Gdynia skuta lodem

Wczo­raj, za dru­gim podej­ściem, uda­ło mi się doje­chać do Gdy­ni, w do któ­rej przy­by­łem wcze­snym popo­łu­dniem. Mróz jest nadal. To dla mnie jed­nak nie pro­blem. Tra­dy­cyj­nie wybra­łem się na spa­cer wzdłuż pla­ży w kie­run­ku Orło­wa. Pierw­szy raz widzia­łem czę­ścio­wo zamar­z­nię­te morze. 

Zama­rza­ją­ce morze wyglą­da dosyć niesamowicie. 

W mrozie nad morze

Dwa dni temu w sobo­tę, gdy wyru­szy­łem w dro­gę, ter­mo­metr poka­zy­wał kil­ka­na­ście stop­ni mro­zu. Takiej zimy nie było u nas od kil­ku już lat. Moim pierw­szym zapla­no­wa­nym przy­stan­kiem był Gru­dziądz, do któ­re­go chcia­łem wró­cić na 1 dzień po czte­rech latach (dwa lata temu też na chwi­lę do nie­go wstą­pi­łem). Po dro­dze zatrzy­ma­łem się w Strzel­nie, żeby zoba­czyć romań­skie kolum­ny, nie­ste­ty zim­no było tak doj­mu­ją­ce, że trud­no było wytrzymać.

Poje­cha­łem więc szyb­ko w dal­szą dro­gę do Byd­gosz­czy, w któ­rej nie byłem od 14 lat. Nie da się ukryć, że przy­naj­mniej 10 stop­ni mro­zu nie uła­twia­ły zwie­dza­nia. Prze­sze­dłem się jed­nak pod cen­trum, któ­re robi pozy­tyw­ne wra­że­nie. Na pew­no przy lep­szej pogo­dzie jest jesz­cze ładniejsze.

Ruszy­łem w dal­szą dro­gę do Gru­dzią­dza. I nie­ste­ty doje­cha­łem, posze­dłem nawet do gru­dziądz­kich term, ale wte­dy byłem zmu­szo­ny przed­wcze­śnie zakoń­czyć wyciecz­kę z powo­du awa­rii samochodu.


Na koniec kanał Brdy z zimo­wej mroź­nej scenerii