Wielkopolski Park Narodowy

Parę dni temu po raz pierw­szy wybra­łem się do Wiel­ko­pol­skie­go Par­ku Naro­do­we­go. Żału­ję, że nie odwie­dzi­łem go nigdy wcze­śniej, ale jakoś nie było mi po dro­dze. Ode mnie to odle­głość 120 km – trud­no powie­dzieć, czy bli­sko, czy dale­ko. Nato­miast nie­wąt­pli­wie jesień, nawet dosyć zaawan­so­wa­na, to dobra pora, aby się tam udać.

Przez cen­tral­ną Wiel­ko­pol­skę wije się War­ta. Moż­na ją spo­tkać w oko­li­cach Pyzdr, bo sta­no­wi pół­noc­ną gra­ni­cę Pusz­czy Pyz­dr­skiej. Nie­opo­dal Pyzdr do War­ty wpa­da Pro­sna. W każ­dym razie War­ta na tym odcin­ku jest sze­ro­ka, roz­la­zła i maje­sta­tycz­na – pły­nie nie­spiesz­nie przez roz­le­głe, pod­mo­kłe łąki. Na połu­dnie od Pozna­nia (kon­kret­nie to chy­ba w Śre­mie) odbi­ja na pół­noc. Prze­pły­wa przez oko­li­ce Wiel­ko­pol­skie­go Par­ku Naro­do­we­go i two­rzy tam ład­ne, mean­dru­ją­ce zako­la. Wystar­czy spoj­rzeć na mapę. Prze­pły­wa bar­dzo bli­sko Roga­li­na.

Nato­miast w Wiel­ko­pol­skim Par­ku Naro­do­wym wszyst­ko się krę­ci wokół „kra­jo­bra­zu polo­dow­co­we­go”. Pomi­mo tego, że Wiel­ko­pol­ska jest raczej pła­ska i nie jest zbyt cie­ka­wa, a kra­jo­braz jest mono­ton­ny – to w WPN jest ina­czej. Są spo­re róż­ni­ce tere­nu. Na tere­nie WPN przede wszyst­kim chro­ni się polo­dow­co­we jezio­ra ryn­no­we i ota­cza­ją­ce je lasy. Na brak uroz­ma­ice­nia nie moż­na narzekać.

Mnie uda­ło się zro­bić 11-kilo­me­tro­we koło po połu­dnio­wym frag­men­cie Par­ku. Prze­cho­dzi­łem koło kil­ku jezior i bagie­nek. Więk­sze jest Jezio­ro Górec­kie, oto­czo­ne ze wszyst­kich stron lasa­mi. Wokół nie­go idzie się po skar­pie (czy­li po brze­gu polo­dow­co­wej ryn­ny). Dooko­ła są cie­ka­we, zróż­ni­co­wa­ne lasy. 

Pew­nie Wiel­ko­pol­ski Park Naro­do­wy nie jest ani naj­cie­kaw­szy, ani naj­więk­szy. Ale to jedy­ny, jaki mamy 😀 w tych oko­li­cach. Dla­te­go nie­wąt­pli­wie war­to się do nie­go przejechać.

Wra­ca­jąc wstą­pi­łem na chwi­lę do Roga­li­na, w któ­rym poprzed­nio byłem rok temu. Nic się nie zmie­ni­ło. Jeden ze sta­ro­żyt­nych dębów obumarł, ale za to buj­nie pora­sta go bluszcz. 

Było tro­chę zim­no, ale utwier­dzam się w prze­ko­na­niu, że jesień i zima to dobra pora na wędrów­ki. Byle tyl­ko nie padało.

Rzeka jesienią

Pisa­łem już kie­dyś o tym, że Pro­sna poza Kali­szem oraz na jego obrze­żach wyglą­da zupeł­nie ina­czej, niż np. bli­żej cen­trum, w szcze­gól­no­ści w oko­li­cach Par­ku. Jest wąska, głę­bo­ka, peł­na mean­drów, ma rwą­cy nurt. Nato­miast zbli­ża­jąc się do cen­trum Kali­sza sta­je się coraz bar­dziej roz­la­zła; roz­le­wa się i pły­nie spokojniej.

Zawsze jesie­nią w „listo­pa­do­we świę­ta” wybie­ram się wcze­śnie rano nad Pro­snę. W jesien­nej opra­wie wyglą­da szcze­gól­nie malowniczo.

Jesień w Parku Miejskim

Nad Pro­sną

To, że Park Miej­ski Kali­szu jest naj­pięk­niej­szy – to oczy­wi­sta oczy­wi­stość. Nato­miast jesie­nią jest w nim napraw­dę wyjąt­ko­wo. I cho­ciaż Kalisz to pro­win­cjo­nal­na dziu­ra, któ­ra naj­lep­sze lata ma daw­no za sobą, a obec­nie jest pod­upa­da­ją­cym mia­stecz­kiem, brud­nym, śmier­dzą­cym i sta­le się wylud­nia­ją­cym, to jed­nak Park Miej­ski przy­po­mi­na daw­ną świet­ność Mia­sta, nawet jeśli z tej świet­no­ści nie­wie­le zosta­ło. Sam Park tak­że jest zapusz­czo­ny; jed­nak ma cha­rak­ter ogro­du angiel­skie­go, dla­te­go moż­na powie­dzieć, że jest pięk­ny sam z sie­bie, nawet gdy jest zaniedbany.

Domek Par­ko­we­go w kali­skim parku

Jesień w dąbrowie

Jest oczy­wi­ste, że las jest naj­pięk­niej­szy jesie­nią. Oczy­wi­ście o innych porach roku też jest w nim przy­jem­nie, ale praw­dzi­wie ład­ne kra­jo­bra­zy są jed­nak w paź­dzier­ni­ku, czy jesz­cze nawet na począt­ku listo­pa­da. Latem jest zie­lo­no (i to bar­dzo), ale chasz­cze unie­moż­li­wia­ją więk­sze zwie­dza­nie. Nato­miast jesień, zima, wcze­sna wio­sna – to zde­cy­do­wa­nie naj­lep­szy okres, żeby wybrać się do lasu.

Ponow­nie odwie­dzi­łem Dąbro­wy, o któ­rych pisa­łem już latem. W sierp­niu obra­łem tro­chę inną tra­sę i był to traf­ny wybór. Od razu stwier­dzi­łem, że trze­ba to miej­sce ponow­nie odwie­dzić jesie­nią. W tych oko­li­cach ostat­ni raz jesie­nią byłem 2 lata temu i pamię­tam tyle, że było kosz­mar­nie zim­no. Teraz było dużo przy­jem­niej – pogo­da była ide­al­na, cho­ciaż było tro­chę pochmur­no. Jest tam co oglą­dać i moż­na by po tym lesie cho­dzić przez cały dzień.

Nie moż­na narze­kać na mono­to­nię krajobrazu

Zobacz tak­że: Lato w dąbrowie

Łąki

Od czte­rech lat we wrze­śniu jadę w cał­kiem zachę­ca­ją­ce miej­sce, w któ­rym są łąki i lasy. To miej­sce znaj­du­je się w oko­li­cach Anto­ni­na, a ści­ślej rzecz bio­rąc pomię­dzy Anto­ni­nem a Mik­sta­tem. Na tym tere­nie roz­po­ście­ra­ją się roz­le­głe lasy (umiar­ko­wa­nie cie­ka­we), a pośród tych lasów znaj­du­ją się duże łąki. 

Obec­nie w lasach i na łąkach są roz­lo­ko­wa­ne nie­mal­że co 100 metrów ambo­ny myśliw­skie. Zale­ta ich jest taka, że moż­na się na nie wdra­pać i zoba­czyć kra­jo­braz z pew­nej wysokości.

Nie­ste­ty pro­blem z tym miej­sce pole­ga na tym, że jest wprost pato­lo­gicz­nym przy­kła­dem nega­tyw­ne­go wpły­wu ruchu samo­cho­do­we­go na przy­ro­dę. Przez Anto­nin prze­cho­dzi ruchli­wa dro­ga kra­jo­wa. Hałas z takiej dro­gi jest sły­szal­ny w odle­gło­ści paru kilo­me­trów. Tak więc co z tego, że jest tam tyle atrak­cji (drew­nia­ny pałac, rezer­wat, lasy, sta­wy), sko­ro to wszyst­ko jest zde­gra­do­wa­ne przez nie­usta­ją­cy, uciąż­li­wy hałas. W lesie nie jest lepiej – moż­na być dwa kilo­me­try od dro­gi, a ma się wra­że­nie, że cię­ża­rów­ki prze­jeż­dża­ją dosłow­nie za zakrę­tem. Na tych łąkach jest podob­nie, szcze­gól­nie gdy wie­je sil­ny wiatr.

Miej­sce pamię­ci znaj­du­ją­ce się nie­opo­dal, na obrze­żach Mik­sta­tu – podob­no w tym miej­scu znaj­do­wał się cmen­tarz żydowski.

Ślęża

Parę tygo­dni temu wybra­li­śmy się w oko­li­ce Ślę­zy. To góra znaj­du­ją­ca się nie­opo­dal Wro­cła­wia – i chy­ba jest to naj­bliż­sza solid­na góra w nie­wiel­kiej odle­gło­ści od Połu­dnio­wej Wiel­ko­pol­ski. Znaj­du­je się na dro­dze w kie­run­ku Suda­tów, ale do tych gór jest jesz­cze parę kilo­me­trów. Nato­miast tro­chę bli­żej Pogó­rze Kaczawskie.

Moż­na się było spo­dzie­wać tego, że w sobo­tę będzie tam peł­no wro­cław­skich nie­dziel­nych tury­stów, i fak­tycz­nie tak było. Ludzie w klap­kach, san­da­łach i tramp­kach to tam nor­ma. Nie­ste­ty w week­end tury­stów jest tam zde­cy­do­wa­nie zbyt wielu.

Nato­miast ja sze­dłem szla­kiem nie­bie­skim od Prze­łę­czy Tąpa­dła, któ­ry jest bar­dziej wyma­ga­ją­cy (czu­je się już tam, że są to góry) i tam ludzi jest zde­cy­do­wa­nie mniej, i co wię­cej, mia­łem wra­że­nie, że więk­szość z nich szla­kiem nie­bie­skim scho­dzi a nie wcho­dzi. Nato­miast szlak żół­ty jest żenu­ją­cy (z tury­stycz­ne­go punk­tu widze­nia) – zwy­kła dro­ga przez las, tyle że stroma.

To wszyst­ko nie zmie­nia tego, że rze­czy­wi­ście Ślę­ża jest bar­dzo cie­ka­wa kra­jo­bra­zo­wo – nie bra­ku­je tam ład­nych miejsc. Mia­łem wra­że­nie, że sto­ki są poro­śnię­te lasem liścia­stym, więc to kolej­ny plus. Trze­ba się tam wybrać jesie­nią. Miej­sce jest war­te odwie­dze­nia i myślę, że jesz­cze tam pojadę.

Na szczy­cie jest schro­ni­sko, sta­cja nadaw­cza, pola­na, miej­sca do pale­nia ogni­ska. Tro­chę jak przy schro­ni­sku na Mor­skim Oku, cho­ciaż rzecz jasna na mniej­szą ska­lę. No i kościół; żeby wejść na jego wie­żę trze­ba dobro­wol­nie (czyt. obo­wiąz­ko­wo) kupić „cegieł­kę” – praw­dę mówiąc wolał­bym już nor­mal­ny bilet niż jakąś tan­de­tę. Przy koście­le krzyż „ścię­ty przez współ­cze­snych satanistów” [???] 🤣

Na Ślę­ży

Dolina Prosny latem

Lato w tym roku, podob­nie jak w poprzed­nim, nie jest gorą­ce (w ogó­le mi to nie prze­szka­dza) i czę­sto jest burzo­wo-desz­czo­we. Takie wła­śnie było tydzień temu, gdy ponow­nie wybra­łem się nad Pro­snę. Na pół­noc od Kali­sza Pro­sna raź­no zmie­rza w kie­run­ku swo­je­go ujścia do War­ty, któ­re znaj­du­je się koło Pyzdr. W Kali­szu Pro­sna jest roz­la­zła i płyt­ka. Poza mia­stem jest raczej wąska, głę­bo­ka, z rwą­cym nurtem.

W miej­scu, któ­re odwie­dzi­łem, oko­lo­na jest łąka­mi i pola­mi. Pośród nich bie­gną nie­cie­ka­we polne dro­gi, któ­re tego dnia były bar­dzo błotniste.

Zdję­cia są czar­no-bia­łe bo i tak było bar­dzo pochmur­no – kolo­ry są więc niepotrzebne.

Lato w dąbrowie

W połu­dnio­wej Wiel­ko­pol­sce moż­na natra­fić tak­że na lasy dębo­we. Nie ma takich miejsc zbyt wie­le, są raczej nie­wiel­kie. Uda­łem się do rezer­wa­tu i ota­cza­ją­cych go lasów już któ­ryś raz z kolei, ale tym razem wyciecz­ka była naj­bar­dziej uda­na. Prze­sze­dłem po tym lesie ponad 5 km. Poprzed­nim razem byłem tam 1,5 roku temu i pamię­tam, że było kosz­mar­nie zim­no (był to koniec listo­pa­da). W grun­cie rze­czy do zwie­dza­nia lasu lep­sza jest jesień czy zima. Szcze­gól­nie jesie­nią las liścia­sty wyglą­da efek­tow­nie. Nato­miast latem jest jak w pusz­czy. Trud­no się tam w ogó­le poru­szać, a wil­got­ność i cie­pło nie­ste­ty przy­cią­ga­ją koma­ry. Tego dnia było moc­no zachmu­rzo­ne, deszcz wisiał w powietrzu.

Lato w mieście i na wsi

Nie mam w tym roku urlo­pu latem, o jakim­kol­wiek wyjeź­dzie mogę zapo­mnieć. Zosta­je mi więc, jak zawsze, mia­sto i jego oko­li­ce. Ale pogo­da na rower też nie zawsze jest – burze, desz­cze, wiatr &c.


Lato 2019

Lato 2016

Lato 2015

Lato 2014

Lato 2013

Lato 2012

Lato 2009

Dolina Swędrni w pełni lata

Waka­cje dla mnie nie są w tym roku zbyt cie­ka­we, ponie­waż spę­dzę je na ocze­ki­wa­niu na roz­po­czę­cie nowej pra­cy. Nie mam już zupeł­nie urlo­pu, więc nie mogę też nigdzie dalej poje­chać. Zosta­ją mi tyl­ko krót­kie wyciecz­ki w pobli­żu Kali­sza. Sta­ram się jeź­dzić na rowe­rze, ale pogo­da jest byle jaka. Raz upał, cza­sem sil­ny wiatr zrzu­ca­ją­cy z rowe­ru, do tego burze, ule­wy, a cza­sa­mi wszyst­ko na raz. W Niem­czech i Holan­dii trwa­ją kata­stro­fal­ne powo­dzie, dobrze że cho­ciaż u nas tego nie ma, cho­ciaż były momen­ty niewesołe.

Na rowe­rze moż­na się wybrać na przy­kład w Doli­nę Swędr­ni, któ­ra jest na wycią­gnię­cie ręki, cho­ciaż zwie­dza­nie jej, w szcze­gól­no­ści na rowe­rze, nie jest łatwe – ze wzglę­du na ukształ­to­wa­nie terenu.

Dolina Baryczy

Kil­ka razy już pisa­łem na tej stro­nie o Doli­nie Bary­czy. Ale trud­no jed­nym zda­niem napi­sać, o co tak napraw­dę cho­dzi. I sytu­acja jest ty podob­na jak w przy­pad­ku Pusz­czy Pyz­dr­skiej – sam pró­bu­ję te miej­sca zro­zu­mieć od kil­ku lat i nie do koń­ca mi wycho­dzi. Doli­na Bary­czy to kra­ina roz­cią­ga­ją­ca się na tere­nie Dol­ne­go Ślą­ska i połu­dnio­wej Wiel­ko­pol­ski; jest to teren, przez któ­ry prze­pły­wa rze­ka Barycz. Ta rze­ka swój począ­tek ma na tere­nach znaj­du­ją­cych się na połu­dnie od Ostro­wa Wiel­ko­pol­skie­go i Kali­sza. Nie wiem, gdzie dokład­nie. Na tych tere­nach począ­tek mają dwie rze­ki: Barycz, ale jest jesz­cze Oło­bok, rzecz­ką znacz­nie mniej­sza, któ­ra pły­nie w prze­ciw­nym kie­run­ku i po paru kilo­me­trach wpa­da do Pro­sny (nie­da­le­ko wsi Ołobok).

Przy­go­dzi­ce są pierw­szą więk­szą miej­sco­wo­ścią, gdzie moż­na Barycz zaob­ser­wo­wać – tam jest tyl­ko nie­zna­czą­cym stru­mie­niem. Dalej jed­nak sytu­acja się zmie­nia, rze­ka sta­je się szer­sza, a jej nurt jest bar­dziej wartki.

Jak moż­na prze­czy­tać w lite­ra­tu­rze facho­wej (czy też w inter­ne­cie), cha­rak­te­ry­stycz­ną cechą Bary­czy jest nie­wiel­ki spa­dek, co spra­wia, że nurt rze­ki wije się leni­wie; sprzy­ja to two­rze­niu się roz­le­wisk, bagien, tere­nów podmokłych.

Wokół Bary­czy powsta­ło wie­le kom­plek­sów sta­wów. Naj­pierw, w oko­li­cach Anto­ni­na, znaj­du­je się rezer­wat „Wydy­macz” – tam jest staw poło­żo­ny pośród lasu. Potem są Sta­wy Przy­go­dzic­kie (wie­dzie mię­dzy nimi szlak tury­stycz­ny); jeż­dżę tam co roku od kil­ku lat. Zdję­cia są na przy­kład tutaj. Nato­miast naj­wię­cej sta­wów jest w oko­li­cach Milicza.

W tym roku pierw­szy raz uda­ło mi się wybrać tro­chę dalej, bar­dziej w głąb kom­plek­sów sta­wów przy­go­dzic­kich. Są tam szla­ki tury­stycz­ne, jest co oglą­dać. W oko­li­cach Dol­ne­go Ślą­ska Barycz zamie­nia się już w poważ­ną rzekę.

Cie­ka­we oko­li­ce są rów­nież wokół Odo­la­no­wa.

Moim marze­niem jest dokład­niej­sza pene­tra­cja tere­nów Doli­ny Bary­czy; jak na razie widzia­łem tyl­ko nie­wiel­kie frag­men­ty i mam poczu­cie nie­do­sy­tu. Ide­ałem było­by zabrać ze sobą rower i zwie­dzać te tere­ny (a są to spo­re odle­gło­ści) na dwóch kółkach.

Zdję­cia wyko­na­ne na począt­ku maja 2021 roku


Doli­na i Łąki (2019)

Doli­na Bary­czy od innej stro­ny: Bocz­ne dro­gi2021

Lin­ki: czte­ry pory roku w Doli­nie Baryczy

Kazimierz w czasie epidemii

Uli­ca Szeroka

W cza­sie moje­go ostat­nie­go poby­tu w Kra­ko­wie, musia­łem się jesz­cze wybrać na Kazi­mierz. Kra­ków w dal­szym cią­gu jest jesz­cze opu­sto­sza­ły (zdję­cia z mar­ca) i, praw­dę mówiąc, taki mi odpo­wia­da. Wyglą­da to wręcz tro­chę nienaturalnie.

Na tych zdję­ciach widać wcze­sną wio­snę, bo wio­sna w tym roku się spóźnia.

Boczne drogi 2021

W to miej­sce wra­cam już od 5 lat co roku w mar­cu. Ale jakoś tak się sta­ło, że poprzed­ni (i jedy­ny raz) jakieś zdję­cia z tego miej­sca wrzu­ci­łem 2 lata temu.

Sta­wy przy­go­dzic­kie to w grun­cie rze­czy nic nad­zwy­czaj­ne­go. Asfalt, śmie­ci, dziu­ra­wa dro­ga, tro­chę wody, pola, rów, pta­ki, zno­wu śmie­ci. Ale za pierw­szym razem zro­bi­ły na mnie bar­dzo duże wra­że­nie, przede wszyst­kim ze wzglę­du na to, że są napraw­dę duże. A dru­ga kwe­stia jest taka, że to wła­śnie na połu­dnie od Ostro­wa Wiel­ko­pol­skie­go roz­po­czy­na się Doli­na Bary­czy. Jak każ­dy wie, Doli­na Bary­czy ucho­dzi za miej­sce wyjąt­ko­wo ład­ne. Nie­ste­ty do tej pory nie mia­łem oka­zji zba­dać jej dokładnie.

Jak się spoj­rzy na mapę, to widać wyraź­nie, że od tego miej­sca, w kie­run­ku zachod­nim, wije się Barycz. W oko­li­cach Przy­go­dzic jest to bar­dzo byle­ja­ka, wąska, płyt­ka rze­ka. Ale za Odo­la­no­wem to już zupeł­nie co inne­go. Barycz oto­czo­na jest kil­ko­ma kom­plek­sa­mi sta­wów, któ­re zasi­la. Sta­wy przy­go­dzic­kie to pierw­szy z tych kompleksów.

Kra­jo­braz jest raczej mono­ton­ny, nic szcze­gól­ne­go; trud­no w połu­dnio­wej Wiel­ko­pol­sce zna­leźć tere­ny atrak­cyj­ne przy­rod­ni­czo. Sta­wy są sie­dli­skiem dla bar­dzo wie­lu pta­ków, któ­re jed­nak bar­dziej sły­chać niż widać. Bez lor­net­ki trud­no cokol­wiek zoba­czyć, bo pta­ki nie są przy brze­gu, tyl­ko wolą spo­kój na środ­ku sta­wów, z dala od ludzi.

Dla osób, któ­re chcia­ły­by się wybrać w te oko­li­ce, dodam, że prze­bie­ga tam­tę­dy czar­ny szlak tury­stycz­ny, któ­rym moż­na się poruszać.


Kra­jo­braz bocz­nych dróg

Opustoszały Kraków

Tak się sta­ło, że po pół­to­ra­rocz­nej prze­rwie zno­wu musia­łem poje­chać do Kra­ko­wa. Pan­de­mia spra­wi­ła, że mia­sto jest zupeł­nie inne i wyglą­da tro­chę jak makie­ta. Szko­da, że zawsze nie jest tak pusto.

Była sobo­ta, od rana był mróz, spa­dły 2 cm śniegu.


Tym­cza­sem wieczorem


Daw­niej

Wie­czo­rem w Krakowie

Kra­ków czarno-biały

Gołuchów zimą

Zło­śli­wi mówią, że głów­ną atrak­cją Kali­sza jest Gołu­chów, cho­ciaż nie znaj­du­je się w Kali­szu, tyl­ko kil­ka kilo­me­trów dalej, w dodat­ku w powie­cie ple­szew­skim. Gołu­chów to las, zalew, pla­ża, ale przede wszyst­kim zabyt­ko­wy pałac z roz­le­głym par­kiem i arbo­re­tum. No i dodat­ko­we atrak­cje, jak muzeum leśnic­twa czy zagro­da zwie­rząt: żubry, danie­le, dzi­ki itd.

Jak­by się dobrze zasta­no­wić, to w oko­li­cach Kali­sza są jesz­cze inne war­te zoba­cze­nia pała­ce (Lew­ków, Dobrzy­ca), ale Gołu­chów jest naj­le­piej zna­ny. Znaj­du­je się pod opie­ką Muzeum Naro­do­we­go w Pozna­niu. W samym pała­cu znaj­du­ją się war­to­ścio­we zbio­ry, jak choć­by kolek­cja antycz­nych grec­kich waz.

Była to sie­dzi­ba rodo­wa któ­re­goś z ary­sto­kra­tycz­nych pol­skich rodów, ale praw­dę mówiąc, ja się nie wyzna­ję na tych wszyst­kich gene­alo­giach. Wiem tyl­ko, że wła­ści­cie­le Gołu­cho­wa byli sko­li­ga­ce­ni m.in. z wła­ści­cie­la­mi Kór­ni­ka; nie przy­pad­ko­wo tak­że obok obu tych pała­ców znaj­du­je się arboretum.

W Gołu­cho­wie byłem nie raz, ale za to pierw­szy raz zimą i to w dodat­ku w cza­sie, gdy powo­li się ściem­nia­ło. Oto­cze­nie pała­cu zimą jest rów­nie malow­ni­cze, jak latem. Szko­da tyl­ko, że nie było śnie­gu. Ale pew­nie jesz­cze tam wrócę.

Pałac od dru­giej strony

Gołu­chów latem: Do Gołu­cho­wa – lipiec 2011

Zima i śnieg

Na prze­ło­mie lute­go i stycz­nia moż­na powie­dzieć, że wresz­cie poja­wi­ła się zima. Tem­pe­ra­tu­ry znacz­nie spa­dły i spadł śnieg. Nie wia­do­mo, na jak dłu­go, więc trze­ba te oko­licz­no­ści przy­ro­dy uwiecz­nić na zdjęciach.

Wreszcie zima

Pomi­mo wszyst­kich klęsk któ­re przy­niósł rok 2020, pogo­do­wo nie było aż tak źle, jak w latach poprzed­nich. Przede wszyst­kim nie było takiej strasz­nej suszy, jak w kil­ku wcze­śniej­szych latach. Wio­sną i latem padał deszcz. Na łąkach poja­wi­ły się kwia­ty. Poza tym, nie było też takich wiel­kich upa­łów jak w kil­ku poprzed­nich latach i nie były aż tak intensywne.

Widok na Pro­snę od stro­ny Par­ku Miej­skie­go w Kaliszu

Zima zapo­wia­da­ła się byle­jak, czy­li tak, jak od jakiś kil­ku lat. Czy­ta­łem, że ostat­nio śnieg na Świę­ta Boże­go Naro­dze­nia był 2012 roku. Jest to cał­kiem moż­li­we. Zimy są ostat­nio krót­kie, suche i łagod­ne. Nie ma wiel­kich mro­zów. Podob­nie w tym roku, jesz­cze w grud­niu cały czas tem­pe­ra­tu­ra była dodat­nia, spo­ra­dycz­nie spa­da­ła poni­żej 0. Pierw­szy raz mi się zda­rzy­ło, żebym w grud­niu, w trak­cie urlo­pu, jeź­dził na rowe­rze – było kil­ka stop­ni cie­pła i pogo­da to umożliwiała.

Od kil­ku już lat praw­dzi­wie zimo­wa pogo­da przy­cho­dzi dopie­ro na począt­ku nowe­go roku. Tak było rów­nież w tym roku. Ale nie tyl­ko jest mróz, ale rów­nież nawet spadł śnieg. Nie­wie­le, ale zawsze coś. Moż­na było zro­bić kil­ka zdjęć.

A podob­no tej nocy ma przyjść „bestia ze wscho­du”, czy­li tem­pe­ra­tu­ra ma spaść do minus kil­ku­na­stu stop­ni poni­żej zera. Teraz robi to na nas wra­że­nie. Ale pamię­tam, jak jesz­cze w cza­sach lice­al­nych tem­pe­ra­tu­ra w sty­lu ‑20 nie była niczym nadzwyczajnym.

Zima w poprzed­nich latach:

gru­dzień 2018

luty 2016

sty­czeń 2016

gru­dzień 2015

gru­dzień 2014

gru­dzień 2012

gru­dzień 2011

gru­dzień 2010

gru­dzień 2009


Wresz­cie na koniec:
w cze­lu­ściach kom­pu­te­ra zna­la­złem kil­ka zdjęć zimy z 2012 roku.

Wspomnienie z Rogalina

Pałac w Rogalinie

Roga­lin znaj­du­je się pod Pozna­niem. Pałac był sie­dzi­bą rodo­wą Raczyń­skich. Wię­cej na jego temat moż­na zna­leźć na stro­nie inter­ne­to­wej muzeum, któ­re nim obec­nie zarzą­dza. Nie­opo­dal znaj­du­je się tak­że pałac w Kór­ni­ku, o bar­dzo cie­ka­wej archi­tek­tu­rze i pięk­nym ogro­dzie wokół. Nie­ste­ty zwie­dza­nie temu pała­cu koja­rzy mi się głów­nie z muze­al­ny­mi kap­cia­mi, któ­rych zakła­da­nie jest trau­mą na całe życie.

W środ­ku roga­liń­skie­go pała­cu nigdy nie byłem. Ale war­te zoba­cze­nia są tere­ny wokół nie­go, mię­dzy inny­mi baro­ko­wy ogród. Jest tam pięk­nie o każ­dej porze roku. Byłem tam zarów­no latem, jak i póź­ną jesie­nią. Te zdję­cia zro­bi­łem w listo­pa­dzie 2020 roku; jesień była już zaawan­so­wa­na. Z powo­du epi­de­mii wokół było zupeł­nie pusto, choć była to sobota.

Cie­ka­wy jest nie tyl­ko sam ogród pała­co­wy. Parę­set metrów za nim znaj­du­ją się roga­liń­skie dęby. War­to tak­że zejść nad roz­le­wi­ska War­ty i malow­ni­cze starorzecze.