Wystawa starodruków

Jesień jesie­nią, ale nie samą pogo­dą żyje czło­wiek. Wczo­raj byłem pierw­szy raz w Czy­tel­ni Ogól­nej Biblio­te­ki Uni­wer­sy­tec­kiej. O ile obsłu­ga Wypo­ży­czal­ni może być na począt­ku odro­bi­nę skom­pli­ko­wa­na, o tyle, korzy­sta­nie z Czy­tel­ni wyma­ga znacz­nie więk­szej ilo­ści fine­zji. Tym bar­dziej, że w biblio­te­ce jest teraz remont i potę­gu­je to jesz­cze uczu­cie zagu­bie­nia u osób odwie­dza­ją­cych Ją pierw­szy raz.

Po względ­nym ujarz­mie­niu Czy­tel­ni posze­dłem na wysta­wę, o któ­rej dowie­dzia­łem się przypadkowo:

ZAPRASZAMY NA WYSTAWĘ
w ramach „Tygo­dnia wło­skie­go w Poznaniu”
pt.
ITALICAPOZNAŃSKICH BIBLIOTEKARCHIWÓW

Eks­po­zy­cja skła­da się z impo­nu­ją­ce­go zbio­ru inku­na­bu­łów i sta­ro­dru­ków. Wstęp wol­ny – war­to zobaczyć.

Krótki przegląd spraw bieżących

Kościół wyklu­cza, czy sam się wyklu­cza? – arty­kuł z „Gaze­ty Wyborczej”


Więk­szość cza­su spę­dzam teraz w Pozna­niu, nie mam za bar­dzo dostę­pu do wia­do­mo­ści, a przy­naj­mniej nie tych tele­wi­zyj­nych. A tym­cza­sem oka­zu­je się, że wie­le się dzie­je. To zna­czy może wie­le się dzie­je, ale pra­wie nic się nie zmie­nia. To zna­czy „pre­zes” Kaczyń­ski dalej zacho­wu­je się jak ucie­ki­nier z zakła­du dla psy­chicz­nie cho­rych, Pali­kot pró­bu­je stwo­rzyć nową par­tię będą­cą alter­na­ty­wą dla zbyt skon­ser­wa­cia­łej Plat­for­my (patrz e.g. Gowin), a „obroń­cy krzy­ża” i radio­ma­ryj­ni ide­olo­dzy kom­bi­nu­ją, kogo by tu jesz­cze spa­lić na sto­sie. Teraz jesz­cze jakiś biskup wysko­czył z pomy­słem, by eks­ko­mu­ni­ko­wać posłów gło­su­ją­cych za meto­dą zapłod­nie­nia poza­ustro­jo­we­go. Cie­ka­we, jak dłu­go jesz­cze ludzie w Pol­sce będą zno­sić takie niedorzeczności.

Tak się aku­rat skła­da, że wczo­raj mia­łem pierw­szy wykład z pra­wa wyzna­nio­we­go, na któ­rym de fac­to będzie­my uczyć się o rela­cjach pań­stwo­wo-kościel­nych. Nie doty­czy to tyl­ko tego Kościo­ła, ale oczy­wi­ście wszyst­kich związ­ków wyzna­nio­wych; wie­my jed­nak, że to ten Kościół od wie­lu lat ma w Pol­sce domi­nu­ją­cą pozy­cję, jeśli przy­pad­kiem nie jedy­ną. Bio­rąc pod uwa­gę, że epi­sko­pat swo­im zacho­wa­niem i swo­imi sło­wa­mi od wie­lu lat pod­kre­śla iż ma „mono­pol na zba­wie­nie”, może być ciekawie.

Aktu­al­na jest teraz tak­że spra­wa komi­sji mająt­ko­wej zaj­mu­ją­cej się zwra­ca­niem Kościo­ło­wi zie­mi zagar­nię­tej w cza­sach komu­ni­zmu. Teraz wycho­dzi na jaw, że cała pro­ce­du­ra zwro­tu nie­ru­cho­mo­ści była szy­ta bar­dzo gru­by­mi nićmi.

Z cie­ka­wo­stek war­to też zauwa­żyć, że podob­no ponad poło­wa War­sza­wia­ków nie chce, by w sto­li­cy sta­nął pomnik Kaczyń­skie­go [źró­dło tutajtutaj]. Ja też nie chcę, ani tam, ani nigdzie indziej. W kwiet­niu nikt nie miał odwa­gi tego gło­śno powie­dzieć, ani za bar­dzo zapro­te­sto­wać, ale prze­cież grób na Wawe­lu to aż nad­to. Ten obra­zek poni­żej nie jest może zbyt ład­ny, może jest prze­ja­skra­wio­ny, ale nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że super pra­wi­co­we „rodzi­ny smo­leń­skie” cały czas posłu­gu­ję się prze­ja­skra­wie­niem i hiper­bo­li­za­cją zarów­no, kie­dy cho­dzi o zasłu­gi poprzed­nie­go pre­zy­den­ta, jak i kwe­stię wyja­śnia­nia całe­go tego zamie­sza­nia, któ­re­go szcze­rze mam już dość.

Na koniec jesz­cze coś z inter­ne­tu. Jest to frag­ment komen­ta­rza z Histmarg.org

W ostat­nią nie­dzie­lę minę­ło pół roku od kata­stro­fy smo­leń­skiej. Dzień ten nauczył nas, że pamięć o zmar­łych moż­na czcić w dwo­ja­ki spo­sób – wspo­mi­na­jąc ich lub urzą­dza­jąc mani­fe­sta­cje poli­tycz­ne pod Pała­cem Pre­zy­denc­kim. Już się boje tego, co będzie się dzia­ło 1 listo­pa­da, jak Roda­cy wezmą sobie do ser­ca tę dru­gą metodę.

***

Zebra­ni we wspo­mnia­ną pół­rocz­ni­cę mani­fe­stan­ci śpie­wa­li pieśń Boże coś Pol­skę, w refre­nie wymow­nie pod­kre­śla­jąc śpie­wa­ny w cza­sie szcze­gól­ne­go uci­sku wers: ojczy­znę wol­ną racz nam wró­cić Panie. Śpie­wał razem z nimi i Jaro­sław Kaczyń­ski. Zasta­na­wiam się, czy pre­zes kom­plet­nie już odle­ciał, czy PiS zaczął zara­biać na kam­pa­nię przed wybo­ra­mi samo­rzą­do­wy­mi orga­ni­zu­jąc rekon­struk­cje historyczne?

Źró­dło: http://histmag.org/?id=4741&from=rss

Ja dodam, że pieśń zna­na dzi­siaj pod tytu­łem „Boże coś Pol­skę”, zosta­ła napi­sa­na w 1816 przez Aloj­ze­go Feliń­skie­go i ory­gi­nal­nie nosi­ła tytuł „Hymn na rocz­ni­cę ogło­sze­nia Kró­le­stwa Pol­skie­go z woli Naczel­ne­go Wodza Woj­sku Pol­skie­mu do śpie­wu poda­ny”. Aloj­zy nie napi­sał jej raczej z pobu­dek patrio­tycz­nych (przy­naj­mniej nie cho­dzi tu o patrio­tyzm XIX-wiecz­ny w dzi­siej­szym rozu­mie­niu). Sło­wa refre­nu koń­czy­ły się wykrzyknieniem:

Nasze­go Kró­la zacho­waj nam, Panie!

Cho­dzi­ło o kró­la Alek­san­dra I, któ­ry swo­ją oso­bą łączył za pośred­nic­twem unii per­so­nal­nej Kró­le­stwo Pol­skie z Rosją. Ta wer­sja utwo­ru nie zosta­ła z oczy­wi­stych przy­czyn zaak­cep­to­wa­na przez społeczeństwo.

Dziś wyjazd do Poznania

(1) Dziś nad­cho­dzi z daw­na ocze­ki­wa­ny dzień. Pisząc „z daw­na ocze­ki­wa­ny” mam na myśli, że myśla­łem o tym pew­nie od kil­ku lat i po tro­sze się do tego przy­go­to­wy­wa­łem. Dziś wyjeż­dżam do Pozna­nia na stu­dia. Będę miesz­kał na stan­cji na osie­dlu Lecha.

Tro­chę się nie­po­ko­ję, prze­cież niko­go tam nie będę znał. Ale w takiej samej sytu­acji będzie pew­nie jesz­cze ze 200 osób…

W Pozna­niu spę­dzę 3 dni. Wyjeż­dżam wie­czo­rem, jutro będę miał czas na rozej­rze­nie się po Pozna­niu i Uni­wer­sy­te­cie, w czwar­tek mam spo­tka­nie orga­ni­za­cyj­ne, a w pią­tek jest uro­czy­ste roz­po­czę­cie roku aka­de­mic­kie­go. Po połu­dniu w pią­tek wra­cam do Kali­sza, by powró­cić w nie­dzie­lę i roz­po­cząć zajęcia.

(2) Pole­cam w Wybor­czej arty­kuł W. Kar­pie­szu­ka będą­cy zapi­sem dys­ku­sji mło­dzie­ży z róż­nych szkół war­szaw­skich na temat reli­gii w szko­le: http://wyborcza.pl/1,76498,8428367,Chcemy_decydowac_sami.html

Gimnazjaliści o Kościele i kościele w badaniach socjologów

Za dużo Kościo­ła w naszym życiu

Powy­żej znaj­du­je się odno­śnik do cie­ka­we­go arty­ku­łu zamiesz­czo­ne­go w „Gaze­cie Wybor­czej”. Poświę­co­ny on jest wyni­kom badań prze­pro­wa­dzo­nych przez poznań­skie­go socjo­lo­ga doty­czą­ce­go spraw reli­gii i ich wpły­wu na mło­dzież. Bada­nie zosta­ło prze­pro­wa­dzo­ne głów­nie wśród gimnazjalistów.

Ma rację prof. Baniak, pisząc, że Kościo­ło­wi bra­ku­je wspól­ne­go języ­ka z mło­dy­mi ludź­mi, że „dyk­tat” jedy­nie słusz­nych roz­wią­zań budzi raczej sprze­ciw niż posłuch.

Kil­ka­krot­nie sły­sza­łam z ust bisku­pów, że jeśli nauka Kościo­ła „będzie wyraź­niej gło­szo­na”, spo­łe­czeń­stwo prze­ko­na się o jej słuszności.

(…)

Mło­dzi ludzie czu­ją się nie tyl­ko poucza­ni, ale nie­zro­zu­mia­ni. Aż jed­na trze­cia gim­na­zja­li­stów skar­ży­ła się, że Kościół nie inte­re­su­je się ich pro­ble­ma­mi, a jedy­nie „usi­łu­je na róż­ne spo­so­by zdo­mi­no­wać mło­dzież, narzu­cić jej wła­sną dok­try­nę i model religijności”.

Wię­cej… http://wyborcza.pl/1,75515,8297715,Za_duzo_Kosciola_w_naszym_zyciu.html#ixzz0xz88Oe1w>

Z wła­sne­go doświad­cze­nia wiem – tak było np. w mojej kla­sie w gim­na­zjum – że bar­dzo wie­le osób nie cho­dzi­ło do kościo­ła. Tłu­ma­czy­li to tym, że „wie­rzą w Boga”, ale „nie wie­rzą w Kościół”. Bar­dzo wie­le osób sądzi podob­nie, a przcież sły­sząc list Epi­sko­pa­tu, któ­ry cią­gle kom­bi­nu­je, jak np. dolać oli­wy do ognia ws. bała­ga­nu w War­sza­wie (o czym już pisa­łem), trud­no się dzi­wić, że fre­kwen­cja na mszy maleje.

Taki ból w krzyżu, że aż trudno blog przeczytać

Uży­wam takiej funk­cji, jak Google Czyt­nik – jest to narzę­dzie do obsłu­gi kana­łów RSS. Dla nie­wta­jem­ni­czo­nych RSS to tech­no­lo­gia pozwa­la­ją­ca śle­dzić przy pomo­cy spe­cjal­nych czyt­ni­ków (Google Czyt­nik, ale i inne, np. wbu­do­wa­ne w prze­glą­dar­ki www) „ruch” na stro­nach inter­ne­to­wych. Exem­pli gra­tia nowe wpi­sy na róż­nych blo­gach. Tak się skła­da, że regu­lar­nie czy­tam róż­ne blo­gi w ten wła­śnie sposób.

Ale przejdź­my do sed­na. Jed­nym z blo­gów, jaki czy­tam regu­lar­nie jest Głos Rydzy­ka. Jest to stro­na pro­wa­dzo­na przez dzien­ni­ka­rza z Toru­nia, któ­ry więk­szość swo­je­go życia poświę­ca na śle­dze­nie fana­be­rii wymy­śla­nych przez Ojca Dyrek­to­ra i spół­kę roz­po­wszech­nia­nych przez toruń­sko-kato­lic­kie media – głów­nie Radio Maryja.

Jak wia­do­mo ostat­nio byłem w Biesz­cza­dach. W dniu wyjaz­du z Kali­sza na gorą­co wpi­sa­łem swo­je prze­my­śle­nia nt wyda­rzeń na Kra­kow­skim Przed­mie­ściu któ­re z zaże­no­wa­niem śle­dzi­łem w tele­wi­zji. Gdy szczę­śli­wie wró­ci­łem z gór zda­łem sobie spra­wę, że wła­ści­wie przez 10 dni byłem odcię­ty od infor­ma­cji (szczę­śli­wy ze mnie czło­wiek!), ale krzyż jak stał, tak stał. Gdy otwo­rzy­łem Google Czyt­nik oka­za­ło się, że cze­ka na mnie… 10 wia­do­mo­ści ze stro­ny Głos Rydzy­ka (teraz jest ich już 11). Pro­blem w tym, że nie mam odwa­gi, by się zebrać i je prze­czy­tać. Nie cho­dzi tu nawet o czy­ta­nie (cze­go czę­sto nie robię, bo tyl­ko prze­glą­dam), ale o samo zaj­rze­nie. Myśl o spraw­dze­niu naj­śwież­szych wia­do­mo­ści z życia jedy­nej „pra­wo­wi­tej” i „praw­dzi­wie pol­skiej” roz­gło­śni jest dla mnie dość prze­ra­ża­ją­ca. A to wszyst­ko przez całe zamie­sza­nie wokół „smo­leń­skie­go krzy­ża”. Radio Mary­ja spu­ści­ło z łań­cu­cha wście­kłe psy, któ­re mogły­by zało­żyć wła­sną sek­tę – PiSLAM. Dla nich nie liczą się już ani auto­ry­te­ty kościel­ne, ani świec­kie. 3 sierp­nia zauwa­żo­no w tłu­mie „obroń­ców” czło­wie­ka z tabli­cą z napi­sem „Wita­my w PRL”. Inter­nau­ci zauwa­ży­li, że gdy­by­śmy żyli w PRL spra­wa zosta­ła­by zała­twio­na w 5 minut, ale przy pomo­cy ZOMO.

Tym­cza­sem oka­zu­je się, że z cyr­kiem o krzyż ani rząd, ani Kościół nie potra­fią sobie pora­dzić. Wszyst­ko przez ban­dę fana­tycz­nych eks­tre­mi­stów któ­rych śmia­ło moż­na nazwać kato­li­ba­mi. Do zama­chów ter­ro­ry­stycz­nych nie­wie­le bra­ku­je. Co gor­sza atmos­fe­rę pod­grze­wa J. Kaczyń­ski zacho­wu­ją­cy się jak czło­wiek co naj­mniej nie­speł­na rozu­mu. Za nim sto­ją wier­ne koł­ki z PiSu z Bru­dziń­skim na cze­le, któ­ry łaska­wy był uznać powie­sze­nie rekla­my „Zim­ny Lech” w Kra­ko­wie za pro­wo­ka­cję. Nie­dłu­go pew­nie nazwa „kieł­ba­sa pod­wa­wel­ska” też będzie uzna­wa­na za prowokację.

Jeśli cho­dzi o krzyż, jest dla mnie jasne, że nie ma dla nie­go miej­sca tam, gdzie stoi on obec­nie. Har­ce­rze bar­dzo mi pod­pa­dli, bo nie potra­fią zakoń­czyć zamie­sza­nia, któ­re sami wywo­ła­li. Moż­na umie­ścić tabli­ce etc., ale pomnik to już chy­ba prze­sa­da. Nie wspo­mi­na­jąc o 8‑metrowej kupie żela­stwa przed­sta­wia­ją­cej ręce wycho­dzą­cej z zie­mi. Bar­dziej nada­wa­ło­by się to na mate­riał pro­mo­cyj­ny do fil­mu „Świt żywych trupów”.

Nadzie­ja pozo­sta­je w mądro­ści Rady M. St. Warszawy.

A teraz spró­bu­ję się zabrać do prze­czy­ta­nia Gło­su Rydzy­ka. Nie chce mi się nawet przy­ta­czać obrzy­dli­wo­ści, któ­re Rydzyk ze swo­ją weso­łą kom­pa­ni­ją tam wyczyniają.

Nadchodzi sądny dzień

Ależ gorą­co! Zarów­no na dwo­rze, jak i w środ­ku. A jutro będzie jesz­cze cie­plej; jutro będzie sąd­ny dzień – wyni­ki egza­mi­nu matu­ral­ne­go 2010. Od same­go rana z radia, tele­wi­zji i pra­sy będzie­my mie­li do czy­nie­nia z zastę­pa­mi wsze­la­kich eks­per­tów i „eks­per­tów”, któ­rzy mają peł­ne gar­ście świet­nych pomy­słów, z wpro­wa­dze­niem płat­nych stu­diów włącznie.

Matu­ry oczy­wi­ście są już od mie­sią­ca spraw­dzo­ne, ale CKE musi te wszyst­kie dane zana­li­zo­wać, prze­tra­wić, wyma­lo­wać pięk­ne wykre­si­ki i tabel­ki, poli­czyć sta­ni­ny i jesz­cze zasta­no­wić się, jak wyni­ki zaapli­ko­wać opi­nii publicz­nej. Ja docho­dzę do wnio­sku, że nie ma to więk­sze­go zna­cze­nia: i tak, i tak będzie źle. Jeśli pój­dzie zbyt dobrze, zaraz będzie­my słu­cha­li, jaka to matu­ra pro­sta, banal­na, jaki to poziom niski i jaka ta mło­dzież nie­do­bra. A jeśli pój­dzie źle, będzie „kata­stro­fa naro­do­wa” (ogło­szo­na pół roku temu przez szo­wi­ni­stów z „Rz”), brak przy­szło­ści, mło­dzież zła i okrop­na, nie­do­bra i w ogó­le się nie uczy. Jed­nym sło­wem cze­ka nas cięż­ki dzień; w języ­ku histo­rii lite­ra­tu­ry nazy­wa się to „wina tra­gicz­na” – hamar­tia.

Chciał­bym, żeby poszło mi dobrze (a któż by nie chciał), ale nigdy nie moż­na być pew­nym wyni­ku. Cho­ciaż ja w tej chwi­li nie jestem nawet pewien tego o któ­rej godzi­nie dies irae nastąpi.

A poza tym byłem dzi­siaj po raz pierw­szy na wyciecz­ce rowe­ro­wej w Gołuchowie.


Dopi­sa­ne po chwilce

A oto, jakie rewe­la­cje dot. nie­dziel­nych wybo­rów, gło­si ojciec i dyrek­tor w jed­nym jedy­nej słusz­nej sta­cji, przy­wód­ca kościo­ła toruńsko-katolickiego:

- Pamię­taj­cie, naj­bliż­sza nie­dzie­la jest bar­dzo waż­na. I wszy­scy ludzie, tak­że na tych tere­nach powo­dzio­wych, kocha­ni musi­my się zmo­bi­li­zo­wać, bo to jest wal­ka o Pol­skę! – wzy­wał redemp­to­ry­sta. – Wszyst­kie wio­ski, zmo­bi­li­zo­wać się. Niech nam i ta powódź wie­le powie ostat­nia, i niech nam powie ta tra­ge­dia naro­do­wa pod lasem katyń­skim ostat­nio. Zobacz­cie, kto to zro­bił, kto do tego doprowadził.

(cyt. za Głos Rydzy­ka)

Cze­goś tak obrzy­dli­we­go chy­ba jesz­cze tam nie było.

Moż­na więc dodać, że sąd­ny dzień będzie tak­że w nad­cho­dzą­cą nie­dzie­lę, w dzień wybo­rów prezydenckich.

Girę czas zacząć

Dziś, czy jutro zaczy­na­ją się mistrzo­stwa świa­ta w pił­ce noż­nej. Jedy­ne, co w nich cie­ka­we­go to to, że odby­wa­ją się w Repu­bli­ce Połu­dnio­wej Afry­ki, któ­ra jesz­cze do nie­daw­na wal­czy­ła z Apar­the­idem. Gratulacje!

Całe szczę­ście, że naszych tam nie ma, nie będzie trze­ba oglą­dać ich żało­snych wyczy­nów. Ja nie cier­pię pił­ki noż­nej, więc może jestem „nała­do­wa­ny złą ener­gią”, ale ze stwier­dze­niem zawar­tym w zda­niu wcze­śniej­szym, zgo­dzi się chy­ba więk­szość osób. Nie­ste­ty, jest to przy­pa­dek beznadziejny.

A ja dzi­siaj prze­glą­da­łem archi­wal­ne wpi­sy z blo­gu Danie­la Pas­sen­ta i natra­fi­łem na te z 2006 roku, gdy mistrzo­stwa były w Niem­czech. Jak widać, publi­cy­sta „Poli­ty­ki” każ­dą kwe­stię potra­fi dosko­na­le spu­en­to­wać, nie gor­szy jest i w sporcie:

Dooko­ła nich [pił­ka­rzy repre­zen­ta­cji] zgro­ma­dzo­ne są ogrom­ne pie­nią­dze, o któ­re gra­ją, uda­jąc, że cier­pią za ojczy­znę. Kie­dy tysią­ce kibi­ców na try­bu­nach, będąc czę­sto w sta­nie wska­zu­ją­cym na uży­cie, reali­zu­ją recep­tę Gier­ty­cha (wię­cej hym­nu!), pił­ka­rze myślą wręcz prze­ciw­nie – żeby rodzi­my klub sprze­dał ich za gra­ni­cę, bo tam lepiej pła­cą. Choć­by na Ukra­inę, któ­rej pił­ka­rze dosta­li po 350 tys. dola­rów na główkę.

Do tego wszyst­kie­go doro­bio­na jest legen­da i teo­ria. Legen­da, że Albert Camus powie­dział: „Wszyst­ko, co wiem o moral­no­ści, wiem z pił­ki noż­nej”. Legen­da, że sko­ro kibi­ca­mi są Tade­usz Kon­wic­ki i Gustaw Holo­ubek, to musi to być  sport dżen­tel­me­nów. Teo­ria,  że sport to szko­ła cha­rak­te­rów. Że pił­ka łączy ludzi i naro­dy, że sys­tem 4−4−2 jest lep­szy od sys­te­mu 3−4−3, i że 15 lat temu na sta­dio­nie w Lyonie wygra­li­śmy o włos, a w Ham­bur­gu byli­śmy o włos od zwy­cię­stwa. Cał­ko­wi­cie nie­po­trzeb­ne  wia­do­mo­ści, któ­ry­mi prze­cią­żo­ne są nie­zbyt pojem­ne mózgi kibi­ców i komen­ta­to­rów. Do tego docho­dzą epo­ko­we odkry­cia, w rodza­ju: „Pił­ka jest okrą­gła, a bram­ki są dwie”, albo „Tak się gra, jak prze­ciw­nik pozwala”.

Źró­dło: http://passent.blog.polityka.pl/?p=78

Dosko­na­łe. Jak zwykle.