia­ła Połą­czo­ny Komi­tet Rabi­nicz­ny, wła­ści­wy do wyzna­cza­nia rze­za­ków. Decy­zja zosta­ła pod­trzy­ma­na przez sąd admi­ni­stra­cyj­ny w dwóch instan­cjach. Sądy uzna­ły, że Komi­tet, jako repre­zen­tant wyznaw­ców juda­izmu, ma kom­pe­ten­cję do wyzna­cza­nia osób upraw­nio­nych do prze­pro­wa­dza­nia ubo­ju rytu­al­ne­go. Zda­niem sądów nie ma zna­cze­nia, że sto­wa­rzy­sze­nie Cha’are Sha­lom Ve Tse­dek, choć tak­że sku­pia­ją­ce wyznaw­ców juda­izmu, z powo­dów reli­gij­nych nie uzna­je za koszer­ne mię­sa cer­ty­fi­ko­wa­ne­go przez inspek­to­rów dzia­ła­ją­cych z ramie­nia Cen­tral­ne­go Konsystorza.

Sto­wa­rzy­sze­nie Cha’are Sha­lom Ve Tse­dek w swo­jej skar­dze zarzu­ca usta­wo­daw­cy fran­cu­skie­mu zła­ma­nie art. 9 i 14 Euro­pej­skiej Kon­wen­cji o Ochro­nie Praw Czło­wie­ka i Pod­sta­wo­wych Wol­no­ści. Arty­kuł 9 doty­czy wol­no­ści wyzna­nia, myśli i sumie­nia, a arty­kuł 14 zaka­zu dys­kry­mi­na­cji. Mówiąc w uprosz­cze­niu, pogwał­ce­nie Kon­wen­cji pole­ga na tym, że jedy­ną żydow­ską orga­ni­za­cją upraw­nio­ną do wyzna­cza­nia rze­za­ków jest, sku­pia­ją­cy więk­szość wyznaw­ców juda­izmu, Cen­tral­ny Kon­sy­storz. Nie wzię­to przy tym pod uwa­gę ist­nie­nia pomniej­szych związ­ków wyzna­nio­wych, rów­nież żydow­skich, jak np. Cha’are Sha­lom Ve Tsedek.

W niniej­szej spra­wie poja­wia­ją się pro­ble­my doty­czą­ce filo­zo­fii pra­wa; w szcze­gól­no­ści doty­czą one rela­cji mię­dzy pra­wem pań­stwo­wym a pra­wem reli­gij­nym. Ście­ra­ją się tutaj dwa porząd­ki nor­ma­tyw­ne, z któ­rych każ­dy ma swo­je racje i swo­je uza­sad­nie­nie; jed­nak nie daje porów­nać się dóbr, któ­re chro­nią. O ile pań­stwo­wy porzą­dek praw­ny zmie­rza do ochro­ny dóbr waż­nych dla wszyst­kich oby­wa­te­li: rów­no­wa­gi spo­łecz­nej, ładu publicz­ne­go, bez­pie­czeń­stwa (w tym bez­pie­czeń­stwa żyw­no­ści) — bez wzglę­du na ich poglą­dy poli­tycz­ne i reli­gij­ne, o tyle reli­gij­ne nor­my postę­po­wa­nia kie­ru­ją się celem, któ­ry nie jest celem docze­snym; doty­czą bowiem sfe­ry ducho­wej życia człowieka.

Kwe­stie obec­no­ści reli­gii w życiu spo­łecz­nym pań­stwa, w sfe­rze publicz­nej, jej wpły­wu na pra­wo­daw­stwo — były od setek lat i nadal są przed­mio­tem spo­rów. Sto­su­nek pań­stwa do związ­ków wyzna­nio­wych regu­lo­wa­ny jest przez pra­wo wyzna­nio­we. W minio­nych wie­kach czę­sto reli­gie mia­ły prze­moż­ny wpływ na życie publicz­ne, żyły wręcz w sym­bio­zie z pań­stwem. Obec­nie, w kul­tu­rze euro­pej­skiej domi­nu­je pogląd, że reli­gia powin­na być oddzie­lo­na od pań­stwa w wie­lu aspek­tach, ale przede wszyst­kim w sfe­rze praw­nej. To zna­czy nor­my dyk­to­wa­ne naka­za­mi reli­gii nie powin­ny mieć wpły­wu na nor­my praw­ne sta­no­wio­ne przez pań­stwo. Roz­dział kościo­łów od pań­stwa w róż­nych kra­jach przy­bie­ra róż­ną postać: od tzw. „pozy­tyw­ne­go roz­dzia­łu”, w któ­rym pań­stwo co praw­da jest świec­kie, ale zauwa­ża pozy­tyw­ny wpływ reli­gii na życie spo­łecz­ne (np. Niem­cy) po rady­kal­ny laicyzm, odrzu­ca­ją­cy cał­ko­wi­cie reli­gię z życia pań­stwa (np. Fran­cja). Są wresz­cie pań­stwa, gdzie roz­dzia­łem kościo­ła od pań­stwa rzą­dzi hipo­kry­zja z jed­nej, jak i z dru­giej stro­ny — pań­stwo jest teo­re­tycz­nie laic­kie, kwe­stie reli­gij­ne z pozo­ru są dla pań­stwa obo­jęt­ne, w prak­ty­ce jed­nak te dwie sfe­ry wysu­wa­ją wzglę­dem sie­bie róż­ne roszczenia.

Pozo­sta­je jed­nak aktu­al­ne nadal fun­da­men­tal­ne pyta­nie o źró­dła norm praw­nych, a w szcze­gól­no­ści: czy nor­my reli­gij­ne są źró­dłem pra­wa? Cho­dzi więc o rela­cje mię­dzy „pra­wem”, któ­re­go źró­dłem jest wyzna­nie, a pra­wem powszech­nie obo­wią­zu­ją­cym, usta­no­wio­nym przez kom­pe­tent­ny organ w spe­cjal­nej procedurze.

Za poglą­dem, że nor­my reli­gij­ne powin­ny być punk­tem wyj­ścia dla nor­my pra­wa sta­no­wio­ne­go opo­wia­da­ją się nie­któ­re nur­ty natu­ra­li­zmu praw­ni­cze­go. Kla­sycz­ny wykład tej kon­cep­cji dla kul­tu­ry euro­pej­skiej przed­sta­wił św. Tomasz w Sum­mie teo­lo­gicz­nej. Według nie­go, pra­wo powszech­nie obo­wią­zu­ją­ce mie­ści się na kil­ku szcze­blach. Pierw­szy z nich, to pra­wo wiecz­ne (lex aeter­na), czy­li „zamysł bożej mądro­ści”; dalej jest pra­wo boskie (lex divi­na) regu­lu­ją­ce sto­sun­ki mię­dzy czło­wie­kiem a Bogiem; wystę­pu­je też pra­wo natu­ral­ne (lex natu­ra­lis) w pod­sta­wo­wy spo­sób nor­mu­ją­ce zacho­wa­nia ludzi; w koń­cu wresz­cie — pra­wo ludz­kie (lex huma­na), któ­re w osta­tecz­ny spo­sób ma zmu­sić czło­wie­ka do odpo­wied­nie­go postę­po­wa­nia na wypa­dek, gdy­by nor­my wyż­sze­go rzę­du oka­za­ły się nie­wy­star­cza­ją­ce. Oczy­wi­ście pra­wo ludz­kie, powin­no być cał­ko­wi­cie pod­po­rząd­ko­wa­ne pra­wu wiecz­ne­mu, boskie­mu i natu­ral­ne­mu — powin­no więc słu­żyć, wedle chrze­ści­jań­stwa, osią­gnię­ciu zbawienia.

Jasne jest jed­nak, że św. Tomasz badał rela­cje mię­dzy pra­wem ludz­kim (pań­stwo­wym) a nor­ma­mi pły­ną­cy­mi z chrze­ści­jań­stwa, a nie z juda­izmu. Chrze­ści­ja­nie, choć Torę, jako część Sta­re­go Testa­men­tu, trak­tu­ją jako świę­tą księ­gę, nie pró­bu­ją wszak jej naka­zów na co dzień dosłow­nie wypeł­niać. Ta zaś dla współ­cze­śnie żyją­cych żydów chcą­cych w spo­sób lite­ral­ny się do niej sto­so­wać cią­gle jest źró­dłem pod­sta­wo­wych norm co do tego, jak nale­ży postę­po­wać; w naj­drob­niej­szych spra­wach może regu­lo­wać ludz­kie życie, w tym kwe­stie zwią­za­ne z jedze­niem. Dla reli­gij­nych żydów jest to spra­wa wiel­kiej wagi, gdyż ich zda­niem, to zacho­wy­wa­nie naj­drob­niej­szych przy­ka­zań biblij­nych warun­ku­je ich pozy­cję w oczach Boga.

Pro­blem poja­wia się w sytu­acji, gdy pra­wo reli­gij­ne jest sprzecz­ne z sys­te­mem praw­nym obo­wią­zu­ją­cym w danym pań­stwie. Nor­my reli­gij­ne naka­zu­ją swo­im adre­sa­tom zacho­wy­wać się w okre­ślo­ny spo­sób, choć do tych pod­mio­tów adre­so­wa­ne są tak­że nor­my pra­wa sta­no­wio­ne­go, któ­re w tych samych oko­licz­no­ściach zaka­zu­ją im takie­go zacho­wa­nia. Nor­my reli­gij­ne naka­zu­ją wyznaw­com juda­izmu powie­sić zwie­rzę gło­wą do dołu i zarżnąć je jed­nym pocią­gnię­ciem noża, a następ­nie pozo­sta­wić do wykrwa­wie­nia, pod­czas gdy nor­my pra­wa usta­no­wio­ne­go przez organ pań­stwa naka­zu­ją trak­to­wać zwie­rzę­ta w spo­sób humanitarny.

Pra­wo­daw­ca usta­na­wia­jąc zasa­dę huma­ni­tar­ne­go trak­to­wa­nia zwie­rząt daje do zro­zu­mie­nia, że waż­ną dla nie­go war­to­ścią jest odpo­wied­nie odno­sze­nie się czło­wie­ka tak­że do innych istot żywych. Sta­no­wi w ten spo­sób gene­ral­ną zasa­dę, że tak­że zwie­rzę­tom, choć pozba­wio­nym rozu­mu, w tym moż­li­wo­ści prze­ży­wa­nia sta­nów inten­cjo­nal­nych,  nale­ży się z tych, czy innych przy­czyn sza­cu­nek. Ten sza­cu­nek ma się wyra­żać mię­dzy inny­mi w zobo­wią­za­niu do mini­ma­li­zo­wa­nia cier­pień zwie­rząt prze­zna­czo­nych do ubo­ju. Dla­te­go też — zasad­ni­czo ubój rytu­al­ny jest zaka­za­ny. Zwa­żyw­szy jed­nak na fakt, że oby­wa­te­la­mi Fran­cji są tak­że oso­by, któ­re z przy­czyn reli­gij­nych chcą doko­ny­wać ubo­ju w spo­sób w zasa­dzie sprzecz­ny z zasa­dą huma­ni­tar­ne­go trak­to­wa­nia zwie­rząt, usta­wo­daw­ca fran­cu­ski posta­no­wił uczy­nić dla nich wyjątek.

W sytu­acji, jak ta w oma­wia­nej spra­wie, pod­miot sta­no­wią­cy pra­wo sta­je przed dyle­ma­tem, ku któ­rym racjom się przy­chy­lić: tym, mówią­cym, że każ­dy oby­wa­tel w cywi­li­zo­wa­nym pań­stwie ma pra­wo do swo­bo­dy wyzna­wa­nia reli­gii i prze­strze­ga­nia jej wska­zań (o ile nie naru­sza to swo­bód innych) cza­sem nawet będą­cych dosyć dra­stycz­ny­mi — czy też tym, któ­rzy ponad wol­ność sumie­nia przed­kła­da­ją dobro innych istot żywych? Taki dyle­mat jest trud­ny do roz­strzy­gnię­cia, bo każ­da ze stron tego kon­flik­tu ma swo­je racje i dla tej stro­ny, zawsze jej racje będą naj­waż­niej­sze. Wszak doty­czą one kwe­stii zasad­ni­czych: wol­no­ści reli­gij­nej z jed­nej i wol­no­ści od cier­pie­nia — z dru­giej strony.

Ana­li­zo­wa­ny wyrok tej kwe­stii wła­ści­wie nie roz­strzy­ga. Trze­ba zauwa­żyć, że pra­wo­daw­ca we Fran­cji sta­rał się osią­gnąć kom­pro­mis. Ubój rytu­al­ny, jako naru­sza­ją­cy nakaz huma­ni­tar­ne­go trak­to­wa­nia zwie­rząt, jest we Fran­cji zaka­za­ny. Z jed­nym wyjąt­kiem dla żydow­skich i muzuł­mań­skich związ­ków wyzna­nio­wych. Wpro­wa­dzo­no obo­wią­zek, aby oso­by doko­nu­ją­ce ubo­ju rytu­al­ne­go wska­zy­wa­ne były przez związ­ki wyzna­nio­we — i to nie przez każ­de, ale przed orga­ni­za­cje reli­gij­ne uzna­ne przez pań­stwo i speł­nia­ją­ce okre­ślo­ne wyma­ga­nia. W ten spo­sób te związ­ki ponie­kąd wypeł­nia­ły zada­nia admi­ni­stra­cji publicz­nej, gdyż nada­wa­ły kom­pe­ten­cję okre­ślo­nym oso­bom do doko­ny­wa­nia ubo­ju według wska­zań reli­gii. Z pew­no­ścią mia­ło to zapo­biec nie­kon­tro­lo­wa­ne­mu przez niko­go ubo­jo­wi w nie­od­po­wied­nich warunkach.

Mini­ster rol­nic­twa odmó­wił sto­wa­rzy­sze­niu Cha’are Sha­lom Ve Tse­dek udzie­le­nia kom­pe­ten­cji do wska­zy­wa­nia rze­za­ków. Na pierw­szy rzut oka wyda­je się, że taka prak­ty­ka może być dys­kry­mi­nu­ją­ca, gdyż w pewien spo­sób ogra­ni­czy­ła człon­kom sto­wa­rzy­sze­nia reli­gij­ne­go moż­li­wość doko­ny­wa­nia ubo­ju według wła­snych zasad. Jed­nak­że admi­ni­stra­cja fran­cu­ska poda­ła trzy argu­men­ty za nie­na­da­niu sto­wa­rzy­sze­niu takiej kom­pe­ten­cji. Po pierw­sze, zda­niem orga­nów admi­ni­stra­cji dzia­łal­ność Cha’are Sha­lom Ve Tse­dek jest dzia­łal­no­ścią przede wszyst­kim komer­cyj­ną, a reli­gij­ną tyl­ko pośred­nio — gdyż jej głów­nym fak­tycz­nym zada­niem było dostar­cza­nie odpo­wied­nio koszer­ne­go mię­sa swo­im człon­kom (rzecz jasna, nie za dar­mo), a nie np. prze­wod­nic­two ducho­we. Po dru­gie, uzna­no że Cha’are Sha­lom Ve Tse­dek nie jest związ­kiem wystar­cza­ją­co repre­zen­ta­tyw­nym, gdyż sku­pia jedy­nie nie­wiel­ką mniej­szość żydów we Fran­cji. Po trze­cie, nie da się porów­nać sytu­acji fak­tycz­nej Cen­tral­ne­go Kon­sy­sto­rza i Cha’are Sha­lom Ve Tse­dek, gdyż pola ich dzia­łal­no­ści były inne — dla­te­go nie zacho­dzi tu dys­kry­mi­na­cja; zda­niem admi­ni­stra­cji przed­się­wzię­te środ­ki są pro­por­cjo­nal­ne do zamie­rzo­ne­go celu, gdyż skut­ki odmo­wy dla sto­wa­rzy­sze­nia doty­ka­ły, tyl­ko pośred­nio, nie­wiel­kiej licz­by człon­ków i sym­pa­ty­ków tego sto­wa­rzy­sze­nia. Dla­te­go, zda­niem peł­no­moc­ni­ka rzą­du fran­cu­skie­go, nie doszło tu do żad­nej dys­kry­mi­na­cji na tle religijnym.

Try­bu­nał zauwa­żył tak­że, że rze­za­cy dzia­ła­ją­cy z ramie­nia sto­wa­rzy­sze­nia skar­żą­ce­go mogli zwró­cić się do Połą­czo­ne­go Komi­te­tu Rabi­nicz­ne­go o zezwo­le­nie na prze­pro­wa­dza­nie ubo­ju rytu­al­ne­go, ale nie zro­bi­li tego z powo­du bra­ku poro­zu­mie­nia w kwe­stiach finan­so­wych. Stwier­dzo­no ponad­to, że zgod­nie z pra­wem we Fran­cji, zwią­zek ubie­ga­ją­cy się o nada­nie mu kom­pe­ten­cji do wska­zy­wa­nia rze­za­ków musi mieć przede wszyst­kim cha­rak­ter litur­gicz­ny; jego dzia­łal­ność nie może więc spro­wa­dzać się do dzia­łal­no­ści handlowej.

Try­bu­nał odda­lił skar­gę sto­wa­rzy­sze­nia Cha’are Sha­lom Ve Tse­dek stwier­dza­jąc, że usta­wo­daw­stwo fran­cu­skie nie naru­szy­ło pra­wa do swo­bo­dy wyzna­nia ani zasa­dy nie­dy­skry­mi­na­cji. Zauwa­żo­no, że usta­wo­daw­ca fran­cu­ski wpro­wa­dza­jąc nakaz huma­ni­tar­ne­go trak­to­wa­nia zwie­rząt wpro­wa­dził wystar­cza­ją­ce pole manew­ru dla orto­dok­syj­nych wyznaw­ców juda­izmu i isla­mu. Try­bu­nał uznał, że nakaz, aby tyl­ko uzna­ne związ­ki wyzna­nio­we wyzna­cza­ły oso­by upo­waż­nio­ne do ubo­ju rytu­al­ne­go, nie naru­sza swo­bo­dy wyzna­nia. Uzna­no, że Fran­cja wpro­wa­dza­jąc takie regu­la­cje mia­ła na wzglę­dzie zacho­wa­nie wyma­gań sani­tar­nych żyw­no­ści i dla­te­go nie­wska­za­ne jest aby ubój odby­wał się poza jakim­kol­wiek nad­zo­rem, w wąt­pli­wych warun­kach. Stwier­dzo­no tak­że, że nada­nie upraw­nie­nia do wyzna­cza­nia rze­za­ków naj­bar­dziej repre­zen­ta­tyw­nej orga­ni­za­cji żydow­skiej nie naru­sza wol­no­ści wyzna­nia żydom do niej nie­na­le­żą­cych. Zda­niem Try­bu­na­łu, róż­ni­ce w ubo­ju rytu­al­nym prze­pro­wa­dza­nym przez rze­za­ków „auto­ry­zo­wa­nych” i przez „nie­au­to­ry­zo­wa­nych” są nie­znacz­ne i spro­wa­dza­ją się jedy­nie do bada­nia orga­nów wewnętrz­nych zwie­rzę­cia. Try­bu­nał stwier­dził, że swo­bo­da wyzna­nia zosta­ła­by naru­szo­na, gdy­by zakaz ubo­ju rytu­al­ne­go cał­ko­wi­cie unie­moż­li­wił ultra-orto­dok­syj­nym człon­kom Cha’are Sha­lom Ve Tse­dek zaopa­try­wa­nie się w mię­so speł­nia­ją­ce ich wyma­ga­nia. Zauwa­żo­no jed­nak, że człon­ko­wie sto­wa­rzy­sze­nia sprze­da­wa­li w swo­ich skle­pach mię­so mro­żo­ne, speł­nia­ją­ce ich wyma­ga­nia co do koszer­no­ści, spro­wa­dzo­ne z Belgii.

Do uza­sad­nie­nia wyro­ku nie­któ­rzy sędzio­wie zgło­si­li zda­nie odręb­ne. Nie zgo­dzi­li się oni przede wszyst­kim z ostat­nim przy­to­czo­nym argu­men­tem, tj. moż­li­wo­ścią pozy­ska­nia koszer­ne­go mię­sa w inny spo­sób, niż poprzez prze­pro­wa­dza­ny przez sie­bie ubój rytu­al­ny. Ich zda­niem, koniecz­ność spro­wa­dza­nia z zagra­ni­cy mię­sa mro­żo­ne­go, może być naru­sze­niem pra­wa do swo­bo­dy wyzna­nia. Uzna­li oni ponad­to, że dzia­ła­nia usta­wo­daw­cy nie były proporcjonalne.

W swo­im wyro­ku Try­bu­nał nie ana­li­zo­wał samej sytu­acji zwie­rząt, co prze­cież w ubo­ju rytu­al­nym jest kwe­stią naj­bar­dziej kon­tro­wer­syj­ną. Zauwa­żo­no jed­nak, że fran­cu­ski pra­wo­daw­ca sta­rał się wywa­żyć „inte­re­sy” zwie­rząt z pra­wem ultra-orto­dok­syj­nych wyznaw­ców juda­izmu do swo­bod­ne­go prak­ty­ko­wa­nia reli­gii. W dzi­siej­szych cza­sach trud­no unik­nąć star­cia mię­dzy nor­ma­mi uzna­wa­ny­mi za osią­gnię­cia cywi­li­za­cyj­ne a czę­sto tra­dy­cyj­ny­mi zasa­da­mi pły­ną­cy­mi z innych sys­te­mów nor­ma­tyw­nych. Wyda­je się, że pró­ba pogo­dze­nia tych dwóch, sprzecz­nych ze sobą regu­la­cji, nie jest moż­li­wa w taki spo­sób, aby wszyst­kie stro­ny były zado­wo­lo­ne. Moż­na jed­nak szu­kać kom­pro­mi­su, co zda­niem Euro­pej­skie­go Try­bu­na­łu Praw Czło­wie­ka, we Fran­cji osią­gnię­to w zgo­dzie z pra­wa­mi człowieka.

Po co pisać więcej

Już trzy mie­sią­ce roku aka­de­mic­kie­go mam za sobą, bo wła­śnie nad­cho­dzą Świę­ta Boże­go Naro­dze­nia. Potem tyl­ko sty­czeń (nie­peł­ny) i zno­wu prze­rwa, ale mniej sym­pa­tycz­na, bo upły­wa­ją­ca pod zna­kiem egza­mi­nów. Mija czwar­ty rok moich stu­diów i zaczy­nam się mar­twić moją pra­cą magi­ster­ską, choć „dopie­ro, co je zacząłem”.

Zima jest zupeł­nie nie­śnież­na i pogo­da jest taka, jaką chcie­li­by­śmy mieć na Wiel­ka­noc. Ale prze­cież „bia­łe świę­ta” w tym roku już były 🙂

Mógł­bym tu oczy­wi­ście napi­sać o całej masie róż­nych smut­nych i złych rze­czy, o któ­rych moż­na prze­czy­tać w gaze­tach i w inter­ne­cie, i był­by to mój komen­tarz do tych wyda­rzeń, ale po co sobie tym gło­wę zaprzą­tać. Lepiej myśleć o serniku.

 

Nowe etyczne wyzwania

Nie­ubła­ga­nie nad­szedł czas egza­mi­nów. Sesja zaczy­na się za tydzień, ale ja już za trzy dni mam swój pierw­szy egza­min. Nie będę się na ten temat roz­pi­sy­wać (bo szko­da cza­su), ale zna­la­złem coś rów­nie inte­re­su­ją­ce­go w internecie.

Kie­dyś już wspo­mnia­łem, że na stro­nie inter­ne­to­wej „New York Time­sa” znaj­du­je się rubry­ka, na któ­rej etyk odpo­wia­da na róż­ne pro­ble­my; zwy­kle jed­nak dosyć przy­ziem­ne. Kil­ka tygo­dni ktoś zadał pyta­nie zwią­za­ne z życiem uni­wer­sy­tec­kim, myślę, że dosyć waż­ne, z punk­tu widze­nia każ­de­go stu­den­ta. Pyta­nie brzmi: czy etycz­nym jest, aby jako zali­cze­nie z dwóch róż­nych przed­mio­tów dać tę samą pra­cę (tj. jakieś wypra­co­wa­nie). Cho­dzi o pro­blem tzw. auto­pla­gia­tu. Wśród naukow­ców wywo­łu­je to spo­re pro­ble­my (tro­chę to śmiesz­ne, gdy ktoś sam sie­bie cytu­je, ale tak się zda­rza) – ale z dru­giej stro­ny, stu­den­ci nie są naukow­ca­mi, więc i mia­ry do nich przy­kła­da się tro­chę inne.

W poda­nym przy­kła­dzie, czy­tel­nik stu­diu­ją­cy na uni­wer­sy­te­cie w Sta­nach Zjed­no­czo­nych tak sobie dobrał przed­mio­ty i temat pra­cy, że mógł tę samą pra­cę z powo­dze­niem oddać jako zali­cze­nie na obu zaję­ciach. Rzecz jasna dla nie­któ­rych jest to „osta­tecz­ny upa­dek wszel­kich war­to­ści”, a dla innych – geniusz w czy­stej postaci.

Zarów­no dla ety­ka-spe­cja­li­sty, jak i dla prze­cięt­ne­go czło­wie­ka oczy­wi­ste jest, że coś tu śmier­dzi. Pro­blem jest tyl­ko taki, że wła­ści­wie nie wia­do­mo co.  Bowiem w grun­cie rze­czy, w ten spo­sób niko­mu nie dzie­je się żad­na krzyw­da, trud­no jest to też nazwać jakoś szcze­gól­nie nie­uczci­wym – bo do praw­dzi­we­go pla­gia­tu prze­cież nie doszło. Docho­dzi się do wnio­sku, że w grun­cie rze­czy nie jest to coś nie­etycz­ne­go – co naj­wy­żej powsta­ją pyta­nia o sens edu­ka­cji na uniwersytecie.

Ponad­to, jak poda­je autor, podob­na sytu­acja zacho­dzi, gdy ktoś nie przy­go­tu­je się do egza­mi­nu, ale zda go – na pod­sta­wie dotych­czas uzy­ska­nej wiedzy.

Ja sam pamię­tam, jak drze­wo gene­alo­gicz­ne przy­go­to­wa­ne w IV kla­sie pod­sta­wów­ki, po drob­nych prze­rób­kach wyko­rzy­sta­łem i przed­sta­wi­łem do oce­ny jesz­cze w VI kla­sie i I gimnazjum 😀

Brak jed­no­znacz­ne­go potę­pie­nia takich prak­tyk przez auto­ra odpo­wie­dzi wywo­łał dosyć ostry sprze­ciw czy­tel­ni­ków „NYT będą­cych nauczy­cie­la­mi aka­de­mic­ki­mi. Chy­ba nie spodo­ba­ła im się myśl, że mogą być w ten spo­sób robie­ni w konia – choć mnie się zda­je, że nie jest to raczej oszu­ki­wa­nie. Wie­lu z nich wyda­je się, że są naj­pięk­niej­si, naj­mą­drzej­si i naj­waż­niej­si – chcą więc, by przez pra­ce zali­cze­nio­we oddać hołd ich wyjąt­ko­wo­ści. Nie­któ­rzy czy­tel­ni­cy poczu­li się „zawie­dze­ni i obra­że­ni”. Coś mi się zda­je, że w ich mnie­ma­niu mają patent na nie­omyl­ność (cza­sa­mi spo­ty­ka­ne na uni­wer­sy­te­cie) – dla­te­go jed­no­gło­śnie zaczę­li potę­piać ety­ka. Pod­no­si­li argu­men­ty w sty­lu że „to nie­god­ne”, że „regu­la­min tego zabra­nia” &c &c.

Na szczę­ście etyk nie pozo­stał im dłużny:

The­re is a dif­fe­ren­ce betwe­en some­thing being une­thi­cal in a natu­ral sen­se and some­thing being une­thi­cal becau­se an arbi­tra­ry ethics poli­cy sta­tes that this is the case. I don’t care what the Uni­ver­si­ty of Houston has decre­ed. More­over, would the wri­ter of that let­ter agree with my respon­se if — for wha­te­ver reason — the Uni­ver­si­ty of Houston sud­den­ly amen­ded the­ir poli­cy? I don’t think he/she would. This kind of con­tra­dic­tion hap­pens all the time with this column. Legi­sla­tion does not defi­ne ethi­cal beha­vior. For exam­ple (as one com­men­ter noted), it’s ille­gal for a Uni­ted Sta­tes citi­zen to visit Cuba — but it’s not remo­te­ly unethical.

To, że coś zosta­ło zade­kre­to­wa­ne jako zabro­nio­ne, nie ozna­cza od razu – że jest nie­etycz­ne. Co wię­cej, co kogo obcho­dzi, co sobie jakiś tam uni­wer­sy­tet czy jaka kol­wiek inna jed­nost­ka wpi­sa­ła do regu­la­mi­nu? Tak dłu­go, jak nie jest to pra­wem powszech­nie obo­wią­zu­ją­cy, moż­na mieć to w głę­bo­kim poważaniu.

Dzi­siaj etyk z kolei musiał zmie­rzyć się z nowym pro­ble­mem: czy etycz­ne jest uży­wa­nie wóz­ka inwa­lidz­kie­go tyl­ko po to, by wzbu­dzić czy­jąś sym­pa­tię? Czy­tel­nik napi­sał, że zakła­da oku­la­ry na nie­któ­re spo­tka­nia tyl­ko po to, by wyglą­dać bar­dziej wia­ry­god­nie i mądrze – czy może w takim razie uży­wać wóz­ka inwa­lidz­kie­go? [może dla wzbu­dze­nia litości?]

Takie zacho­wa­nie nie jest nie­etycz­ne, choć może tro­chę dziw­ne. Zda­niem auto­ra odpo­wie­dzi, jeśli ktoś oce­nia ludzi po tym, czy noszą oku­la­ry – zasłu­gu­je na to, by być oszukiwanym.

Po trzech tygodniach zajęć

Bar­dzo się ostat­nio opu­ści­łem w pro­wa­dze­niu swo­jej stro­ny inter­ne­to­wej; tak się jed­nak skła­da, że od trzech tygo­dni trwa już rok aka­de­mic­ki i na brak zajęć nie narze­ka­my. Choć to dopie­ro począ­tek, wszy­scy myślą już tyl­ko o tym, kie­dy będzie dłu­gi week­end – a to jesz­cze pra­wie dwa tygo­dnie do listopada.

Ja rów­nież nie mam teraz wie­le cza­su, wszyst­ko dzię­ki temu, że mam nie­zbyt dobry plan. Dobrze, że w dru­gim seme­strze powin­no być lżej. Choć dnie mam zupeł­nie wypeł­nio­ne, to zna­la­złem jed­nak tro­chę cza­su na wędrów­ki z apa­ra­tem by zro­bić zdjęcia.

Wystar­czy wyj­rzeć za okno by zoba­czyć zde­cy­do­wa­nie naj­pięk­niej­szą porę roku – jesień. Dzi­siaj w Trój­ce Woj­ciech Mann stwier­dził, że jesień to wła­ści­wie jak wio­sna, tyle że na odwrót. Ja oso­bi­ście zde­cy­do­wa­nie wolę jesień.

Zdję­cia poni­żej zosta­ły zro­bio­ne tydzień temu: w trzech Par­kach: Wil­so­na, Cyta­de­li i Sołac­kim. Zdję­cia „mgli­ste” zosta­ły zro­bio­ne pew­ne­go poran­ka na moim osiedlu.

Nowy rok!

Oczy­wi­ście, że nowy rok; ale nie kalen­da­rzo­wy, tyl­ko aka­de­mic­ki. Zaczy­na się jutro.

W pią­tek zawio­złem swo­je klun­kry do Pozna­nia po to, by jutro się tam osta­tecz­nie, choć tym­cza­so­wo wpro­wa­dzić na czas nowe­go roku aka­de­mic­kie­go. Zaczy­nam bowiem trze­ci rok stu­diów na UAM.

Mógł­bym się roz­pi­sy­wać, jak ten czas szyb­ko leci itd… lepiej jed­nak zająć się tym, jaka jest jesz­cze ład­na pogo­da. W sam raz na wyciecz­ki rowe­ro­we. Poni­żej załą­czam kil­ka zdjęć. Niby roz­po­czę­ła się kalen­da­rzo­wa jesień, ale w sumie to jesz­cze jej nie widać.

Życzę miłe­go oglą­da­nia. Tym­cza­sem ja za chwi­lę zno­wu ruszam w drogę!

Początek wakacji

Licz­nik odmie­rza­ją­cy czas, jaki pozo­stał do waka­cji wyze­ro­wał się już chy­ba tydzień temu. Ostat­ni egza­min mam za sobą, cze­kam tyl­ko na wyniki.

Chciał­bym sobie pojeź­dzić na rowe­rze, ale nawet za bar­dzo wyjść na dwór nie mogę, bo dopie­ro co mia­łem dosyć poważ­ny zabieg i sie­dzę w domu. Nie wiem, jak dłu­go to jesz­cze potrwa. Nie mam zbyt wie­le pla­nów waka­cyj­nych. Chciał­bym pójść na prak­ty­ki do kan­ce­la­rii; a we wrze­śniu jedzie­my do Buda­pesz­tu. Myślę nad tym, odkąd wró­ci­łem z Pragi.

W naj­bliż­szym cza­sie napi­szę o tym, co pla­nu­ję robić w waka­cje i może krót­ki komen­tarz do bie­żą­cych wydarzeń.

2 dni do wakacji

Na moim licz­ni­ku odli­cza­ją­cym dni pozo­sta­łe do waka­cji wid­nie­je „2” (a począt­ko­wo było chy­ba z 60); znak to więc, że waka­cje fak­tycz­nie się zbliżają.

Jutro mam ostat­ni (mam nadzie­ję) egza­min – z pra­wa UE. A potem… zoba­czy­my. Moż­li­we, że przez kil­ka tygo­dni popra­cu­ję w restau­ra­cji. Pew­ne jest, że we wrze­śniu poja­dę do Buda­pesz­tu. W pierw­szy waka­cyj­ny ponie­dzia­łek (tak­że dla szkół) poje­dzie­my do Pozna­nia, gdzie być może popo­dzi­wia­my tro­chę wło­skich mala­rzy renesansowych.

Parę dni póź­niej będę miał przeszczep 😀

Ostatni gwizdek

Ostat­nio był pierw­szy gwiz­dek, a wczo­raj był już ostat­ni. Przy­naj­mniej dla naszych pił­ka­rzy. Filo­zo­ficz­nie stwier­dzę: tak to już w spo­rcie bywa. Moż­na też powie­dzieć: mia­ło być tak pięk­nie, a wyszło jak zwykle.

Od tygo­dnia jestem wolon­ta­riu­szem, cho­ciaż teraz aku­rat jestem w Kali­szu. Jeden egza­min mam już za sobą, pozo­sta­ły jesz­cze dwa. Nie­śmia­ło prze­bły­sku­je gdzieś myśl o wakacjach.

Ja jako wolontariusz
Rynek

Pierwszy gwizdek

Po paru dniach spę­dzo­nych w Kali­szu, za chwi­lę zno­wu wra­cam do Pozna­nia i wca­le mnie to nie cie­szy. Spę­dzę tam jesz­cze z prze­rwa­mi 3 tygo­dnie. Jutro zaczy­na się sesja i ja rów­nież mam pierw­szy egzamin.

Przed­wczo­raj był pierw­szy mecz mistrzostw: Pol­ska-Gre­cja, zakoń­czo­ny remi­sem. Spor­to­wy aspekt mistrzostw za bar­dzo mnie nie inte­re­su­je, ale oglą­da­łem cere­mo­nię otwar­cia, któ­ra nie była zbyt spek­ta­ku­lar­na, ale nie była też zła. Po niej, uda­li­śmy się na rowe­rze do kali­skiej stre­fy kibica.

Jeszcze nie koniec wakacji

Jest kil­ka spraw, któ­re teraz poruszę:

(1) Nastał już wrze­sień, ale dla mnie wie­le to nie zmie­nia, bo wciąż mam waka­cje. Ale już nie­dłu­go – bowiem już 26 wrze­śnia roz­po­czy­na­ją się nowe zaję­cia (miej­my nadzie­ję) – dru­gi rok.

(2) Zanim to jed­nak nastą­pi, muszę zali­czyć jesz­cze jeden egza­min. Nie jestem wca­le zado­wo­lo­ny, bo jeż­dże­nie do Pozna­nia w tę i z powro­tem to okrop­na stra­ta cza­su, a do tego stres. Myślę, że teraz pój­dzie mi już dobrze i wresz­cie (!) będę mógł napraw­dę ode­tchnąć. Do tego docho­dzi jesz­cze kwe­stia bie­ga­nia z indek­sem, ale na szczę­ście i to jest już chy­ba rozwiązane.

(3) Z wyjaz­du, jaki myśla­łem, że doj­dzie do skut­ków w tym roku nie­ste­ty nic nie wyszło. Żeby sobie to jakoś wyna­gro­dzić, posta­no­wi­łem, że poja­dę na 2 dni do Pra­gi. Ale będzie świet­nie – cho­dzić śla­da­mi Szwej­ka. Mam już bile­ty na pociąg z War­sza­wy i zare­zer­wo­wa­ne miej­sce w schro­ni­sku. Podob­no jesień to naj­lep­sza pora na zwie­dza­nie sto­li­cy Czech. Pomo­gą mi w tym prze­wod­nik i stro­na inter­ne­to­wa Mariu­sza Szczygła.

Pierwszy egzamin

Pogo­da jest ostat­nio nad­zwy­czaj­nie zmien­na. Nie dość że żar się leje z nie­ba, że słoń­ce świe­ci nie­ustan­nie, że 30º C i brak jakiej­kol­wiek chmur­ki na nie­bie, to potem tak zaczy­na grzmo­cić pio­ru­na­mi, że nie sły­chać już nawet desz­czu walą­ce­go w szy­by. A tak było w Kali­szu, przed­wczo­raj, wczo­raj i dzi­siaj. Naj­pierw okrop­ny upał, a potem wiel­ka burza. Tej dzi­siej­szej już nie zaob­ser­wo­wa­łem, bo od wczo­raj jestem zno­wu w Poznaniu.

To już ostat­ni pełen tydzień miesz­ka­nia w sto­li­cy Wiel­ko­pol­ski w tym roku aka­de­mic­kim. Dzi­siaj mia­łem pierw­szym egza­min – z histo­rii pra­wa sądo­we­go; chy­ba nie było źle. Tak więc zosta­ły mi jesz­cze czte­ry egza­mi­ny (miej­my nadzie­ję) i jed­no zali­cze­nie. Jakoś więc mogę powie­dzieć, że dotur­la­łem się do koń­ca. A – jak już o tym pisa­łem – rok aka­de­mic­ki mija jesz­cze szyb­ciej, niż szkolny.

Ale szybko

Nie odkry­ję Ame­ry­ki, jeśli napi­szę, że ostat­nie 8 mie­sią­cy minę­ło tak: ziu­uuu! Dopie­ro co zaczą­łem stu­dia, dopie­ro, co byłem na pierw­szym wykła­dzie, któ­ry pamię­tam, jak­by to było wczo­raj, a już zaczął się czer­wiec, a wraz z nim zali­cze­nia i egza­mi­ny. Jed­no zali­cze­nie mam już za sobą; przede mną kolo­kwium i pięć egza­mi­nów. Szko­da, że ten egza­mi­no­wy czas przy­pa­da aku­rat wte­dy, gdy jest taka ład­na pogo­da i nicze­go się nie chce. Chy­ba jed­nak szyb­ko też to minie. Ale jak tak patrzę z per­spek­ty­wy, to okres szko­ły śred­niej też mi się nie dłużył.

O uniwersytetach i podręcznikach

W ostat­niej „Poli­ty­ce” uka­zał się cie­ka­wy repor­taż doty­czą­cy uro­czy­sto­ści abso­lu­to­rium Uni­wer­sy­te­tu Harvar­da. Jak się oka­zu­je, wśród Nobli­stów ponad 70 z nich było absol­wen­ta­mi tego Uni­wer­sy­te­tu. Oczy­wi­ście, ta uczel­nia ucho­dzi za naj­wy­bit­niej­szą na świe­cie, ale do wszel­kie­go typu ran­kin­gów lepiej pod­cho­dzić z rezer­wą. Piszę tak nie dla­te­go, że jestem zazdro­sny. Dobrze jest jed­nak wziąć pod uwa­gę, co takie ran­kin­gi uwzględ­nia­ją: np. „licz­bę publi­ka­cji w języ­ku angiel­skim”. Oczy­wi­ste jest więc, że uni­wer­sy­te­ty z kra­jów angiel­sko­ję­zycz­nych zawsze będą w pewien spo­sób uprzy­wi­le­jo­wa­ne. Na Harvar­dzie jest zupeł­nie inny sys­tem stu­diów, co jest dosyć cie­ka­we. Ale u nas jest – po pro­stu ina­czej. Niech ktoś nie myśli, że mam kom­plek­sy z tego powo­du, że stu­diu­ję na jakimś tam Uni­wer­sy­te­cie im. jakie­goś tam niko­mu nie­zna­ne­go poety gdzieś tam na koń­cu świa­ta. Mój wybór był naj­lep­szym z moż­li­wych. UAM jest jed­nym z naj­lep­szych uni­wer­sy­te­tów w Pol­sce (na pew­no w pierw­szej trój­ce), tak więc jest jed­no­cze­śnie jed­nym z naj­lep­szych w Europie.

Ale nie o tym chcia­łem pisać, a o czymś pokrew­nym. Jeśli mogli­by­śmy się cze­goś uczyć od uczel­ni z innych państw, to może spo­so­bu pisa­nia pod­ręcz­ni­ków. Pierw­szy pod­ręcz­nik „zachod­ni”, z jakim się spo­tka­łem to Eko­no­mia Kamer­sche­na i spół­ki. Gaba­ry­ty – ogól­no­pol­skiej książ­ki tele­fo­nicz­nej. Pomi­mo to, nie znie­chę­ca. Się­gną­łem po nie­go, bo choć nie stu­diu­ję eko­no­mii, to eko­no­mii się przez semestr uczy­łem. Zaj­rza­łem do nie­go z cie­ka­wo­ści, by spraw­dzić, czy może tam nie jest coś lepiej wytłu­ma­czo­ne. Oka­za­ło się, że tak: wszyst­ko było napi­sa­ne w spo­sób jasny i przej­rzy­sty, wzbo­ga­co­ne ilu­stra­cja­mi. Ale tu nie o treść nawet cho­dzi, bo prze­cież wśród naszych auto­rów jest też wie­lu świet­nych gawę­dzia­rzo-pod­ręcz­ni­ko­pi­sa­rzy (gdy­by nie to, nikt by nie czy­tał Scza­niec­kie­go 40 lat po pierw­szym wyda­niu). Cho­dzi raczej o spra­wy tech­nicz­ne, czy­li te z pozo­ru nie­istot­ne. Takie, jak: este­tycz­ne wyda­nie, przej­rzy­stość, sze­ro­kie mar­gi­ne­sy, spi­sy tre­ści, indek­sy, spi­sy tre­ści na począt­kach roz­dzia­łów, stresz­cze­nia roz­dzia­łów, pyta­nie kon­tro­l­ne etc. U nasz szu­kać tego ze świe­cą. Podob­nie było z pod­ręcz­ni­kiem Psy­cho­lo­gia i życie Zimbardo.

Pyta­nia testo­we z pra­wo­znaw­stwa. Jak widać w testach też moż­na mieć poczu­cie humoru.

Ktoś powie, że takie rze­czy, jak np. czy­tel­na czcion­ka są nie­istot­ne. Nic bar­dziej myl­ne­go. Nie jest to może naj­waż­niej­sze, bo naj­waż­niej­sza jest treść, ale pew­ne dodat­ki, jak choć­by pyta­nia do „samo­spraw­dze­nia” są bar­dzo przy­dat­ne. W tych kwe­stiach PWN i spół­ka mogli­by się jesz­cze wie­le nauczyć. Ktoś mógł­by pomy­śleć, że umiesz­cza­nie ilu­stra­cji w pod­ręcz­ni­kach dla praw­ni­ków jest bez­ce­lo­we, co jest bzdu­rą, bo obraz­ki prze­cież każ­dy lubi. Dobrze, że choć to się aku­rat zmienia.

Dodam jesz­cze, że do Eko­no­mii była jesz­cze jak­by dru­ga, spe­cjal­na część z ćwiczeniami.

Wczo­raj wypo­ży­czy­łem w biblio­te­ce pod­ręcz­nik Neila Par­pwor­tha Con­sti­tu­tio­nal and admi­ni­stra­ti­ve law o kon­sty­tu­cji Wiel­kiej Bry­ta­nii (wyd. OUP). W nim jest podob­nie: przej­rzy­sty spis tre­ści, pod­su­mo­wa­nia przy każ­dym roz­dzia­le, dodat­ko­we pyta­nia, naj­waż­niej­sze poję­cia. I nie jest to wyda­nie luk­su­so­we, tyl­ko „tanie” (tzn. ok. 130 zł 😉 ).

Dodat­ko­wą kwe­stią są ceny pod­ręcz­ni­ków… dobrze, że są biblio­te­ki [U. Eco w swo­im ese­ju O biblio­te­ce pisze o błęd­nym kole: pod­ręcz­ni­ki są coraz droż­sze, więc coraz bar­dziej są kse­ro­wa­ne, więc są wyda­wa­ne w mniej­szych nakła­dach, więc są jesz­cze droż­sze, więc są kserowane]

Wio­sna w Par­ku Mickiewicza

Nowy semestr

Daw­no nie pisa­łem nicze­go na blo­gu, bo po pierw­sze nie było o czym, bo – po dru­gie – była sesja i po trze­cie, przez pewien czas moja stro­na była nie­do­stęp­na. Teraz stro­na jest dostęp­na, sesja się skoń­czy­ła i zaczął się dru­gi semestr, i – na koniec – moja stro­na zmie­ni­ła się dosyć i choć­by o tym moż­na pisać.

Uzna­łem, że poprzed­ni wygląd stro­ny był już zbyt dłu­go i trze­ba go nie­co odświe­żyć. Ten utrzy­ma­ny jest w tonie mle­ka ze śmie­ta­ną, tzn. kra­ina łagod­no­ści. Nic spe­cjal­ne­go, nic wyróż­nia­ją­ce­go się, tyl­ko kla­sycz­ny ład i har­mo­nia. Ble, ble, ble …

Jak wspo­mnia­łem, roz­po­czął się dru­gi semestr i prak­tycz­nie wymie­ni­ły mi się wszyst­kie przed­mio­ty. Poza tym skoń­czy­ła się już sesja i wiem, że pierw­szy semestr mam zali­czo­ny – tym samym prze­szedł on już do histo­rii. Pew­nie dużo cza­su zaj­mie, nim zno­wu będę się chciał zaj­mo­wać logi­ką, czy eko­no­mią. Teraz muszę się poświę­cić czte­rem przed­mio­tom histo­rycz­nym i już nie wiem, co gorsze.

PS. Robi się tro­chę cie­pleć. (Idzie wiosna)

PPS. Na stro­nie jest jesz­cze wie­le do zro­bie­nia. Wszel­kie wska­zów­ki i wytknię­cia błę­dów są mile widziane.

Egzaminacyjny walec rusza

Stuk-stuk, stuk-stuk… Cóż to za dźwię­ki w mia­stach uni­wer­sy­tec­kich? Czy to dzię­cio­ły wyla­zły już z ukry­cia? Nie! To sesja się zbli­ża i wszy­scy kują… Za mną już kolo­kwium z logi­ki, któ­re nie poszło mi tak, jak chcia­łem, bo dosta­łem 3+. Mam nadzie­ję, że egza­min pój­dzie lepiej. Nie­ste­ty pomy­li­łem modus ponen­do ponensmodus tol­len­do tol­lens. Z kolei w pią­tek cze­ka mnie zali­cze­nie z pra­wa wyznaniowego.

Wszyst­kim w podob­nej sytu­acji życzę dużo szczę­ścia, bo ono jest tu niezbędne.

Trzy wieki prywatności

Pamięt­nik Kró­lo­wej Wik­to­rii (fot. G. Haber)

Powy­żej zamiesz­czam łącze do arty­ku­ły zna­le­zio­ne­go w sie­ci poświę­co­ne­go wysta­wie zor­ga­ni­zo­wa­nej w Sta­nach Zjed­no­czo­nych na temat pamięt­ni­ków i dzien­ni­ków sław­nych ludzi. Wśród zdjęć moż­na obej­rzeć oso­bi­ste „reli­kwie” nale­żą­ce do kró­lo­wej Wik­to­rii, Alber­ta Ein­ste­ina i Char­lot­te Bron­te. Jest tam też manu­skrypt Con­fes­sio­nes św. Augu­sty­na, bo to prze­cież też rodzaj pamięt­ni­ka (i spowiedzi).

PS. Zali­czy­łem pierw­sze kolo­kwium (z logiki).

Co wydarzyło się w tym roku

Stud­niów­ka – matu­ra – koniec liceum Bez wąt­pie­nia jest to jed­no z naj­waż­niej­szych wyda­rzeń w moim życiu. Stud­niów­ka – przy­szła i poszła (choć przy­go­to­wy­wa­li­śmy się do niej dłu­go, szcze­gól­nie do wspa­nia­łe­go polo­ne­za), ale była bar­dzo uda­na. Dużo wię­cej moż­na napi­sać o egza­mi­nie doj­rza­ło­ści, któ­ry zda­wa­łem w maju i do któ­re­go przy­go­to­wy­wa­łem się pra­wie 3 lata. Wie­le było przy tym ner­wów. Zda­wa­łem matu­rę z pol­skie­go, histo­rii, angiel­skie­go, i (teo­re­tycz­nie) WOSu; jako kró­li­ki eks­pe­ry­men­tal­ne zda­wa­li­śmy mate­ma­ty­kę obo­wiąz­ko­wo. Szko­da, że MEN musi na nas testo­wać swo­je głu­pie pomy­sły. Wiem, że mat­ma poszła mi bar­dzo dobrze (94%), to potra­fię sobie przy­po­mnieć, ile cza­su stra­ci­łem roz­wią­zu­jąc dzie­siąt­ki testów, by być do niej odpo­wied­ni przy­go­to­wa­nym – a to kosz­tem bez­cen­ne­go cza­su wol­ne­go, świę­te­go spo­ko­ju i innych przed­mio­tów matu­ral­nych. Dużym osią­gnię­ciem było zakwa­li­fi­ko­wa­nie się do fina­łu ogól­no­pol­skie­go Olim­pia­dy Wie­dzy o Pra­wach Czło­wie­ka. Wie­le tam nie osią­gną­łem, ale repre­zen­to­wa­łem tam Wiel­ko­pol­skę, a szko­le mogłem „nabić” tro­chę punk­tów do tego idio­tycz­ne­go ran­kin­gu. Dzię­ki Olim­pia­dzie mia­łem szóst­kę z WOSu na matu­rzę za dar­mo. Ostat­nie­go dnia kwiet­nia ukoń­czy­łem liceum (z wyróż­nie­niem) i to nie byle jakie, bo kali­skie­go Asnyka.

Kata­stro­fa 10 kwiet­nia 2010 roku roz­bił się w Smo­leń­sku samo­lot z 96 oso­ba­mi na pokła­dzie, co gor­sza był wśród nich pre­zy­dent RP. Mówio­no o tym na całym świe­cie, wszy­scy skła­da­li kon­do­len­cje i było bar­dzo uro­czy­ście – aż do prze­sa­dy (wykpi­wa­ne stwier­dze­nie Oba­my, że „wszy­scy jeste­śmy Pola­ka­mi”). Ale nie kata­stro­fa jest naj­cie­kaw­sza, ale raczej to, że jest to temat wywo­łu­ją­cy skraj­ne emo­cje i do tego wał­ko­wa­ny bez umia­ru przez media od rana do nocy – i tak już jest od 9 mie­się­cy, i nie zano­si się na to, by się to skoń­czy­ło. Oczy­wi­ście, że to co się sta­ło, było bar­dzo przy­kre. Ale sta­cje tele­wi­zyj­ne przez pierw­szy tydzień (ze sta­cja­mi tele­wi­zyj­ny­mi kon­cer­nu ITI) licy­to­wa­ły się, w czy­jej ramów­ce będzie wię­cej żało­by, smut­nych melo­dii, czar­no-bia­łych zdjęć itp. O tym, co nastą­pi­ło po tym – nie chce mi się nawet pisać. Wiel­ka, ogól­no­kra­jo­wa awan­tu­ra roz­po­czę­ła się od tego, gdzie ma być para pre­zy­denc­ka pocho­wa­na. Faj­nie jest sobie zadzow­nić do Dzi­wi­sza i powie­dzieć, że „życzy­my sobie miej­sce na Wawe­lu”. Też bym tak chciał. Póź­niej róż­no­ra­kie teo­rie spi­sko­we, że zamach, że mgła wywo­ła­na sztucz­nie (Radio Mary­ja). Kon­cern medial­ny kościo­ła toruń­sk0-kato­lic­kie­go osą­dził win­nych nie­szczę­ściu już w dniu kata­stro­fy. Do tego doszło pie­niac­two Kaczyń­skie­go, Macie­re­wi­cza… aż nie­do­brze się robi. Koniec więc z tym! Ja na koń­cu tyl­ko dodam, że w żad­ną teo­rię spi­sko­wą nie wierzę.

W zgieł­ku kata­stro­fy nikt nie zauwa­żył, jakie­go piwa nawa­ży­li nam har­ce­rze umiesz­cza­jąc przed Pała­cem Pre­zy­denc­kim krzyż, któ­ry póź­niej przez mie­sią­ce był oble­ga­ny przez zastę­py fana­ty­ków reli­gij­nych czczą­cych pre­zy­den­ta jako świę­te­go męczen­ni­ka i wie­leb­ne­go ojca naro­du, któ­ry za nie­go poległ. Szop­ka zakoń­czy­ła się po wie­lu mie­sią­cach nie­zde­cy­do­wa­nia rzą­du, któ­ry bał się zare­ago­wać (bo zaraz zaczę­ło­by się typo­we dla epi­sko­pa­tu szu­ka­nie wro­ga i anty­chry­sta) i kościel­nych hie­rar­chów, któ­rzy po pro­stu umy­li ręce. Żało­sne sce­ny na Kra­kow­skim Przed­mie­ściu w War­sza­wie szyb­ko sta­ły się żela­znym punk­tem wycie­czek zarów­no pol­skich, jak i zagra­nicz­nych. Sam tam byłem.

Waka­cje W dniu, w któ­rym pod­ję­to pierw­szą pró­bę prze­nie­sie­nia krzy­ża, ja z przy­ja­ciół­mi uda­łem się na dwo­rzec kole­jo­wy w Ostro­wie Wiel­ko­pol­skim, gdzie wsie­dli­śmy do pocią­gu do Rze­szo­wa (spóź­nio­ne­go 3 godzi­ny). Ze sto­li­cy Pod­kar­pa­cia poje­cha­li­śmy szy­no­bu­sem do Sano­ka, a z Sano­ka auto­bu­sem do Sękow­ca. Tak zna­leź­li­śmy się w ser­cu Biesz­czad. Poza tym latem pod­ją­łem 3 pró­by pra­cy, z cze­go dwie zakoń­czy­ły się kata­stro­fą; żon­glo­wa­łem poda­nia­mi na uni­wer­sy­te­ty i gania­łem za mieszkaniem.

Poznań – stu­dia Dosta­łem się tam, gdzie chcia­łem, tj. na Uni­wer­sy­tet im. Ada­ma Mic­kie­wi­cza, na kie­ru­nek pra­wo. W paź­dzier­ni­ku poło­wicz­nie prze­pro­wa­dzi­łem się do Pozna­nia. I tak, od trzech mie­się­cy, kur­su­ję pomię­dzy Pyra­Ci­ty i Kali­szem, gdzie powra­cam co tydzień. Z kie­run­ku stu­diów jestem zado­wo­lo­ny, choć trud­no coś wię­cej na razie powie­dzieć. Za parę tygo­dni cze­ka­ją mnie pierw­sze uni­wer­sy­tec­kie egza­mi­ny. Myślę, że nie będzie źle.

I tak jest do dzi­siaj. Teraz jest 10:30, 31 grud­nia 2010 roku. Moż­na będzie powie­dzieć (para­fra­zu­jąc Księ­gę Rodza­ju) „i tak minął dzień, i noc i kolej­ny rok”.


Wszyst­kim Czy­tel­ni­kom, któ­rym chce się tu cza­sem zaj­rzeć dzię­ku­ję za cier­pli­wość i życzę szczę­śli­we­go Nowe­go Roku! Do zobaczenia!