Co dała mi Polska? – bardzo ciekawy reportaż, który znalazłem na stronie Gazety Wyborczej.
Wyniki
Wwczoraj wziąłem udział w ustnym etapie eliminacji okręgowych Olimpiady Wiedzy o Prawach Człowieka. Nie wiem, jak to podsumować. Może tak: byłem o 1 pkt od zwolenienia z matury z WOSu. Byłem piąty, a przechodziło czterech. Ale „nasz człowiek” idzie do finału.
Bardzo dużo zależy od tego, jakie ma się pytania. Ja miałem dobre, więc nie miałem problemów z odpowiedzią.
Udział w Olimpiadzie dużo mi dał pomimo wielu trudności, jak np. „nieokreślenia historycznego”, czyli błądzenia w ciemności wśród potencjalnych pytań z historii. Bywało, że zgrzytałem zębami. Ale myślę, że za rok wystąpię i wtedy się uda…
Wycieczki
Wczorajsza „wycieczka” była tylko kilka ulica dalej – do ODNu w Kaliszu. A w sobotę jadę do Poznania na rozstrzygnięcie konkursu literackiego, w którym brałem udział.
Drugi tydzień ferii
Choć ferie trwają nadal, ja musiałem wrócić do rzeczywistości. W pierwszym tygodniu byłem na wycieczce w górach (wreszcie zebrałem się w sobie, bo coś o tym napisać). A teraz czeka mnie ustny etap Olimpiady Wiedzy o Prawach Człowieka. Staram się do niego przygotować najlepiej, jak potrafię, choć nie jest to proste, gdyż trochę przypomina to błądzenie w ciemnościach. Raczej nie liczę na przejście do kolejnego etapu (a tym samym braku konieczności zdawania matury z WOSu), ale chcę się zaprezentować najlepiej, jak potrafię.
Dlatego też nie za bardzo znajduję czas na napisanie czegokolwiek. Tak więc trzymam za siebie kciuki.
PS. Żeby nie było tak drętwo, napiszę coś o tym, co dzieje się na świecie. A na świecie (także u nas) kryzys, o którym bębni się już w sumie od września. A to pech: myślę, że póki nie przestanie się o tym mówić, to zapaść się nie skończy. To, co dzieje się na rynku osacza nas ze wszystkich strona. Np. trwa debata, czy powinno się wprowadzić u nas €.
PPS. Znalazłem świetny wpis na blogu D. Chętkowskiego (blog „Polityki”) o tym, jak G… przyciąga g…
Wycieczka
Wróciłem już z wycieczki, więc wypada, bym kilka słów o niej napisał. Rozpoczęła się w poniedziałek 16.02, a skończyła piątego dnia – 20.02. Jechaliśmy do Zlatych Hor, miejscowości blisko granicy z Polską, ale na samym początku – w drodze – odwiedziliśmy Brzeg.
Brzeg
Brzeg, to bardzo ładne miasto. No „bardzo ładne”, to lekka przesada, ale to, co widziałem, nie było złe – choć muszę przyznać, że remont elewacji by im tam nie zaszkodził. Śródmieście jest renesansowe. O ile rynek mnie rozczarował, to na pewno tym, co warto zobaczyć, jest Zamek – obecnie Muzeum Piastów Śląskich. Widziałem tylko z zewnątrz, ale już sam dziedziniec naprawdę robi wrażenie. Zapraszam do galerii zdjęć.
Zlaté Hory
Wczesnym popołudniem dojechaliśmy do naszego celu podróży.
Mieszkaliśmy w ośrodku o nazwie Bohemaland – całkiem przyzwoitym, choć trochę zaniedbanym. My akurat mieszkaliśmy w drewnianych domkach, ale były tam jeszcze jakieś bloki. Śniegu było do pasa i ciągle jeszcze padało. Nie jeżdżę na nartach, ale wydaje mi się, że warunki do sportów zimowych były bardzo dobre.
Do miasta mieliśmy chyba ze 3 km, ale można było przejść. Same Zlate Hory cudem nie są, ale są tam dobrze zaopatrzone sklepy. Chcieliśmy zwiedzać Zlatorudne Mlyny, ale droga była nie do przejścia i w sumie większość wycieczki spędziliśmy na ćwiczeniu śpiewu. Nie wyszliśmy ani razu w góry, bo pogoda była zbyt surowa, ale i tak się nie nudziliśmy.
W środę pojechaliśmy do jaskiń. Szkoda, że są wybetonowane.
Gdy wracaliśmy, odwiedziliśmy – już w Polsce – Złoty Stok, a w nim kopalnie złota – warto zobaczyć. Jest tam też największy w Polsce park linowy. W galerii są wybrane zdjęcia z wycieczki.
Powrót
Dzisiaj wróciłem z wycieczki z Czech i w najbliższym czasie zamieszczę jakieś zdjęcia i krótkie relacje.
Oczekiwanie
Jutro jadę na ferie do Czech i teraz pozosaje już tylko oczekiwanie, które nie jest zbyt przyjemne. Jestem już spakowany.
Przed wyjazdem
W poniedziałek, o 6.00 wyjeżdżam z Kalisza do Czech – na ferie. A nie jestem jeszcze do końca zdrowy (nie wiem, czy o tym już pisałem, ale męczy mnie straszny kaszel). Siedzę w domu i liczę, że będzie lepiej. Tak w ogóle, to miałem przygody z lekarzami, bo najpierw zmuszony byłem iść do poradni wieczorowej, gdzie dyżurujący nie był za bardzo zainteresowany dociekaniem tym, co mi naprawdę jest. Dopiero, gdy poszedłem do swojego lekarza rodzinnego, ten zapisał mi, co trzeba.
Poza tym, próbuję się trochę uczyć do Olimpiady, co nie jest łatwe. Właściwie, to jestem na etapie opracowywania tego, co trzeba się nauczyć. Będę musiał zabrać swoje notatki w góry, a nie wiem, jak znajdę czas i ochotę, by się trochę pouczyć. Mam nadzieję, że starczy mi wytrwałości, by w drugim tygodniu ferii zająć się tym na poważnie. Tu taka moja skromna refleksja: wydaje mi się, że niezależnie od tego, czy ktoś się lubi uczyć, czy nie, w trakcie np. przyswajania czegoś, dochodzi się do takiej chwili, że ma się takie śmieszne uczucie, iż nic więcej nie da się nauczyć. Wtedy potrzebna jest przerwa. Chyba wiele osób jest to w stanie potwierdzić.
Odnośnie wyjazdu, spodziewam się, iż przywiozę wiele ciekawych zdjęć, które będę mógł zamieścić na mojej stronie internetowej. A jeżeli tam, gdzie jadę, będzie jakaś kawiarenka internetowa, to będę mógł coś napisać z Czech. Mam świadomość, że powinienem się zacząć pakować lub przynajmniej sprawdzać to, co mam zabrać – ale mi się nie chce. Za to mam już listę niezbędnych rzeczy.
Zlaté Hory
Zamieszaczam mapkę, na której zaznaczyłe, gdzie śpimy.
Wyświetl większą mapę
Znalezione
Na stronie nytimes.com natknąłem się na kolejną ciekawą rzecz. Tym razem są to dokumenty Ariberta Heima – zbrodniarza nazistowskiego, który uciekł do Egiptu.
http://www.nytimes.com/interactive/2009/02/04/world/africa/20090204-nazi-documents.html
Konkursy i wycieczki
Wielkimi krokami zbliża się mój wyjazazd do Zlatych Hor. Wyjeżdżam w poniedziałek, a wrócę w piątek. Wycieczka będzie krótka, ale treściwa. Nie chciałbym jechać na dłużej, a 5 dni – to może wydawać się mało, ale mi to wystarczy, za chwilę napiszę, dlaczego.
Wojaże już za chwilę, a mam straszny kaszel. Tak kaszlę, że prawie gały mi wyskakują o płucach – nawet nie wspominam. Biorę leki – „gwizdawki” i syropy. I tak naprawdę, to nie wiem, co jest przyczyną tej dolegliwości, bo przeziębiony nie jestem.
Więc tak sobie choruję a w ciągu trzech dni spadły na mnie dwie dobre wiadomości. Po pierwsze: zakwalifikowałem się do ustnego etapu eliminacji okręgowych Olimpiady Wiedzy o Prawach Człowieka. Teraz powinieniem się porządnie przyłożyć do nauki, ale wiem, że nie będzie to proste. W pierwszym tygodniu ferii wyjeżdżam; za to w drugim będę się musiał „spiąć i przysiąść”. Druga wiadomość, która spadła na mnie, jak grom z jasnego nieba: przed kilkonastoma minutami sprawdzałem sobie skrzynkę emailową; a w niej czekała na mnie wiadomość z Instytutu Filologii Polskiem UAM, że zostałem zaproszony do „odwiedzenia ich” 7. marca. A to z tej racji, że wysłałem swoją pracę na konkurs literacki. Ta wiadomość nie świadczy, że zwyciężyłe czy choćby dostałem jakieś wyróżnienie, ale zawsze to miło coś takiego otrzymać. Nie wiem, czy pojadę, ale jeśli bym się tam nie udał – to nie będę wiedział, czy moja praca została „dostrzeżona”, czy nie. A wysłałem zestaw pięciu wierszy.
Zlaté Hory
A teraz z innej beczki. Na mapie poniżej pokazano, gdzie jest cel mojej podróży. Czechy to świetne miejsce na małe wypady, bo są stosunkowo niedaleko. Co więcej, miło wspominam swój poprzedni pobyt tam, a było to chyba 2002 roku.
Życie i twórczość Edith Piaf
Właśnie triumfalnie nastał luty. A razem z lutym przyszło ochłodzenie. Zimniej wiele nie jest, ale za to nareszcie pojawił się – tak od dawna wyczekiwany – śnieg. Może potem będę tak miły i umieszczę jakieś zdjęcie.

Miałem o tym napisać już poprzednio, to znaczy wczoraj, ale jakoś nie potrafiłem wystarczająco zebrać się w sobie. 😉
A chcę napisać coś o Edith Piaf, o której niedawno obejrzał całkiem dobry film (pomimo tego, że chronologii nie ma w nim prawie żadnej) – „Niczego nie żałuję”. Jeśli ktoś nie wie, to Edith Piaf była piosenkarką; niezwyklą. W Wikipedii czytamy:
Słynęła z niebywałej ekspresji i dramatyzmu w wykonywaniu piosenek specjalnie dla niej pisanych. Jej chropowaty i stosunkowo niski głos, kontrastował z drobną sylwetką (147 cm), co fascynowało widzów m.in. w paryskiej Olympii, z którą była przez lata związana. [źródło]
Aktorka, która zagrała w filmie, dostała za rolę tytułową Nagrodę Akademii. I to właściwie tyle, co chciałem napisać. Warto zobaczyć, jak w rzeczywistości śpiewała:
„Milord”
„Heaven have mercy”
Łatwo polubić muzykę, którą wykonywała: ze względu na swój fenomenalny głos i sposób śpiewania, gestykulację. Nie bez znaczenia jest również jej przeszłość i dość ekscentryczny styl życia, który pewnie wielu się nie podoba. Ale każde serce mięknie w czasie słuchania „Milorda”.
To tyle, takie krótkie przemyślenie.
Nota: ten wpis zacząłem pisać już 01.02.2009, ale dokończyłem go dopiero 04.02 i wtedy też został opublikowany.
Na koniec
Dziś 31. stycznia, czyli wypadałoby napisać coś na koniec miesiąca. Prawie minęło 31 dni roku 2009 i od 31 dni działa ten blog. Piszę prawie, bo przecież miesiąc skończy się dopiero z nastaniem 1 lutego. 31 dni minęło od rewolucji na mojej stronie internetowej. 😉
Przez ten czas napisałem 14 postów i właśnie piszę 15., których chyba nikt nie czyta. Było kilka komentarzy; 10 jest na stronie, a inne to był spam. Trudno powiedzieć, jak ta strona rozwinie się dalej, ale na razie na pewno nie ma powodu, by ją „zwinąć”.
A teraz coś ciekawszego.
Pogoda – jaka jest – każdy widzi. Była odwilż, teraz znowu zaczął padać śnieg. Tydzień temu okolica wyglądała w sumie bardzo ładnie – z resztą tak samo, jak teraz. Wystarczy zobaczyć:
Rzeka 3 by ~Pyrgus on deviantART
Coś się ten wpis „nie klei”. Na wszelki wypadek nie będę więcej teraz pisał.
Diagnoza
Już o tym pisałem, a właściwie, to pisałem o tym, że pisałem próbną maturę z matematyki. Znam już wyniki, powinienem był o tym napisać w poprzednim poście, ale zapomniałem, więc teraz nadrabiam zaległości.
Mój wynik, to 36 pkt, czyli 72%. Dobrze, choć myślę, że mogę więcej. Podejrzewam, że błąd leżał w rachunkach.
Dzień pełen wrażeń
Nie pisałem od niedzieli, co może nie jest zbyt długim okresem czasu, zważywszy – że jest dziś dopiero środa; jednak miło coś czasem napisać nawet, jeśli nikt tego nie czyta.
W ciągu ostatnich dni nie wydarzyła się żadna rewolucja; jedynie dzisiejszy dzień był dość bogaty w atrakcje, a to dlatego, że była dziś wywiadówka. Nie jest to dla mnie coś strasznego, ale zwracam na to uwagę, gdyż byłem w nią po trosze zaangażowany, bowiem po wywiadówce nasz chór organizował mały koncert, a ja przecież do tegoż chóru należę. A że szedłem do szkoły na 8.55 i teoretycznie kończyłem o 13.25, to próba była o 16.00, wywiadówka o 17.00, a koncert o 17.45. Tak więc w szkole byłem cały dzień – od 8.18 (właściwie, to wtedy wyszedłem z domu), aż do 18.30. Powinienem się do tego przyzwyczaić, bo teraz będzie tak pewnie co raz częściej. Ale nie zmarnowałem dwóch godzin „okienka”, bo zdążyłe odrobić „szkolną pańszczyznę”.
Z innych ciekawych rzeczy, to dziś w szkole pisałem kartkówkę pt „Przedtaw genezę państwa pruskiego”. Wydawało mi się, że trwała ok 20 minut, ale tak naprawdę to napisałem i nie tak długo potem zadzwonił dzwonek na przerwę.
Kończę te nudy.
Zapraszam tylko do obejrzenia kilku nowych zdjęć na dA.
