Nowy Rok

Dzi­siaj z bra­ku cze­go­kol­wiek lep­sze­go do robo­ty zno­wu posze­dłem zro­bić kil­ka zdjęć, tym razem jed­nak w inną stro­nę. Tem­pe­ra­tu­ra się pod­nio­sła, po mro­zie nie ma śla­du, może jedy­nie w posta­ci bło­ta i kałuż. Zdję­cia mają mdłe bar­wy, są prze­świe­tlo­ne, bar­wy są nie­ostre. Na kom­pu­te­rze aż ręka świerz­bi, żeby je tro­chę popra­wić; w koń­cu to bar­dzo łatwe. Sęk w tym, że tak świat wyglą­da teraz napraw­dę.NowyRok3 NowyRok2 NowyRok1 NowyRok4PS. Ten blog powstał już sześć lat temu, w stycz­niu 2009 roku.

 

Statystyka psuje humor

Parę dni temu w „Dużym for­ma­cie” uka­zał się repor­taż opo­wia­da­ją­cy o tym, jak się żyje bez łazien­ki. Dla kogoś, kto miesz­ka w mie­ście, jest wła­ści­wie nie­wy­obra­żal­ne, ale jed­nak oka­zu­je się, że rodzin pozba­wio­nych takie­go osią­gnię­cia XX wie­ku jest cał­kiem spo­ro, nie tyl­ko na wsi.

Pod arty­ku­łem znaj­du­je się kar­to­dio­gram wyraź­nie wska­zu­ją­cy, że gra­ni­ce zaco­fa­nia pokry­wa­ją się z gra­ni­ca­mi zabo­rów. Cho­dzi wła­ści­wie wyłącz­nie o zabór rosyj­ski. Kalisz znaj­du­je się na tere­nie byłe­go zabo­ru rosyj­skie­go (choć bar­dzo na zacho­dzie), więc posta­no­wi­łem spraw­dzić, jak to u nas wyglą­da. Się­gną­łem więc po dane GUSu.

Zestawienie danych dotyczących % gospodarstw domowych wyposażonych w łazienki na przestrzeni lat w regionach (dane GUS)
Zesta­wie­nie danych doty­czą­cych % gospo­darstw domo­wych wypo­sa­żo­nych w łazien­ki na prze­strze­ni lat w regio­nach (dane GUS)

Praw­dę mówiąc, dane mnie zasko­czy­ły. Wyni­ka z nich, że obec­nie w Kali­szu 94,2% miesz­kań ma łazien­ki; jest to mniej niż prze­cięt­nie w Pozna­niu, Wiel­ko­pol­sce i w Pol­sce (w mia­stach i na wsi!). Może­my sobie popra­wić samo­po­czu­cie patrząc na dane doty­czą­ce lubel­skich wsi, ale to raczej mar­ne pocieszenie.

Sprawdź­my zatem, jak jest w innych obszarach.

Wyposażenie w % gospodarstw domowych w 2013 roku (dane GUS).
Wypo­sa­że­nie w % gospo­darstw domo­wych w 2013 roku (dane GUS).

Tutaj Wiel­ko­pol­ska w teo­re­tycz­nie przo­du­je, ale róż­ni­ce są minimalne.

PS. To jest trzech­set­ny wpis na blogu.

Babie lato

Zbli­ża się babie lato, któ­re jest wyjąt­ko­wo sym­pa­tycz­ne. Poran­ki są zim­ne i mgli­ste, ale wciąż jest dosko­na­ła pogo­da do jaz­dy na rowe­rze. Tak jak wczo­raj (25 km) czy dzi­siaj (30 km).

W drodze do Kościelnej Wsi
W dro­dze do Kościel­nej Wsi
Kościelna Wieś
Kościel­na Wieś
Przy tamie
Przy tamie
W Chełmcach - późne lato
W Chełm­cach – póź­ne lato
Komen­tarz nie jest potrzebny

Kalisz po stu latach

Każ­dy odwie­dza­ją­cy cen­trum Kali­sza, choć­by mimo­cho­dem, dowie się, że wła­śnie „obcho­dzo­na” jest set­na rocz­ni­ca zbu­rze­nia Kali­sza, któ­re mia­ło miej­sce w 1914 roku, na począt­ku I woj­ny świa­to­wej. W całym śród­mie­ściu wiszą olbrzy­mie pla­ka­ty poka­zu­ją­ce dane miej­sce po zbu­rze­niu (dobry pomysł). Pamię­tam, jak chy­ba w 2004 roku była podob­na akcja, ale wte­dy nie było wiel­kich pla­ka­tów, tyl­ko coś subtelniejszego.

Tego­rocz­na „cele­bra­cja” obcho­dzo­na jest pod hasłem „Kalisz feniks.…” czy coś takie­go. Strasz­nie mnie to dener­wu­je, ale mniej­sza z tym. Smut­na reflek­sja jest taka, że jak się patrzy na obec­ny stan kali­skiej sta­rów­ki, to docho­dzi się do wnio­sku, że może nasi przod­ko­wie popeł­ni­li błąd odbu­do­wu­jąc Kalisz. Może nale­ża­ło wszyst­ko zosta­wić (jak w Kostrzy­nie nad Odrą). Głów­ne uli­ce w cen­trum Kali­sza to obraz nędzy i roz­pa­czy; gołym okiem widać pogłę­bia­ją­cą się degren­go­la­dę nie­gdyś wspa­nia­łych miejsc. Przy­kro patrzeć, że Kalisz zamie­nia się w pro­win­cjo­nal­ne mia­stecz­ko, zawłasz­czo­ne przez cen­tra han­dlo­we. Widać to jak na dło­ni po wymie­ra­ją­cym na głów­nych uli­cach handlu.

O wszech­obec­nej kali­skiej brzy­do­cie moż­na by pisać i pisać. Ten pro­blem został zauwa­żo­ny przez kali­szan, ale trud­no cokol­wiek zro­bić – póki co nikt nie zdo­był się choć­by na to, by w jakiś spo­sób zatrzy­mać zale­wa­ją­ce mia­sto reklamy.

Pole­cam prze­czy­tać: „O gustach się nie dys­ku­tu­je

Dostawczaki parkują jak chcą
Dostaw­cza­ki par­ku­ją jak chcą
Remont ratusza.
Remont ratu­sza.
Obrzydliwe, prowincjonalne okna wystawowe, w teoretycznie "najbardziej reprezentatywnym miejscu w centrum miasta". Dawniej był tu dosyć elegancki zakład fotograficzny.
Obrzy­dli­we, zanie­dba­ne, pro­win­cjo­nal­ne okna wysta­wo­we, w teo­re­tycz­nie „naj­bar­dziej repre­zen­ta­tyw­nym miej­scu w cen­trum mia­sta”. Daw­niej był tu dosyć ele­ganc­ki zakład fotograficzny.
Kolejne tandetne szyldy
Kolej­ne tan­det­ne szyldy
Nasz piękny Rynek. W tle widać "Pomnik Niczego"
Nasz pięk­ny Rynek. W tle widać „Pomnik Niczego”
kalisz_4
Brak słów
Kaliski bruk w doskonały stanie
Kali­ski bruk w dosko­na­ły stanie

Wstrętna temperatura

Zima w tym roku zupeł­nie nam nie wyszła. Pogo­da jest wstręt­na, rzecz by moż­na – odra­ża­ją­ca. Zimą powin­na być zima. Co naj­wy­żej zero stop­ni, wiatr, nie­bo zasnu­te cięż­ki­mi, sza­ry­mi chmu­ra­mi. Zamiast tego mamy to ohyd­ne słoń­ce, któ­re świe­ci nie­ustan­nie. Do ofi­cjal­ne­go roz­po­czę­cia wio­sny jesz­cze dobrych kil­ka tygo­dni, a tym­cza­sem wio­snę, to my mamy już od dwóch, czy trzech tygo­dni. Co za bez­czel­ność. A potem tem­pe­ra­tu­ra spad­nie do kil­ku stop­ni i wszy­scy będą stę­kać, że zimno.

Z tego wszyst­kie­go muszę dodać sta­re zdję­cie, sprzed roku, żeby cho­ciaż tro­chę nas zmroziło.

Łąka zimą
Łąka zimą

Po co pisać więcej

Już trzy mie­sią­ce roku aka­de­mic­kie­go mam za sobą, bo wła­śnie nad­cho­dzą Świę­ta Boże­go Naro­dze­nia. Potem tyl­ko sty­czeń (nie­peł­ny) i zno­wu prze­rwa, ale mniej sym­pa­tycz­na, bo upły­wa­ją­ca pod zna­kiem egza­mi­nów. Mija czwar­ty rok moich stu­diów i zaczy­nam się mar­twić moją pra­cą magi­ster­ską, choć „dopie­ro, co je zacząłem”.

Zima jest zupeł­nie nie­śnież­na i pogo­da jest taka, jaką chcie­li­by­śmy mieć na Wiel­ka­noc. Ale prze­cież „bia­łe świę­ta” w tym roku już były 🙂

Mógł­bym tu oczy­wi­ście napi­sać o całej masie róż­nych smut­nych i złych rze­czy, o któ­rych moż­na prze­czy­tać w gaze­tach i w inter­ne­cie, i był­by to mój komen­tarz do tych wyda­rzeń, ale po co sobie tym gło­wę zaprzą­tać. Lepiej myśleć o serniku.

 

Jesień w słońcu zachmurzonym

Wczo­raj wró­ci­łem do domu z dwu­ty­go­dnio­wej mojej byt­no­ści w Pozna­niu. Nie­bo już jest zachmu­rzo­ne, nie ma słoń­ca, drze­wa pozba­wio­ne są liści, w nocy zda­rza się mróz, cza­sem coś kapie z nie­ba, powie­trze jest jed­nak suche. Czy­li zbli­ża się zima.

ICHOT Jesień 1ICHOT Jesień 2 - Łącznik

Na zdję­ciach powy­żej: Poznań, Ostrów Tum­ski. Jed­nak jest pięknie.

Przede mną jesz­cze trzy tygo­dnie zajęć na uni­wer­sy­te­cie, nim wró­cę na prze­rwę bożo­na­ro­dze­nio­wą. Nie­ste­ty już jutro musi­my reje­stro­wać się na egza­mi­ny, i to nawet na te, któ­re będzie­my zda­wać dopie­ro w czerwcu.

Wiosna z deszczem

Nad­szedł już z daw­na ocze­ki­wa­ny dłu­gi week­end majo­wy. Pogo­da jest zupeł­nie nie­na­dzwy­czaj­na, bo od dwóch dni pada, więc nawet na rowe­rze jeź­dzić nie moż­na. W maju na szczę­ście będzie jesz­cze jeden dłu­gi weekend.

We wto­rek musia­łem zno­wu jechać pocią­giem Bydło­wo­zów Regio­nal­nych i nawet skarg nie chce mi się już pisać. Nie mam jed­nak wąt­pli­wo­ści, że spo­sób w jaki trak­tu­je się pasa­że­rów w tych pocią­gach pod­pa­da pod Kon­wen­cję w spra­wie zaka­zu sto­so­wa­nia tor­tur oraz inne­go okrut­ne­go, nie­ludz­kie­go lub poni­ża­ją­ce­go trak­to­wa­nia albo karania.

Na pocie­sze­nie wsta­wiam kil­ka zdjęć zro­bio­nych, gdy pogo­da bar­dziej dopisywała.

Zajączek w śniegu

Jeśli ktoś chce się dowie­dzieć, jak wyglą­da kra­jo­braz za oknem, nie znaj­dzie sobie dowol­ne zdję­cie przed­sta­wia­ją­ce zimę. Tak, tak… pomi­mo tego, że jest koniec mar­ca, na dwo­rze jest ‑10° C i spo­ro śnie­gu. Dobrze, że tej nocy nie padało.

Jest wyso­ce praw­do­po­dob­ne, że będzie­my mie­li bia­łe świę­ta, szko­da tyl­ko, że wiel­ka­noc­ne. Nie wiem, jak Zają­czek poko­na te zaspy…

Filozoficzne rozważania na temat szczepień

Wie­rzyć się nie chce, że to już luty! Tzn. minął mie­siąc nowe­go, 2013 roku, a ja nic na ten temat nie napi­sa­łem. To nie ozna­cza, że nie mam pomy­słów – bo mam, tyl­ko nie zawsze wiem jak je prze­lać na stro­nę inter­ne­to­wą. Tym bar­dziej, że mija już dru­gi tydzień sesji egza­mi­na­cyj­nej, do tej pory zda­łem 4 egza­mi­ny i cze­ka mnie jesz­cze jeden. Nie chcia­łem więc trwo­nić cza­su na stę­ka­nie nad kla­wia­tu­rą, by coś tu napisać.

Na począ­tek roku może zaser­wu­ję odro­bi­nę filo­zo­fii. Mia­łem to zro­bić jesz­cze w 2012, ale nie wie­dzia­łem, jak zacząć. A spra­wa jest pro­sta: na łamach The New York Times Maga­zi­ne co tydzień uka­zu­je się rubry­ka zaty­tu­ło­wa­na «The Ethi­cist». W niej filo­zof-etyk odpo­wia­da na róż­ne moral­ne wąt­pli­wo­ści czy­tel­ni­ków; taka „filo­zo­fia dnia codziennego”.

Ostat­nio etyk zasta­na­wiał się nad wąt­pli­wo­ścia­mi swo­je­go czy­tel­ni­ka doty­czą­cy­mi zmia­ny płci. Ale są też pro­ble­my bar­dziej przy­ziem­ne, a nie mniej inte­re­su­ją­ce: np. doty­czą­ce szcze­pie­nia na gry­pę. Czy­tel­nik pyta się w swo­im liście, czy powi­nien zaszcze­pić się prze­ciw­ko gry­pie, choć z zasa­dy jest prze­ciw­ny szcze­pie­niom [ciem­no­gród!]. Zauwa­ża przy tym, że czę­sto prze­by­wa w zatło­czo­nych miej­scach (komu­ni­ka­cja miej­ska itp.) i może kogoś łatwo zara­zić. Jest prze­ciw­ny szcze­pie­niom, bo jak pisze: „wycho­wa­no mnie w sil­nym poczu­ciu okre­ślo­ne­go sys­te­mu wartości”.

Co na to etyk? Jego zda­niem jest spo­łecz­nie odpo­wie­dzial­nym, aby się zaszcze­pić. Ale nikt nie jest do tego zobo­wią­za­ny. Tym bar­dziej, że zakła­da się przy tym pew­ną dozę praw­do­po­do­bień­stwa; tj. nawet jeśli się ktoś nie zaszcze­pi, nie ozna­cza to od razu, że kogoś zarazi.

Do siego roku

Nie napi­sa­łem nic na Boże Naro­dze­nie i na koniec roku też mi się nic doda­wać nie chce. Mam tyl­ko nadzie­ję (choć raczej złud­ną), że począ­tek roku 2013 nie będzie tak okrop­ny, jak koniec tego roku. Nie dość, że pogo­da paskud­na (słoń­ce świe­ci obrzy­dli­wie, cze­go nie cier­pię), to jesz­cze wszyst­kie skle­py albo poza­my­ka­ne, albo z pusty­mi pół­ka­mi i nicze­go nie moż­na kupić. Żałosne.

Jedy­ne, co mogę zaofe­ro­wać, to kil­ka zdjęć:

 

I cho­ciaż naj­bar­dziej deli­rycz­ną pio­sen­kę tego roku:

Zaszu­mia­ło, zawrza­ło, a to wła­śnie z dąbrowy
Wbiegł na chó­ry kościel­ne krzep­ki upiór dębowy
I pobu­rzył orga­ny rąk swych zmo­rą nie zmorą,
Jak­by naraz go było wespół z gędź­bą kilkoro.
Roz­wie­wa­ła się, trzesz­cząc gałę­zi­sta czupryna,
I sze­rzy­ła się w oczach nie­wia­do­ma kraina,
A on pier­si wszem dudom nasta­wił po rycersku,
A w orga­ny od ścia­ny ude­rzał po siekiersku!

Graj­że, gra­ju, graj
Dopo­móż ci Maj,
Dopo­móż ci miech, duda
I wsze­la­ka ułuda!

(B. Leśmian)

Po trzech tygodniach zajęć

Bar­dzo się ostat­nio opu­ści­łem w pro­wa­dze­niu swo­jej stro­ny inter­ne­to­wej; tak się jed­nak skła­da, że od trzech tygo­dni trwa już rok aka­de­mic­ki i na brak zajęć nie narze­ka­my. Choć to dopie­ro począ­tek, wszy­scy myślą już tyl­ko o tym, kie­dy będzie dłu­gi week­end – a to jesz­cze pra­wie dwa tygo­dnie do listopada.

Ja rów­nież nie mam teraz wie­le cza­su, wszyst­ko dzię­ki temu, że mam nie­zbyt dobry plan. Dobrze, że w dru­gim seme­strze powin­no być lżej. Choć dnie mam zupeł­nie wypeł­nio­ne, to zna­la­złem jed­nak tro­chę cza­su na wędrów­ki z apa­ra­tem by zro­bić zdjęcia.

Wystar­czy wyj­rzeć za okno by zoba­czyć zde­cy­do­wa­nie naj­pięk­niej­szą porę roku – jesień. Dzi­siaj w Trój­ce Woj­ciech Mann stwier­dził, że jesień to wła­ści­wie jak wio­sna, tyle że na odwrót. Ja oso­bi­ście zde­cy­do­wa­nie wolę jesień.

Zdję­cia poni­żej zosta­ły zro­bio­ne tydzień temu: w trzech Par­kach: Wil­so­na, Cyta­de­li i Sołac­kim. Zdję­cia „mgli­ste” zosta­ły zro­bio­ne pew­ne­go poran­ka na moim osiedlu.

Nowy rok!

Oczy­wi­ście, że nowy rok; ale nie kalen­da­rzo­wy, tyl­ko aka­de­mic­ki. Zaczy­na się jutro.

W pią­tek zawio­złem swo­je klun­kry do Pozna­nia po to, by jutro się tam osta­tecz­nie, choć tym­cza­so­wo wpro­wa­dzić na czas nowe­go roku aka­de­mic­kie­go. Zaczy­nam bowiem trze­ci rok stu­diów na UAM.

Mógł­bym się roz­pi­sy­wać, jak ten czas szyb­ko leci itd… lepiej jed­nak zająć się tym, jaka jest jesz­cze ład­na pogo­da. W sam raz na wyciecz­ki rowe­ro­we. Poni­żej załą­czam kil­ka zdjęć. Niby roz­po­czę­ła się kalen­da­rzo­wa jesień, ale w sumie to jesz­cze jej nie widać.

Życzę miłe­go oglą­da­nia. Tym­cza­sem ja za chwi­lę zno­wu ruszam w drogę!

Organy i Blues Brothers

Dzi­siaj ostat­ni dzień sierp­nia, więc powi­nie­nem napi­sać jakąś sen­ty­men­tal­ną bzdu­rę: że jaka szko­da, że koniec lata etc. Dla mnie ani szko­da, ani koniec. Po pierw­sze przede mną jesz­cze mie­siąc waka­cji (wszy­scy mogą zazdro­ścić), a po dru­gie koniec lata też jesz­cze się nie zbli­ża (ja tego przy­naj­mniej nie czu­ję). A nawet jak się skoń­czy, to co z tego? Jesień też jest fantastyczna.

Tydzień temu byłem na kon­cer­cie Kali­skie­go Forum Orga­no­we­go. Kon­cer­ty są dosyć faj­ne pomi­ja­jąc okrop­nie nie­wy­god­ne ław­ki w koście­le gar­ni­zo­no­wym. Nie do znie­sie­nia jest też glę­dze­nie kon­fe­ran­sje­ra pomię­dzy utwo­ra­mi: inte­lek­tu­al­na zupa, któ­re i tak nikt nie jest w sta­nie zro­zu­mieć ani spamiętać.

Jutro coś zupeł­nie inne­go: kon­cert Blu­es Bro­thers. Nie spo­dzie­wa­łem się, że przy­ja­dą kie­dyś do Kali­sza (w ogó­le wcze­śniej nie wie­dzia­łem, że koncertują).

Brzydota nasza powszechna

O napi­sa­niu tego posta myślę już od jakie­goś cza­su. Posta­no­wi­łem, że aby nie być goło­słow­nym powi­nie­nem wcze­śniej przy­go­to­wać jakąś doku­men­ta­cję foto­gra­ficz­ną. A to oka­za­ło się znacz­nie prost­sze niż przypuszczałem.

Natchnie­niem był krót­ki odci­nek dro­gi mię­dzy Opa­tów­kiem a cen­trum Kali­sza – jedzie się 10 – 15 minut. W tym cza­sie – para­fra­zu­jąc Gom­bro­wi­cza – jest się gwał­co­nym przez oczy. Kra­jo­braz nie przy­po­mi­na wjaz­du do mia­sta w środ­ku Euro­py, aspi­ru­ją­ce­go do mia­na „kul­tu­ral­ne­go”, „nowo­cze­sne­go”, „postę­po­we­go” lub choć­by (jakie to pro­za­icz­ne) „czy­ste­go”, ale raczej dro­gę przez jakiś kraj trze­cie­go świata.

Praw­da jest taka, że ota­cza nas este­tycz­nych cha­os (powie­dzia­ne naj­de­li­kat­niej jak się da); a mówiąc dosad­niej syf i brzy­do­ta. Obszar­pa­ne kra­wę­dzie dróg, dziu­ra­we chod­ni­ki, sypią­ce się kamie­ni­ce – to tyl­ko wierz­cho­łek góry lodowej.

Wia­do­mo, że jakiś budy­nek może być zapusz­czo­ny, na pobo­czu mogą rosnąć dwu­me­tro­we krza­czo­ry. Pro­blem jest taki, że praw­dzi­wą zmo­rą kra­jo­bra­zu są wszech­obec­ne rekla­my, narą­ba­ne gdzie się da. Do tego docho­dzą jesz­cze – mod­ne ostat­nio – LEDo­we wyświe­tla­cze z jaki­miś kre­tyń­ski­mi informacjami.

Podob­no jest mia­sto, gdzie wygra­no wal­kę o prze­strzeń publicz­ną; jest to São Pau­lo. Cie­ka­we, czy kie­dyś dotrze to do Kalisza.

Nie musia­łem jechać do wjaz­du do Kali­sza, aby zro­bić doku­men­ta­cję foto­gra­ficz­ną. Już sama uli­ca Czę­sto­chow­ska jest wystar­cza­ją­co szpetna.

Skrzy­żo­wa­nie Czę­sto­chow­skiej i Budowlanych
Czę­sto­chow­ska
Czę­sto­chow­ska
Skrzy­żo­wa­nie Czę­sto­chow­skiej i Budow­la­nych. Poza wstręt­ny­mi ban­ne­ra­mi walą­ca po oczach obrzy­dli­wa rekla­ma LEDowa

Lato w pełni

W cza­sie, gdy odby­wa­łem swo­je dwu­ty­go­dnio­we prak­ty­ki w kan­ce­la­rii adwo­kac­kiej, pogo­da była bar­dzo zmien­na i wca­le nie było czuć, że to lato. Teraz jest znacz­nie lepiej. Do wczo­raj pano­wa­ły obez­wład­nia­ją­ce upały.

Mniej wię­cej tydzień temu wybra­łem się na wła­ści­wie pierw­szą tego lata, porząd­ną wypra­wę rowe­ro­wą. Poni­żej zamiesz­czam zdjęcia.

Lipiec

Od dwóch dni cho­dzę na prak­ty­ki do kan­ce­la­rii adwo­kac­kiej. Tak reali­zu­ją się póki co moje pla­ny waka­cyj­ne. Spę­dzam tam parę godzin i tyle; mam nadzie­ję, że cze­goś się nauczę. Z innych pla­nów waka­cyj­nych – poja­dę do Buda­pesz­tu; ter­min nie jest jed­nak jesz­cze usta­lo­ny. Poza tym będę jeź­dził na rowe­rze, robił masę zdjęć i pisał głu­po­ty na swo­jej stro­nie. Może też tro­chę zmo­dy­fi­ku­ję jej wygląd, bo ten mi się już tro­chę znudził.

Poza tym na bie­żą­co śle­dzę to, co dzie­je się w kra­ju i za gra­ni­cą. Miał­bym cza­sem ocho­tę to sko­men­to­wać, ale pew­nie nie każ­de­mu by się to spodobało.

Zamiast tego daję łączę do cie­ka­we­go komen­ta­rza doty­czą­ce­go orze­cze­nia Try­bu­na­łu ws. ogród­ków dział­ko­wych (poło­wa prze­pi­sów w usta­wie nie­zgod­na z konstytucją).

Nie ma ciszy w bloku

Tytuł tego wpi­su został zaczerp­nię­ty z felie­to­nu Syl­wii Chut­nik z naj­now­sze­go nume­ru „Poli­ty­ki”. Świet­nie się skła­da, bo od kie­dy miesz­kam w blo­ku (1,5 roku), to mam ocho­tę o tym napi­sać, ale dopie­ro teraz poczu­łem się wystar­cza­ją­co zmo­bi­li­zo­wa­ny. Tym bar­dziej, że jak się oka­zu­je, w prze­ży­wa­niu swych bole­ści nie jestem sam.

Ja w prze­ci­wień­stwo do Miro­na Bia­ło­szew­skie­go nie jestem (jesz­cze!) ogar­nię­ty obse­syj­ną manią śle­dze­nia wszel­kich dźwię­ków dobie­ga­ją­cych spo­za blo­ko­we­go miesz­ka­nia. A prze­cież takie miesz­ka­nie jest jak pudeł­ko zapa­łek. Maleń­kie – w porów­na­niu do całe­go budyn­ku. A tych maleń­kich pude­łek znaj­du­ją się set­ki – uło­żo­ne jed­no na dru­gim i obok sie­bie; połą­czo­ne szy­ba­mi wen­ty­la­cyj­ny­mi i pio­nem kana­li­za­cyj­nym; prze­dzie­lo­ne ścia­na­mi jak kart­ką papieru.

Dźwię­ki trza­ska­ją­ce­go nie­do­mknię­te­go okna, trza­ska­nia drzwia­mi, czy czy­je­goś bez­sen­sow­ne­go glę­dze­nia na klat­ce scho­do­wej to napraw­dę nic w porów­na­niu z inny­mi odgło­sa­mi. Naj­wię­cej sły­chać w toa­le­cie: czy­jąś pral­kę, roz­mo­wy, czy­jeś plu­ska­nie się w wan­nie. Chy­ba nie­je­den dok­to­rat moż­na by na ten temat napi­sać. A CBA nie musi chy­ba mieć pozwo­le­nia na pod­słuch: wystar­czy gumo­we ucho agenta.

To wszyst­ko nic. Choć miesz­ka­nie w blo­ku ma wie­le zalet, ma też zasad­ni­czą wadę. Ta wada pole­ga na tym, że w pudał­kach nad nami, pod nami, z lewej i z pra­wej też ktoś miesz­ka! Może to być na przy­kład świa­dek koron­ny (o czym pisze dzi­siej­sza „Wybor­cza”).

Pół bie­dy, jeśli sie­dzi cicho; zda­rza się to rzad­ko. A wszyst­kie­mu win­ne wstręt­ne pudło, któ­re­mu na imię telewizor.

Nie­ste­ty więk­szość ludzi nie zna umia­ru w gło­śno­ści i nie bie­rze pod uwa­gę tego, że sąsiad nie chce go słu­chać. Ktoś mógł­by powie­dzieć „cisza noc­na – wte­dy ma być cisza”. Ale to nie ma nic do rze­czy! To, że jest taki wyna­la­zek jak cisza noc­na i że (zgod­nie z regu­la­mi­nem) remon­ty moż­na prze­pro­wa­dzać od 8 do 20, i że nale­ży wcze­śniej powia­do­mić sąsia­dów… to wszyst­ko nic nie zna­czy. Bo tak, czy owak, w świe­tle pra­wa cywil­ne­go (art. 23 KC) zakłó­ca­nie komuś spo­ko­ju w jaki­kol­wiek spo­sób: poprzez emi­to­wa­nie hała­su, smro­du czy zwy­kłe obra­ża­nie są taki­mi samy­mi naru­sze­nia­mi dóbr oso­bi­stych. Jed­nym sło­wem ist­nie­nie ciszy noc­nej nie ozna­cza, że poza nią, moż­na sobie robić co się chce.

Szko­da tyl­ko, że bliź­ni nasi mają w pogar­dzie kodeks cywilny.

Sąsie­dzi z moje­go blo­ku hała­su­ją nagmin­nie; ale co tam – zatycz­ki do uszu pian­ko­we, tyl­ko 1,9 zł. Naj­le­piej ich nie wycią­gać. Gdy­bym umiał, zro­bił­bym kar­czem­ną awan­tu­rę, ale nie umiem, więc cho­dzę od apte­ki do apte­ki w poszu­ki­wa­niu zatyczek.