Teorie spiskowe

Wsze­la­kie media mają taką dużą wadę, że jak się ucze­pią jakie­goś tema­tu, to nie odpusz­czą, dopó­ki nie prze­wał­ku­ją go na wszyst­kie stro­ny. Po 10 kwiet­nia od rana do nocy w tele­wi­zji, radiu i inter­ne­cie było to samo. Podob­nie jest teraz, ale tema­tem mie­sią­ca zosta­ła powódź. Rze­czy­wi­ście była ona dosyć nie­spo­dzie­wa­na, a o jej roz­mia­rach świad­czy rów­nież to, że mówio­no o niej w mediach nie tyl­ko kra­jo­wych, ale i światowych.

Po kata­stro­fie pre­zy­denc­kie­go samo­lo­tu w pew­nym toruń­sko-kato­lic­kim radiu zaczę­ły się poja­wiać infor­ma­cje, że mgła uno­szą­ca się nad lot­ni­skiem była sztucz­nie wytwo­rzo­na przez tajem­ni­czych osob­ni­ków. Teraz oso­by zwią­za­ne – jak­by nie było – z tym krę­giem, raczą nas jesz­cze cie­kaw­szy­mi infor­ma­cja­mi, a raczej domy­sła­mi, że i powódź zosta­ła wywo­ła­na celo­wo. Infor­mu­je o tym „Gaze­ta”. Oto, co mówią ojco­wie pau­li­ni z Częstochowy:

Z wie­lu rejo­nów Pol­ski, a zwłasz­cza z miejsc na tere­nach dotknię­tych w ostat­nim okre­sie ulew­ny­mi desz­cza­mi i burza­mi, otrzy­mu­je­my od licz­nych osób nie­po­ko­ją­ce sygna­ły. Według tych – pokry­wa­ją­cych się ze sobą infor­ma­cji – wszyst­kie one mówią o poja­wia­niu się co pewien czas samo­lo­tów pozo­sta­wia­ją­cych za sobą dziw­ne smu­gi na nie­bie. Według naocz­nych świad­ków samo­lo­ty te widocz­ne były w tych rejo­nach pol­skiej prze­strze­ni powietrz­nej, w któ­rych – wkrót­ce po ich prze­lo­cie – powsta­wa­ły nie­spo­dzie­wa­nie potęż­ne chmu­ry desz­czo­we i nie­ba­wem wystę­po­wa­ły nad­zwy­czaj obfi­te opady
Wię­cej… http://wyborcza.pl/1,75248,7975444,Pytania_z_Jasnej_Gory__Czy_powodzie_w_Polsce_powoduja.html#ixzz0pyh6aO5R

Żało­sne.

Jeśli cho­dzi o powódź, to jej skut­ki są widocz­ne rów­nież w Kaliszu.


IMG252.jpg
Leni­wa Barycz na dro­dze do Rososzycy


A teraz coś cie­kaw­sze­go. Tydzień temu byłem na wyciecz­ce rowe­ro­wej – doje­cha­łem aż do Roso­szy­cy. Muszę się pochwa­lić, że jeż­dżę coraz dalej. W Roso­szy­cy jest cie­ka­wy kościół oraz reszt­ki folwarku.

Będzie nowy dyrektor PR3

Alle­lu­ja! Jac­ka Soba­lę wresz­cie wywa­li­li z Trójki:

Zarząd Pol­skie­go Radia odwo­łał w śro­dę wie­czo­rem sze­fa pro­gra­mu III Jac­ka Soba­lę. Powód: wystą­pie­nie na wie­cu „Gaze­ty Pol­skiej”, któ­ry był poświę­co­ny zwy­cię­stwu Jaro­sła­wa Kaczyń­skie­go w wybo­rach pre­zy­denc­kich. (…) Jacek Soba­la przy­szedł do „Trój­ki” pod koniec grud­nia 2009 r. Zastą­pił Mag­dę Jethon. Dostał tę posa­dę dzię­ki PiS-owi. Od razu zra­ził do sie­bie zespół i słu­cha­czy. M.in. tym, że wpro­wa­dził na ante­nę nowy pro­gram publi­cy­stycz­ny, któ­ry oddał w ręce pra­wi­co­wych publi­cy­stów: Wild­ste­ina. Ziem­kie­wi­cza, Sakie­wi­cza, Janeckiego.

Źró­dło: http://wyborcza.pl/1,75248,7940472,Sobala_wylecial_z__Trojki__za_wiec_poparcia_dla_Kaczynskiego.html#ixzz0p45uDTsl

Jest nadzie­ja, że skoń­czy się cyto­wa­nie „Nasze­go Dzien­ni­ka” na ante­nie radia publicz­ne­go, bo było to napraw­dę poni­żej wszel­kie­go poziomu.

Matura: DZIEŃ VI – Język angielski (ustny)

Dzi­siaj od 12.00 do 15.30 byłem na egza­mi­nie ust­nym z angiel­skie­go, poziom pod­sta­wo­wy. Uzy­ska­łem 20/20 pkt, czy­li 100%. Nie chwa­ląc się, było to do przewidzenia…

A za tydzień poziom rozszerzony.

Pogo­da Tym razem jest o czym pisać. Było ład­nie, ale porząd­nie popa­da­ło i nagle powódź. Zdję­cia moż­na zoba­czyć nawet na stro­nie New York Time­sa: tutajtutaj. A tutaj jest cie­ka­wy foto­re­por­taż, ale doty­czą­cy cze­go inne­go. W radiu nawet moż­na było usły­szeć o Kali­szu, bowiem zala­ło Raj­sków. Tam bowiem są aż dwie rze­ki: Pro­sna i Swędr­nia. A na Cho­pi­na woda prze­le­wa­ła się przez most.

Kilka refleksji na temat matury

Jestem pomię­dzy pod­sta­wo­wym a roz­sze­rzo­nym egza­mi­nem z angiel­skie­go, mogę więc go tro­chę sko­men­to­wać (choć nie lubię tego sło­wa). Angiel­ski pod­sta­wo­wy był bar­dzo pro­sty, przy­naj­mniej dla mnie. Wiem jed­nak, że nie wszyst­kim poszło tak gładko.

A teraz war­to wró­cić do wczo­raj­szej matu­ry z mat­my. My, matu­rzy­ści, od daw­na wie­dzie­li­śmy, że matu­ra, to będzie cięż­ki orzech do zgry­zie­nia. Nie cho­dzi nawet o to, że trze­ba ją zda­wać (co jest głu­po­tą, bo dla osób, któ­rych to nie inte­re­su­je, jest to tyl­ko i wyłącz­nie stra­ta cza­su). Co gor­sza, musie­li­śmy od począt­ku wysłu­chi­wać gór­no­lot­nych opi­nii eks­per­tów, pseu­do­ek­sper­tów i tych, co pamię­ta­ją matu­rę za Pia­sta Koło­dzie­ja. Pro­fe­so­ro­wie z uni­wer­sy­te­tów roz­pły­wa­li się nad tym, jak to kie­dyś było trud­no, a jaka ta matu­ra teraz jest żenu­ją­ca. Może i tak, ale czy to my ją ukła­da­my? Słu­cha­nie takich opi­nii nie jest przy­jem­ne. Ulu­bio­nym koni­kiem wsze­la­kich eks­per­tów sta­rej daty jest przy­wo­ły­wa­nie „wybit­nych” i „wspa­nia­łych” uczniów z cza­sów przed­wo­jen­nych. Oni prze­szli już do histo­rii, przy oka­zji sku­tecz­nie two­rząc wokół sie­bie nimb i mit świę­to­ści. Teraz my wysłu­chu­je­my, jacy to byli nie­sa­mo­wi­ci.…  Wystar­czy prze­czy­tać „Fer­dy­dur­ke”, żeby się przekonać.

Trze­ba jesz­cze wysłu­chi­wać jazgo­tu współ­cze­snych. Tego­rocz­ni matu­rzy­ści mają do wybo­ru: jeśli matu­ra pój­dzie dobrze, od razu będzie powie­dzia­ne, że było za pro­sta, „na pozio­mie pod­sta­wów­ki” etc.; jeśli pój­dzie źle, będzie trze­ba wysłu­chi­wać, jaka „ta mło­dzież okrop­na”, „nic się nie uczy”, „co to będzie, co to będzie”. Jed­nym sło­wem, odruch wymiot­ny gwa­ran­to­wa­ny tak, czy tak.

Piszę o tym, bo przez przy­pa­dek natra­fi­łem na ten arty­kuł: http://wyborcza.pl/1,86116,7848295,To_byla_matura__czy_zart_.html.

Więk­szość zadań była na pozio­mie szko­ły pod­sta­wo­wej, no może nie tej obec­nej, ale na pew­no tej, któ­rą jesz­cze pamię­tam ze swo­ich wła­snych lat szkol­nych [no tak, autor miał łaskę, przy­jem­ność i moż­ność cho­dzić do szko­ły, któ­ra była kie­dyś. To, co jest teraz, jest be i wstręt­ne, i nie­do­bre – SK]. Mia­łem wra­że­nie, że one przede wszyst­kim spraw­dza­ły rozu­mie­nie tek­stu pole­ce­nia. Bo jak już ktoś pojął, o co go eks­per­ci Cen­tral­nej Komi­sji Egza­mi­na­cyj­nej pro­szą (a pyta­nia, trze­ba przy­znać, były napi­sa­ne zro­zu­mia­łym języ­kiem), to już potem pozo­sta­ło – pierw­szy z brze­gu przy­kład – pod­sta­wić licz­bę w miej­sce x oraz wyko­nać kil­ka pro­stych dzia­łań aryt­me­tycz­nych, z któ­ry­mi mógł pora­dzić sobie nawet dziesięciolatek.

Jed­nym sło­wem, obrzy­dli­we. No cóż, nie wiem, jak tam u Wiel­moż­ne­go Auto­ra, ale ja funk­cji kwa­dra­to­wej w pod­sta­wów­ce nie mia­łem, a na prób­nej matu­rze poło­wa zadań spraw­dza­ła jej znajomość.

I jesz­cze jed­no, coś co gry­zie mnie już od daw­na. Wszę­dzie naty­kam się na ohyd­ną pro­pa­gan­dę. Jaka ta mate­ma­ty­ka wspa­nia­ła, cudow­na, potrzeb­na etc. etc. Wie­my, że potrzeb­na, ale czy trze­ba cią­gle o tym przy­po­mi­nać. Krew mnie zale­wa, kie­dy n-ty raz muszę wysłu­chi­wać ela­bo­ra­tów, jak to inter­wa­ły rzą­dzą muzy­ką, a punkt cięż­ko­ści dla tycz­kar­ki jest naj­waż­niej­szy, nie­zbęd­ny i po pro­stu nie do prze­ce­nie­nia. Rek­to­rom poli­tech­nik i mini­ster nauki nie mie­ści się w gło­wie, że ktoś może nie być fanem całek, pier­wiast­ków i wykre­sów. Cią­gle tyl­ko się pod­kre­śla, że TYLKO TO gwa­ran­tu­je w przy­szło­ści pra­cę. W związ­ku z tym, oso­bom, któ­re tego zda­nia nie podzie­la­ją, rzu­ca się kło­dy pod nogi (oczy­wi­ście jedyn­ka z mat­my i z fizy­ki nie czy­ni z czło­wie­ka huma­ni­sty – sło­wa tak nad­uży­wa­ne­go przez tych, któ­rym ogól­nie zwy­kle nauka sła­bo idzie). Przy­kła­do­wo, są sty­pen­dia dla osób zda­ją­cych na matu­rze fizy­kę, czy mat­mę, ale dla fina­li­stów Olim­pia­dy Wie­dzy o Pra­wach Czło­wie­ka już nie ma. Są sty­pen­dia dla tych, któ­rzy idą na kie­run­ki stu­diów typu elek­tro­ni­ka z czymś tam, czy ana­li­za mate­ma­tycz­na. Ale dla tych, któ­rzy wybie­ra­ją choć­by filo­lo­gię pol­ską już nie.

Łaska­wie przy­po­mnę, że kie­dy ktoś idzie na stu­dia, to nie idzie tam dla B. Kudryc­kiej, nie idzie tam dla kogo­kol­wiek, tyl­ko wyłącz­nie dla wła­snej korzy­ści, satys­fak­cji i w celu pogłę­bia­nia wie­dzy. Nawet, jeśli kogoś inne­go dana gałąź wie­dzy nie obchodzi.

Na Wawelu

Volens nolens nie da się unik­nąć w dzi­siej­szych dniach tema­ty­ki pogrze­bu gło­wy pań­stwa. Tym bar­dziej, że wczo­raj zosta­ła ogło­szo­na powszech­nie kry­ty­ko­wa­na zgo­da Dzi­wi­sza, by pre­zy­dent z żoną zosta­li pocho­wa­ni w Kate­drze Wawel­skiej. Odda­ję głos Danie­lo­wi Passentowi:

Tra­gicz­nie zmar­ły pre­zy­dent sta­je się wedle tej legen­dy boha­te­rem naro­do­wym, straż­ni­kiem i boha­te­rem pamię­ci naro­do­wej; zgi­nął na poste­run­ku, wraz z powszech­nie lubia­ną Mał­żon­ką, w oto­cze­niu gene­ra­li­cji, poli­ty­ków, człon­ków rodzin katyń­skich, jadąc zło­żyć hołd w miej­scu dla naro­du pol­skie­go świę­tym, dwa kro­ki od mogił pomor­do­wa­nych roda­ków, przy któ­rych zna­lazł śmierć. Nawet pre­mier Tusk powie­dział, że Katyń jest mitem zało­ży­ciel­skim wol­nej Polski.

Katyń plus tra­ge­dia smo­leń­ska to głów­ne fila­ry rodzą­ce­go się mitu. Wawel to kolej­ny filar. Kar­dy­nał Dzi­wisz komu­ni­ku­jąc swo­ją nie­wia­ry­god­ną decy­zję, wzy­wał do jed­no­ści, ale wyko­nał krok, któ­ry jed­no­ści nie sprzy­ja, ponie­waż pre­zy­den­tu­ra Lecha Kaczyń­skie­go budzi­ła wie­le kon­tro­wer­sji i sporów. (…)

Na krót­ką metę ta aro­ganc­ka decy­zja zaszko­dzi Pamię­ci Pre­zy­den­ta Kaczyń­skie­go, będą wysu­wa­ne naj­gor­sze zarzu­ty (…). Ale Wawel nie jest na krót­ką metę, Wawel jest na zawsze.

Źró­dło: http://passent.blog.polityka.pl/?p=686

Opi­nie D. Pas­sen­ta są bar­dzo powścią­gli­we, bo nie wypa­da ina­czej pisać na blo­gu w tygo­dniu żało­by. Z ust ludzi docho­dzą jed­nak zda­nia znacz­nie ostrzejsze.

Żałoba

Taka ład­na pogo­da, a w radiu, tele­wi­zji, gaze­tach i w Inter­ne­cie wszę­dzie to samo. I tak od sobo­ty (dzi­siaj jest wto­rek), od  godzi­ny 9.00. Wte­dy bowiem doszły słu­chy, że samo­lot wio­zą­cy pre­zy­den­ta na uro­czy­sto­ści do Katy­nia się roz­bił. Na począt­ku myśla­łem, że się roz­bił, ale nic się nie sta­ło (tak było z Lesz­kiem Mil­le­rem), ale oka­za­ło się, że sta­ła kata­stro­fa jak jesz­cze nigdy 0 – nie prze­sa­dza­jąc – w histo­rii ludz­ko­ści. Nie zda­rzy­ło się chy­ba jesz­cze, by w cią­gu paru chwil zgi­nął pre­zy­dent, dowód­cy woj­ska i mniej lub bar­dziej waż­ni poli­ty­cy i urzęd­ni­cy. W sumie 96 osób. Póki co wszy­scy sta­ra­ją się nie spe­ku­lo­wać (żało­ba), choć to trud­ne. Jak już wspo­mnia­łem, w mediach wiel­kie roz­pa­cza­nie. Trud­no jed­nak nie odnieść wra­że­nia, że pod tym wszyst­kim kry­je się spo­ra ilość obłu­dy. Tak pisał o tym na swo­im blo­gu Dariusz Chętkowski:

Dzie­ci nie rozu­mie­ją, dla­cze­go doro­śli mówią teraz wiel­kie okrą­głe sło­wa o Pre­zy­den­cie, gdy wcze­śniej gada­li co inne­go. Myślę, że tę spra­wę nale­ży wyja­śnić, bo dzie­ci goto­we są jesz­cze pomy­śleć, iż doro­śli są fałszywi.

Wca­le nie cho­dzi o to, że o zmar­łych nale­ży mówić dobrze albo wca­le. To też waż­na przy­czy­na, ale prze­cież nie jedy­na. Gdy­by tyl­ko o to cho­dzi­ło, nie było­by tak maso­we­go zry­wu serc. Domi­no­wa­ło­by milczenie.

Źró­dło: http://chetkowski.blog.polityka.pl/?p=984

Choć to trud­ne, na razie nic wię­cej nie napiszę.

A pogo­da rze­czy­wi­ście nicze­go sobie. W pią­tek byłem na naj­dłuż­szej opra­co­wa­nej prze­ze mnie tra­sie rowe­ro­wej, liczą­cej ok. 20 km. Prze­je­cha­nie tego dystan­su zaję­ło mi ok. 2 godzin. Teraz też robi się coraz ład­niej i  cie­plej. To ostat­nie może być zale­tą, a może być i wadą. Szcze­gól­nie bio­rąc pod uwa­gę „wspa­nia­łe” Kali­skie Linie Auto­bu­so­we, w któ­rych pojaz­dach okna się nie otwie­ra­ją, a kli­ma­ty­za­cji też nie ma. Nie wiem, czy nie jest to nie­zgod­nie z Kon­wen­cją w spra­wie zaka­zu sto­so­wa­nia tor­tur oraz inne­go okrut­ne­go, poni­ża­ją­ce­go lub nie­ludz­kie­go trak­to­wa­nia albo karania.

Lip Dub i Muminki

Wio­sna wła­ści­wie już w peł­ni, choć złe ludzie z tele­wi­zji stra­szą, że w sobo­tę ma się pogor­szyć. Mimo wszyst­ko sądzę, że śnieg już nie spad­nie. Poza tym, w tym roku zro­bi­ła się wio­sna bar­dzo szyb­ko. Jed­ne­go dnia moż­na było zmie­nić kurt­ki zimo­we na wio­sen­ne, a teraz to i bez kur­tek moż­na cho­dzić, bo tem­pe­ra­tu­ra docho­dzi do 20 °C.

A teraz coś cie­kaw­sze­go. Ucznio­wie mojej szko­ły przy­go­to­wa­li Lip Dub. Jest bar­dzo uda­ny. War­to zobaczyć.

W inter­ne­cie zna­la­złem jesz­cze jed­ną cie­ka­wą rzecz. Jestem wiel­kim fanem Mumin­ków, a ten film pod­cho­dzi do nich z lek­ką iro­nią. Mimo to daje do myślenia.

Koniec cenzury (wyszukiwarkowej) w Chinach

Dzi­siaj wia­do­mość, któ­ra jest dość waż­na dla fina­li­sty Olim­pia­dy Wie­dzy o Pra­wach Czło­wie­ka. Wczo­raj fir­ma Google poda­ła, że nie będzie już dłu­żej cen­zo­ro­wać wyni­ków wyszu­ki­wa­nia w chiń­skiej wer­sji wyszu­ki­war­ki. Lege: nie będzie współ­pra­co­wać w tej dzie­dzi­nie z rzą­dem ChRL. Nareszcie.

Oto, co napi­sa­li na swo­im blogu:

On Janu­ary 12, we anno­un­ced on this blog that Google and more than twen­ty other U.S. com­pa­nies had been the vic­tims of a sophi­sti­ca­ted cyber attack ori­gi­na­ting from Chi­na, and that during our inve­sti­ga­tion into the­se attacks we had unco­ve­red evi­den­ce to sug­gest that the Gma­il acco­unts of dozens of human rights acti­vi­sts con­nec­ted with Chi­na were being routi­ne­ly acces­sed by third par­ties, most like­ly via phi­shing scams or mal­wa­re pla­ced on the­ir com­pu­ters. We also made cle­ar that the­se attacks and the surve­il­lan­ce they unco­ve­red — com­bi­ned with attempts over the last year to fur­ther limit free spe­ech on the web in Chi­na inc­lu­ding the per­si­stent bloc­king of websi­tes such as Face­bo­ok, Twit­ter, YouTu­be, Google Docs and Blog­ger — had led us to conc­lu­de that we could no lon­ger con­ti­nue cen­so­ring our results on Google.cn.

So ear­lier today we stop­ped cen­so­ring our search servi­ces — Google Search, Google News, and Google Ima­ges — on Google.cn. Users visi­ting Google.cn are now being redi­rec­ted toGoogle.com.hk, whe­re we are offe­ring uncen­so­red search in sim­pli­fied Chi­ne­se, spe­ci­fi­cal­ly desi­gned for users in main­land Chi­na and deli­ve­red via our servers in Hong Kong. Users in Hong Kong will con­ti­nue to rece­ive the­ir exi­sting uncen­so­red, tra­di­tio­nal Chi­ne­se servi­ce, also from Google.com.hk. Due to the incre­ased load on our Hong Kong servers and the com­pli­ca­ted natu­re of the­se chan­ges, users may see some slow­down in servi­ce or find some pro­ducts tem­po­ra­ri­ly inac­ces­si­ble as we switch eve­ry­thing over.

Źró­dło: http://googleblog.blogspot.com/2010/03/new-approach-to-china-update.html

Zima trzyma

Zima trzy­ma się w naj­lep­sze, docho­dzi teraz do ‑20°C. Śnie­gu peł­no, wszyst­ko zama­rza; ale ogól­nie nie jest źle. Jestem już na pół­met­ku ferii zimo­wych, któ­re spę­dzam dość pra­co­wi­cie – no może nie aż tak bar­dzo, ale codzien­nie 2 – 3 godzi­ny uczę się, głów­nie histo­rii, choć wiem, że powi­nie­nem też i innych rze­czy. Nato­miast w ponie­dzia­łek jadę do Pozna­nia, bo jest Dzień Otwar­ty na Wydzia­le Pra­wa i Administracji.

O psach, które jeździły metrem

Cie­ka­wy arty­kuł zna­la­złem w inter­ne­cie: o psach w Moskwie, któ­re żyjąc pod zie­mią wytwo­rzy­ły wła­sną spo­łecz­ność. War­to zoba­czyć tutaj: http://kopalniawiedzy.pl/Moskwa-metro-psy-jezdzic-jedzenie-centrum-8241.html, a potem tutaj: http://kopalniawiedzy.pl/Moskwa-metro-pies-psy-stado-wilk-wilki-specjacja-9539.html.

Studniówka i inne

(1) W pią­tek mia­łem stud­niów­kę – wiel­ka uro­czy­stość. Tro­chę się tego bałem, ale oka­za­ło się, że – oczy­wi­ście – nie­po­trzeb­nie. Było świet­nie. Uro­czy­stość odby­ła się w nowej sali w Kali­szu – Aljo; miej­sce jest napraw­dę god­ne pochwa­ły (Nie jak w tym bez­na­dziej­nym ren­dez-vous, czy jak to się nazy­wa, gdzie nie ma kli­ma­ty­za­cji, a okna się nie otwie­ra­ją). Tań­czy­łem polo­ne­za, wystę­po­wa­łem w kaba­re­cie; sie­dzia­łem do 3 nad ranem.

(2) Nowe wyda­nie zimy. Ta zaata­ko­wa­ła na dobre: śnieg do pasa, ale jest napraw­dę ślicz­nie. Mniej ślicz­nie jest na uli­cach, bo słu­ży dro­go­we zupeł­nie nic sobie z tego nie robią i nawet w cen­trum mia­sta „odśnie­żo­ne” jest tyle, co wyjeź­dzi­ły samochody.

(3) Owsiak obcho­dzi XVIII uro­dzi­ny swo­je­go Dzie­ła, to jest Wiel­kiej Orkie­stry Świą­tecz­nej Pomo­cy – a media w służ­bie Mohe­ro­we­go Impe­rium, nań plu­ją. Obrzydliwe.

Tuż przed osiem­na­stym fina­łem Wiel­kiej Orkie­stry Świą­tecz­nej Pomo­cy zak­ty­wi­zo­wa­li się słu­cha­cze Radia Mary­ja, któ­rym toruń­ska roz­gło­śnia chęt­nie udo­stęp­nia swo­je audy­cje, aby mogli do woli szka­lo­wać Jerze­go Owsia­ka. („Gaze­ta Wybor­cza”)

Słu­cha­cze roz­gło­śni toruń­sko­ka­to­lic­kiej zarzu­ca­ją Orkie­strze, że nie roz­li­cza się ze swo­ich finan­sów. A Rydzyk to się może roz­li­cza?! Takie zarzu­ty są po pro­stu śmiesz­ne. Powin­ni­śmy się cie­szyć, że jest ktoś taki, kogo akcje nie koń­czą się na sło­wach i któ­re­go nama­cal­ne dowo­dy dzia­łal­no­ści moż­na zna­leźć nie­mal w każ­dym szpi­ta­lu w kra­ju. A co daje RM? Gril­lo­wa­ne opłat­ki przed bazy­li­ką kali­ską w pierw­szy czwar­tek miesiąca?