Na dwóch zdjęciach widać dziwną stalowa konstrukcję. Jest to coś, co zauważyłem od razu po przyjeździe do Gdyni, gdy wyszedłem nad Bulwar Nadmorski. Ta monstrualna konstrukcja zupełnie bowiem zmieniła krajobraz miasta. W internecie przeczytałem, że jest to pływający dźwig do budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Dźwig jest tak olbrzymi, że jest niewiele niższy od stojących obok wieżowców.
Zawsze będąc nad morzem wybieram się na krótką wycieczkę na Półwysep Helski. Choć zimą nie ma tam zbyt wielu atrakcji, to jednak Półwysep przyciąga swoją piękną, surową przyrodą. Ponownie pojechałem tam pociągiem; jedzie się z Gdyni półtorej godziny. Samochodem nie jest szybciej. Poza tym, na ten dzień zapowiadana była gołoledź. Wycieczkę trochę zepsuła panująca wszędzie koszmarna ślizgawica. Oczywiście, poza tradycyjnego spacery cyplem, odwiedziłem też fokarium.
Ulica WiejskaWidok na HelW fokariumW rybackiej chacieTradycyjne dzielone drzwi
Poprzednim razem w Gdańsku byłem dwa lata temu i wówczas byłem w Muzeum Drugiej Wojny Światowej. Tym razem wizyta upłynęła mi pod znakiem zabytków, ale tematy historyczne też były w niej obecne. Po dojechaniu do Gdańska pociągiem SKM od razu skierowałem się do Bramy Wyżynnej, skąd rozpocząłem spacer pod Głównym Mieście.
Wizytę rozpocząłem od odwiedzenia ratusza, w którym miała miejsce już od paru miesięcy wystawa Nasi chłopcy, opowiadająca o losach mieszkańców Pomorza w czasie wojny, szczególnie tych, których okoliczności zmusiły do służenia w Wehrmachcie. Nie będę się na ten temat rozpisywać, natomiast wystawa pokazuje niełatwe losy mieszkańców Gdańska i okolic oraz to, że historia nie jest czarno-biała. Od razu na tej wystawie przypomniał mi się Blaszany bębenek, którego czytałem jeszcze w liceum.
W ratuszu znajduje się także ciekawa wystawa historyczna dotyczy Wolnego Miasta Gdańska. Jest tam również biurko Pawła Adamowicza.
Odwiedziłem także Dom Uphagena, czyli kamienicę z zachowanymi lub odtworzonymi XVIII-wiecznymi wnętrzami bogatego mieszczańskiego domu. W sumie jednak wystawa w ratuszu jest ciekawsza.
Na jednym ze zdjęć widać zamarznięta po raz pierwszy od lat Motławę. Gdańskie Główne Miasto nie różni się specjalnie od innych starówek w dużych polskich miastach, o czym już kiedyś pisałem. Natomiast pocieszające jest to, że starówka Gdańska to nie tylko zabytkowe, bądź udające zabytkowe, pustostany, ale boczne uliczki wyglądają na zamieszkane.
Drugiego dnia w Gdyni postanowiłem, żeby obejrzeć nieco bardziej przemysłowe okolice miasta, tzn. port. Mało gdzie można wejść, chociaż można przejść się nad basenem portowym koło budynku Dworca Morskiego i tam się właśnie udałem. Poprzednim razem byłem tam w 2019 roku, czyli w czasie mojej pierwszej wizyty w Trójmieście.
Port jest bardzo ciekawy dla kogoś, kto na co dzień mieszka daleko od morza.
Potem pojechałem jeszcze do centrum miasta, żeby przejść się modernistycznymi ulicami.
Wczoraj, za drugim podejściem, udało mi się dojechać do Gdyni, w do której przybyłem wczesnym popołudniem. Mróz jest nadal. To dla mnie jednak nie problem. Tradycyjnie wybrałem się na spacer wzdłuż plaży w kierunku Orłowa. Pierwszy raz widziałem częściowo zamarznięte morze.
Dwa dni temu w sobotę, gdy wyruszyłem w drogę, termometr pokazywał kilkanaście stopni mrozu. Takiej zimy nie było u nas od kilku już lat. Moim pierwszym zaplanowanym przystankiem był Grudziądz, do którego chciałem wrócić na 1 dzień po czterech latach (dwa lata temu też na chwilę do niego wstąpiłem). Po drodze zatrzymałem się w Strzelnie, żeby zobaczyć romańskie kolumny, niestety zimno było tak dojmujące, że trudno było wytrzymać.
Pojechałem więc szybko w dalszą drogę do Bydgoszczy, w której nie byłem od 14 lat. Nie da się ukryć, że przynajmniej 10 stopni mrozu nie ułatwiały zwiedzania. Przeszedłem się jednak pod centrum, które robi pozytywne wrażenie. Na pewno przy lepszej pogodzie jest jeszcze ładniejsze.
Ruszyłem w dalszą drogę do Grudziądza. I niestety dojechałem, poszedłem nawet do grudziądzkich term, ale wtedy byłem zmuszony przedwcześnie zakończyć wycieczkę z powodu awarii samochodu.