Absolutna prostota pokrętności Paragrafu 22. A także trochę z krajowego bagienka

Parę spraw, o któ­rych chcę wspomnieć:

Dopi­sa­ne później
(0) Pie­niac­two Kaczyń­skie­go robi się nud­ne. „Jeże­li Komo­row­ski usu­nie krzyż, będzie jak Napie­ral­ski lub Zapa­te­ro” – mówi. Nie­któ­rzy nie rozu­mie­ją, że Pałac Pre­zy­denc­ki, to 1° nie Gol­go­ta 2°  sie­dzi­ba gło­wy pań­stwa. Jeśli krzyż nie będzie usu­nię­ty, to co? będzie­my aż do koń­ca świa­ta pie­lę­gno­wać swo­je rany, co by się przy­pad­kiem za bar­dzo nie zago­iły? Tak wła­śnie postę­pu­ją pisow­cy. Przy­dał­by się nam jakiś Gom­bro­wicz, któ­ry by to traf­nie jakoś sfor­mu­ło­wał.… Ale ci har­ce­rze nawa­ży­li piwa…

- Jeże­li pre­zy­dent Komo­row­ski usu­nie krzyż, któ­ry stoi przed Pała­cem, to moż­na powie­dzieć, że będzie zupeł­nie jasne kim jest i po któ­rej jest stro­nie w róż­ne­go rodza­ju spo­rach doty­czą­cych pol­skiej histo­rii i pol­skich powią­zań – powie­dział Kaczyń­ski na kon­fe­ren­cji pra­so­wej w Warszawie.

Wię­cej… http://wyborcza.pl/1,75248,8145699,Kaczynski__Jezeli_Komorowski_usunie_krzyz__bedzie.html#ixzz0tqLF2ymx

Jed­nym sło­wem dowie­my się, gdzie stoi ZOMO, a gdzie stoi pre­zes. Ależ to żało­sne. Za to Radio Mary­ja jest jak zwy­kle nie­za­wod­ne. Spór bowiem doty­czy tak­że kwia­tów przy­no­szo­nych pod Pałac.

- Pew­ne­go wie­czo­ra przy­nio­słem tu bukiet żół­tych tuli­pa­nów. Gdy przy­sze­dłem rano następ­ne­go dnia, kwia­tów już nie było. Usu­wa­ją je słu­gu­sy Gron­kie­wicz-Waltz – Żydów­ki. Liczą na to, że praw­dzi­wi Pola­cy zapo­mną o mor­dzie nasze­go pol­skie­go pre­zy­den­ta Lecha Kaczyńskiego

Wię­cej… http://wyborcza.pl/1,94898,8143869,Chodnik_przed_Palacem_Prezydenckim_to_nie_cmentarz.html#ixzz0tqMj7SJm

No tak; praw­dzi­wi Pola­cy wie­dzą, gdzie stoi ZOMO.

(1) Pogo­da. Jestem zda­nia, że nad pogo­dą nie ma się co roz­tkli­wiać, bo jest taka, jaka jest. Nie zmie­nia to fak­tu, że poświę­cam jej dosyć zna­czą­cą pozy­cję w moim blo­gu 🙂 Ogól­nie, to ostat­nio było gorą­co; nie szło wytrzy­mać. Dzi­siaj jest tro­chę lepiej, a nie­bo jest zachmurzone.

(2) Stu­dia. We wto­rek byłem zło­żyć doku­men­ty na Wydzia­le Pra­wa Uni­wer­sy­te­tu Wro­cław­skie­go. Tam bowiem został zakwa­li­fi­ko­wa­ny. Zakwa­li­fi­ko­wa­łem się rów­nież do Łodzi, ale tam się nie wybie­ram ze wzglę­du na nie­zbyt pochleb­ne opi­nie. Poza tym – nie ma się co cza­ro­wać, w Łodzi jest bród i smród.

Cały czas liczę, że dosta­nę się do Pozna­nia w dru­gim nabo­rze; zabra­kło mi tyl­ko 0,3 punk­ta (szczę­ście mam tak samo „świet­ne” jak na olimpiadzie).

(3) Książ­ka. Ostat­nio prze­czy­ta­łem dwie pozy­cje. Pierw­sza z nich to „Emma” Jane Austen, któ­rą prze­czy­ta­łem w ory­gi­na­le. Oczy­wi­ście było wie­le słów, któ­rych nie rozu­mia­łem, ale nie prze­szka­dza­ło to…

A przed chwi­lą skoń­czy­łem czy­tać bar­dzo cie­ka­wą powieść Jose­pha Hel­le­ra „Para­graf 22” poka­zu­ją­cą II woj­nę świa­to­wą od stro­ny ame­ry­kań­skich lot­ni­ków. Zasad­ni­czo w książ­ce uka­za­no całą insty­tu­cję armii, jako jeden wiel­ki dom wariatów.

Był więc tyl­ko jeden kru­czek – para­graf 22 – któ­ry stwier­dzał, że tro­ska o życie w obli­czu real­ne­go i bez­po­śred­nie­go zagro­że­nia jest dowo­dem zdro­wia psy­chicz­ne­go. Orr był waria­tem i mógł być zwol­nio­ny z lotów. Wystar­czy­ło, żeby o to popro­sił, ale gdy­by to zro­bił, nie był­by waria­tem i musiał­by latać nadal. Orr był­by waria­tem, gdy­by chciał latać dalej, i był­by nor­mal­ny, gdy­by nie chciał, ale będąc nor­mal­ny musiał­by latać. Sko­ro latał, był waria­tem i mógł nie latać; ale gdy­by nie chciał latać, był­by nor­mal­ny i musiał­by latać.”

I jesz­cze akcent polski:

Gene­ral Dre­edle prze­niósł nie­ży­cio­we­go dowód­cę myśliw­ców na Wyspy Salo­mo­na do kopa­nia gro­bów, wyzna­cza­jąc na jego miej­sce zgrzy­bia­łe­go puł­kow­ni­ka z zapa­le­niem sta­wów i sła­bo­ścią do chiń­skich orze­chów, któ­ry przed­sta­wił Mila gene­ra­ło­wi od bom­bow­ców B‑17, mają­ce­mu sła­bość do pol­skiej kiełbasy.

- Pol­ska kieł­ba­sa jest tania jak barszcz w Kra­ko­wie – poin­for­mo­wał go Milo.

- Ach, pol­ska kieł­ba­sa – wes­tchnął tęsk­nie gene­rał. – Wie­cie, że oddał­bym wszyst­ko za kawał pol­skiej kieł­ba­sy. Wszystko.

- Nie musi pan odda­wać wszyst­kie­go. Niech mi pan odda do dys­po­zy­cji po jed­nym samo­lo­cie na każ­dą sto­łów­kę, z pilo­ta­mi, któ­rzy będą wyko­ny­wać moje pole­ce­nia. Oraz nie­wiel­ki zada­tek akon­to zamó­wie­nia, jako dowód zaufania.

- Ale Kra­ków leży o set­ki mil za linią fron­tu. Jak się dosta­nie­cie do tej kiełbasy?

- W Gene­wie jest mię­dzy­na­ro­do­wa gieł­da na pol­ską kieł­ba­sę. Zawio­zę po pro­stu do Szwaj­ca­rii fistasz­ki i wymie­nię je na pol­ską kieł­ba­sę po cenach ryn­ko­wych. Oni prze­rzu­cą fistasz­ki do Kra­ko­wa, a ja przy­wio­zę panu pol­ską kieł­ba­sę. Za pośred­nic­twem syn­dy­ka­tu kupi pan tyle kieł­ba­sy, ile pan zechce”.

Kilka rzeczy, o których warto wspomnieć w początku lipca

Jest parę aktu­al­nych spraw, któ­re wypa­da­ło­by pod­jąć; a teraz wła­śnie zna­la­złem czas, by to zro­bić. Wcze­śniej nie było za bar­dzo kie­dy, bo prze­cież mia­łem w domu remont. A poza tym roz­po­czął się już lipiec.

Nowy prezydent

Wczo­raj ofi­cjal­nie ogło­szo­no, że nowym pre­zy­den­tem RP został Bro­ni­sław Komo­row­ski. Od począt­ku był fawo­ry­tem son­da­ży, zwy­cię­żył rów­nież w pierw­szej turze, wska­zy­wa­ły na nie­go exit polls, ale róż­ni­ca z pozo­sta­ły­mi opo­nen­ta­mi była nie­wiel­ka, więc nie moż­na było być pew­nym. Teraz Sąd Naj­wyż­szy ma 30 dni na uzna­nie waż­no­ści elekcji.

Nie ma co ukry­wać, że jest to kan­dy­dat na któ­re­go gło­so­wa­łem w obu turach (gło­so­wa­łem po raz pierw­szy!). Przy pierw­szej turze zasta­na­wia­łem się nad inny­mi kan­dy­da­ta­mi, z kolei w dru­giej nie było już zupeł­nie innej opcji. W mojej kla­sie pada­ły opi­nie, że nie jest to kan­dy­dat jakiś zbyt dobry (choć na pew­no z Kaczyń­skim nie ma go co nawet porów­ny­wać), bo jedy­ną jego zasłu­gą było bycie inter­no­wa­nym w sta­nie wojen­nym. Ja oso­bi­ście się z tym nie zga­dzam: jest to czło­wiek z poczu­ciem humo­ru, „sta­bil­ny”, sta­now­czy, wywa­żo­ny, umie­ją­cy podejść z rezer­wą do róż­nych zagad­nień; dla­te­go jestem prze­ko­na­ny, że będzie to dobry prezydent.

Są dzie­siąt­ki powo­dów, dla któ­rych nie zagło­so­wał­bym na kan­dy­da­ta PiSu, ale wystar­czy podać jeden. Jak moż­na zagło­so­wać na czło­wie­ka, w któ­re­go par­tii są kse­no­fo­bi i antysemici?…

Gdy­bym ja był pre­zy­den­tem (poma­żę sobie) lub peł­nił inną waż­ną funk­cję, pierw­sze do cze­go bym dążył, to: likwi­da­cja KRU­Su (któ­ry jest głę­bo­ko nie­spra­wie­dli­wy), wpro­wa­dze­nia podat­ków linio­wych, likwi­da­cji obo­wiąz­ko­wych skła­dek zdro­wot­nych i eme­ry­tal­nych, zwięk­sze­nia nakła­dów na kul­tu­rę (0,6% PKB to wynik żałosny).

Jeśli cho­dzi o fre­kwen­cję, wynio­sła ona nie­co powy­żej 50%. Żenujące.

Matura

30 czerw­ca był sąd­ny dzień o któ­rym pisa­łem wcze­śniej. Wte­dy tak­że ja prze­ko­na­łem się o tym, jak poszły mi egza­mi­ny pisem­ne. Jest dobrze, ale rewe­la­cji nie ma. Świet­nie poszła mi mat­ma (94% !) i angiel­ski; histo­ria nie­źle, choć myśla­łem, że będzie lepiej; nie jestem zado­wo­lo­ny z pol­skie­go. Zawsze ten przed­miot szedł mi dobrze, mia­łem dobre oce­ny, z pisa­niem wypra­co­wań nigdy nie mia­łem pro­ble­mów, a na roz­sze­rze­niu zdo­by­łem tyl­ko 60% punk­tów – nie jest to wynik dla mnie satys­fak­cjo­nu­ją­cy, ale mówi się trud­no. Ogól­nie pol­ski poszedł gorzej. Nie wiem, cze­mu. Może nie wstrze­li­łem się w klucz…

Jestem już zare­je­stro­wa­ny na 4 uni­wer­sy­te­tach; za parę dni pierw­sze wyni­ki naborów.

Wakacje

Waka­cje dla mnie de fac­to trwa­ją już ponad 2 mie­sią­ce; zosta­ły jesz­cze pra­wie 3. W sumie na razie cały czas sie­dzę w domu. Na począt­ku sierp­nia jadę w Biesz­cza­dy. Nie mogę się już doczekać…

Nadchodzi sądny dzień

Ależ gorą­co! Zarów­no na dwo­rze, jak i w środ­ku. A jutro będzie jesz­cze cie­plej; jutro będzie sąd­ny dzień – wyni­ki egza­mi­nu matu­ral­ne­go 2010. Od same­go rana z radia, tele­wi­zji i pra­sy będzie­my mie­li do czy­nie­nia z zastę­pa­mi wsze­la­kich eks­per­tów i „eks­per­tów”, któ­rzy mają peł­ne gar­ście świet­nych pomy­słów, z wpro­wa­dze­niem płat­nych stu­diów włącznie.

Matu­ry oczy­wi­ście są już od mie­sią­ca spraw­dzo­ne, ale CKE musi te wszyst­kie dane zana­li­zo­wać, prze­tra­wić, wyma­lo­wać pięk­ne wykre­si­ki i tabel­ki, poli­czyć sta­ni­ny i jesz­cze zasta­no­wić się, jak wyni­ki zaapli­ko­wać opi­nii publicz­nej. Ja docho­dzę do wnio­sku, że nie ma to więk­sze­go zna­cze­nia: i tak, i tak będzie źle. Jeśli pój­dzie zbyt dobrze, zaraz będzie­my słu­cha­li, jaka to matu­ra pro­sta, banal­na, jaki to poziom niski i jaka ta mło­dzież nie­do­bra. A jeśli pój­dzie źle, będzie „kata­stro­fa naro­do­wa” (ogło­szo­na pół roku temu przez szo­wi­ni­stów z „Rz”), brak przy­szło­ści, mło­dzież zła i okrop­na, nie­do­bra i w ogó­le się nie uczy. Jed­nym sło­wem cze­ka nas cięż­ki dzień; w języ­ku histo­rii lite­ra­tu­ry nazy­wa się to „wina tra­gicz­na” – hamar­tia.

Chciał­bym, żeby poszło mi dobrze (a któż by nie chciał), ale nigdy nie moż­na być pew­nym wyni­ku. Cho­ciaż ja w tej chwi­li nie jestem nawet pewien tego o któ­rej godzi­nie dies irae nastąpi.

A poza tym byłem dzi­siaj po raz pierw­szy na wyciecz­ce rowe­ro­wej w Gołuchowie.


Dopi­sa­ne po chwilce

A oto, jakie rewe­la­cje dot. nie­dziel­nych wybo­rów, gło­si ojciec i dyrek­tor w jed­nym jedy­nej słusz­nej sta­cji, przy­wód­ca kościo­ła toruńsko-katolickiego:

- Pamię­taj­cie, naj­bliż­sza nie­dzie­la jest bar­dzo waż­na. I wszy­scy ludzie, tak­że na tych tere­nach powo­dzio­wych, kocha­ni musi­my się zmo­bi­li­zo­wać, bo to jest wal­ka o Pol­skę! – wzy­wał redemp­to­ry­sta. – Wszyst­kie wio­ski, zmo­bi­li­zo­wać się. Niech nam i ta powódź wie­le powie ostat­nia, i niech nam powie ta tra­ge­dia naro­do­wa pod lasem katyń­skim ostat­nio. Zobacz­cie, kto to zro­bił, kto do tego doprowadził.

(cyt. za Głos Rydzy­ka)

Cze­goś tak obrzy­dli­we­go chy­ba jesz­cze tam nie było.

Moż­na więc dodać, że sąd­ny dzień będzie tak­że w nad­cho­dzą­cą nie­dzie­lę, w dzień wybo­rów prezydenckich.

Wakacje oficjalnie rozpoczęte

Ofi­cjal­nie roz­po­czę­ły się już waka­cje. To zna­czy dla całej resz­ty, bo ja je mam już od dwóch mie­się­cy. Tak więc – wiel­kiej zmia­ny nie odczu­łem i nie odczu­ję w naj­bliż­szym czasie.

W ramach rekre­acji waka­cyj­nej odby­łem wczo­raj i dziś dwie milu­sie wyciecz­ki rowe­ro­we o dokład­nie tych samych tra­sach. zdjęcia

Teorie spiskowe

Wsze­la­kie media mają taką dużą wadę, że jak się ucze­pią jakie­goś tema­tu, to nie odpusz­czą, dopó­ki nie prze­wał­ku­ją go na wszyst­kie stro­ny. Po 10 kwiet­nia od rana do nocy w tele­wi­zji, radiu i inter­ne­cie było to samo. Podob­nie jest teraz, ale tema­tem mie­sią­ca zosta­ła powódź. Rze­czy­wi­ście była ona dosyć nie­spo­dzie­wa­na, a o jej roz­mia­rach świad­czy rów­nież to, że mówio­no o niej w mediach nie tyl­ko kra­jo­wych, ale i światowych.

Po kata­stro­fie pre­zy­denc­kie­go samo­lo­tu w pew­nym toruń­sko-kato­lic­kim radiu zaczę­ły się poja­wiać infor­ma­cje, że mgła uno­szą­ca się nad lot­ni­skiem była sztucz­nie wytwo­rzo­na przez tajem­ni­czych osob­ni­ków. Teraz oso­by zwią­za­ne – jak­by nie było – z tym krę­giem, raczą nas jesz­cze cie­kaw­szy­mi infor­ma­cja­mi, a raczej domy­sła­mi, że i powódź zosta­ła wywo­ła­na celo­wo. Infor­mu­je o tym „Gaze­ta”. Oto, co mówią ojco­wie pau­li­ni z Częstochowy:

Z wie­lu rejo­nów Pol­ski, a zwłasz­cza z miejsc na tere­nach dotknię­tych w ostat­nim okre­sie ulew­ny­mi desz­cza­mi i burza­mi, otrzy­mu­je­my od licz­nych osób nie­po­ko­ją­ce sygna­ły. Według tych – pokry­wa­ją­cych się ze sobą infor­ma­cji – wszyst­kie one mówią o poja­wia­niu się co pewien czas samo­lo­tów pozo­sta­wia­ją­cych za sobą dziw­ne smu­gi na nie­bie. Według naocz­nych świad­ków samo­lo­ty te widocz­ne były w tych rejo­nach pol­skiej prze­strze­ni powietrz­nej, w któ­rych – wkrót­ce po ich prze­lo­cie – powsta­wa­ły nie­spo­dzie­wa­nie potęż­ne chmu­ry desz­czo­we i nie­ba­wem wystę­po­wa­ły nad­zwy­czaj obfi­te opady
Wię­cej… http://wyborcza.pl/1,75248,7975444,Pytania_z_Jasnej_Gory__Czy_powodzie_w_Polsce_powoduja.html#ixzz0pyh6aO5R

Żało­sne.

Jeśli cho­dzi o powódź, to jej skut­ki są widocz­ne rów­nież w Kaliszu.


IMG252.jpg
Leni­wa Barycz na dro­dze do Rososzycy


A teraz coś cie­kaw­sze­go. Tydzień temu byłem na wyciecz­ce rowe­ro­wej – doje­cha­łem aż do Roso­szy­cy. Muszę się pochwa­lić, że jeż­dżę coraz dalej. W Roso­szy­cy jest cie­ka­wy kościół oraz reszt­ki folwarku.

Wycieczka do Ołoboku i kaprysy Prosny

W sobo­tę zro­bi­łem sobie milu­sią wyciecz­kę rowe­ro­wą do Oło­bo­ku. Zwie­dzi­łem tam wyjąt­ko­wo ory­gi­nal­ny kościół pw. św. Jana Ewan­ge­li­sty. W dro­dze powrot­nej mia­łem rów­nież oka­zję zoba­czyć kościół w Gosty­czy­nie. Rów­nie ciekawy.


IMG233.jpg
Kościół w Oło­bo­ku z cha­rak­te­ry­stycz­ną „skar­pą”


Nie oby­ło się jed­nak bez pro­ble­mów. Bowiem trwa dosyć nie­spo­dzie­wa­na powódź, któ­ra jest niczym wobec tego, co dzia­ło się wcze­śniej w tym roku. Nie omi­nę­ła ona i połu­dnio­wej Wiel­ko­pol­ski, któ­ra rów­nież jest lek­ko pod­to­pio­na. Dla­te­go do Oło­bo­ku musia­łem jechać dłuż­szą drogą.

Same oko­li­ce wsi wyglą­da­ją tak:

IMG230.jpg IMG231.jpg

Rów­nież w Piwo­ni­cach wyla­ło nicze­go sobie. Praw­dę mówiąc, cze­goś takie­go jesz­cze tutaj nie widziałem.


IMG238.jpg
Nor­mal­nie rze­ka pły­nie tam, gdzie te krza­czo­ry na 3. planie


I po Olimpiadzie

Od piąt­ko­we­go wie­czo­ru do nie­dziel­ne­go połu­dnia byłem w Toru­niu na XVII Olim­pia­dzie Wie­dzy o Pra­wach Czło­wie­ka. Byłem tam z jesz­cze trze­ma repre­zen­tan­ta­mi z Wiel­ko­pol­ski. Nie­ste­ty lau­re­atem nie zosta­łem. Ale co z tego, sko­ro matu­rę z WOSu i tak mam na 100%!

Poza tym, sta­rów­ka w Toru­niu jest nie­za­prze­czal­nie wspaniała.

Rynek Sta­ro­miej­ski wieczorem



Dziś Olimpiada, za tydzień matura

Dzi­siaj uda­ję się do Toru­nia na finał Olim­pia­dy Wie­dzy o Pra­wach Czło­wie­ka, czy­li w skró­cie – ogól­no­pol­ski zjazd kujo­nów 🙂 Za bar­dzo się tym nie przej­mu­ję – co będzie, to będzie; i tak mam już 100% z WOSu na matu­rze. Choć wypa­da­ło­by się tam przy­zwo­icie poka­zać. Cie­szę się, że to w Toru­niu, bo jest to napraw­dę pięk­ne mia­sto. Mam nadzie­ję, że będę miał oka­zję przejść się po starówce.

A już wła­ści­wie za tydzień zaczy­na się matu­ra. Stra­szo­no nas nią wła­ści­wie od począt­ku gim­na­zjum, jeże­li nie od pod­sta­wów­ki. Jed­nak chy­ba nie będzie tak strasz­nie. Zda­ję: pol­ski (pod­sta­wo­wy i roz­sze­rzo­ny), angiel­ski (tak samo), mat­mę (pod­sta­wo­wą), histo­rię (roz­sze­rzo­ną) i zda­wał­bym WOS, ale jestem zwol­nio­ny. Boję się tro­chę tej histo­rii i pol­skie­go roz­sze­rzo­ne­go. Moż­na tra­fić na temat wypra­co­wa­nia, któ­ry będzie tak pokręt­nie sfor­mu­ło­wa­ny, że nie będzie wia­do­mo, o co w nim chodzi.

Co najmniej już jesień

Ostat­nio pisa­łem, że „już pra­wie jesień”, a teraz odpo­wied­niej­sze było­by „już pra­wie zima”. W Kali­szu nie jest źle, ale na wscho­dzie to nor­mal­nie solar­ki i płu­gi po uli­cach jeź­dzi­ły. W nie­dzie­lę rze­czy­wi­ście poje­cha­łem na poszu­ki­wa­nie jesieni.

IMG_0938.jpg
W nie­dzie­lę było bar­dzo ładnie

Ale ten siel­ski obra­zek jest tro­chę nieaktualny.

Dzi­siaj jest Dzień Nauczy­cie­la, więc mam wol­ne. Ale obo­wiąz­ki szkol­ne wol­ne­go nigdy nie mają…


Po powrocie z wymiany

(1) Ponad tydzień temu wró­ci­łem z Hamm. A wła­ści­wie, to nie tyl­ko w Hamm, ale tak­że z Heer­gu­go­wa­ard. Byłem na wymia­nie szkol­nej; oba te mia­sta są part­ne­ra­mi Kalisza.

Na głównym placu w Soest
Na głów­nym pla­cu w Soest

Hamm, to uro­cze mia­sto w zachod­nich Niem­czech (Nad­re­nia Pół­noc­na-West­fa­lia). Pod wzglę­dem wiel­ko­ści jest siód­me w Niem­czech; choć wca­le na takie nie wyglą­da: jest bar­dzo zie­lo­ne nie tyl­ko za spra­wą licz­nych par­ków, ale tak­że dzię­ki temu, że czę­sto by prze­je­chać z jed­ne­go stad­te­il (coś, jak dziel­ni­ca (albo raczej wio­ska słu­żeb­na 🙂 )) to dru­gie­go, trze­ba minąć pola, lasy, łąki. Jego cen­trum sta­no­wi ład­ny plac, na któ­rym stoi kościół św. Paw­ła (pro­te­stanc­ki).

Mia­sto jest świet­nym miej­scem dla rowe­rzy­stów: są w nim licz­ne ścież­ki rowe­ro­we. Czę­sto jest tak, że nawet jest oddziel­na sygna­li­za­cja świetl­na dla rowe­rów. Trze­ba się jed­nak pil­no­wać, bo ozna­cza to nie tyl­ko wygo­dy, ale tak­że poli­cjan­ci („żaby”) na rowe­rach ści­ga­ją­ce nie­uważ­nych. Jeż­dże­nie w miej­scach ozna­ko­wa­nych „tyl­ko dla pie­szych” nie przej­dzie. Na szczę­ście bez pro­ble­mu moż­na zna­leźć par­king dla rowerów.

Będąc w Hamm odwie­dzi­li­śmy nie­da­le­ko poło­żo­ne Soest – nie­wiel­kie, pocho­dzą­ce ze śre­dnio­wie­cza mia­stecz­ko. W prze­ci­wień­stwie do Hamm (zbu­rzo­ne­go w cza­sie woj­ny), tam jest peł­no zabytków.

Z cie­ka­wo­stek dodam, że Hamm było daw­niej mia­stem typo­wo prze­my­sło­wym (leży w Zagłę­biu Ruh­ry). Dziś zosta­ła tyl­ko jed­na kopal­nia, resz­ta popa­da w ruinę. Jest tam wie­le osób z pol­ski­mi nazwi­ska­mi – są to potom­ko­wie Pola­ków, któ­rzy przy­by­li tam, aby zna­leźć pra­cę w prze­my­śle ok. 200 lat temu.

Jed­ną z głów­nych atrak­cji w mie­ście jest Maxi­mi­lian­park. Pod­cho­dzi­li­śmy do tego z rezer­wą: widzie­li­śmy bowiem zdję­cia wiel­kie­go budyn­ku ufor­mo­wa­ne­go na kształt sło­nia. Niem­cy chwa­li­li się, że to naj­więk­szy słoń świa­ta; dla nas był przede wszyst­kim naj­brzyd­szy. Stwier­dzi­li­śmy, że park, to chy­ba jakaś wiel­ka kasza­na: na począt­ku bar­dziej wyglą­da jak ogród bota­nicz­ny. Jed­nak, gdy poszli­śmy dalej, oka­za­ło się, że są tam nie­sa­mo­wi­te pla­ce zabaw, na któ­rych doro­sły (lub pra­wie doro­sły) czło­wiek może dostać mał­pie­go rozumu.

Hamm war­to odwiedzić.

Z naszą wyciecz­ką po 4 dniach w Niem­czech, poje­cha­li­śmy do Holan­dii, do Heer­hu­go­wa­ard, któ­re tak­że jest mia­stem part­ner­skim Kali­sza. To jest znacz­nie mniej­sze mia­sto – ok. 50 tys. miesz­kań­ców, powsta­łe na tere­nach, gdzie jesz­cze 100 lat temu była woda. W Holan­dii widzie­li­śmy oczy­wi­ście całą masę wia­tra­ków i wiel­ką sieć kanałów.

Heer­hu­go­wa­ard raczej nie ma żad­ne­go szcze­gól­ne­go uro­ku, a wszyst­kie domu są tam raczej pobu­do­wa­ne „na jed­no kopyto”.

Na miej­scu dowie­dzie­li­śmy się, że po naszym przy­jeź­dzie, przy­jeż­dża tam pre­zy­dent Kali­sza. A to w związ­ku z otwar­ciem nowej dziel­ni­cy miesz­ka­nio­wej. Jej nie­zwy­kłość pole­ga na tym, że jest ona zupeł­nie samo­wy­star­czal­na ener­ge­tycz­nie. Ceny domów, jak wyni­ka z moich obli­czeń, od ok. 300 tys. do 500 tys. zło­tych – czy­li nie tak źle.

Z wyciecz­ki war­to zoba­czyć zdjęcia.


(2) Po powro­cie, musia­łem wró­cić do rze­czy­wi­sto­ści. A tu spraw­dzia­ny, kart­ków­ki i zale­gło­ści. Ale bar­dzo szyb­ko się z nimi uwi­ną­łem i teraz pra­cu­ję już w nor­mal­nym try­bie. O ile taki ist­nie­je w kla­sie maturalnej.

(3) Dzi­siaj wypeł­ni­łem dekla­ra­cję matu­ral­ną. A tam takie cuda: pol­ski na pozio­mie pod­sta­wo­wym i roz­sze­rzo­nym (+ pre­zen­ta­cja), mat­ma na wia­do­mym pozio­mie, volens nolens histo­ria (nie chcem ale muszem), angiel­ski pod­sta­wo­wy i roz­sze­rzo­ny oraz WOS. Nie chce mi się po raz kolej­ny poru­szać spra­wy matur, bo pisa­łem już o tym nie raz. Nie będę więc pisał, że oddzie­le­nie pozio­mów na pol­skim to idio­tyzm etc. etc. W sumie w maju cze­ka mnie 9 egza­mi­nów. Zaczą­łem już cho­dzić na kor­ki z mat­my i histo­rii. (Trze­ba było zostać w Hamm…)

(4) W Niem­czech była już jesień, u nas poja­wia się bar­dzo leni­wie – a prze­cież to naj­pięk­niej­sza pora roku! Dzi­siaj poja­dę tro­chę jej poszukać…

(5) Nie wiem, czy to zbieg oko­licz­no­ści, czy też może ktoś to prze­czy­tał, ale gdy byłem ostat­nio w biblio­te­ce, to czy­tel­nia była otwarta.

PS. Prze­pra­szam, że dłu­go nie pisa­łem, ale jakoś nie mia­łem do tego melodii.

Już jesień

Moim zda­niem pogo­da robi się coraz ład­niej­sza i w ogó­le świat robi się coraz pięk­niej­szy. Oczy­wi­ście więk­szość osób tego zda­nia nie podzie­la, ale ja naj­bar­dziej ze wszyst­kich pór roku lubię jesień. Wró­ci­łem wła­śnie z wyciecz­ki rowe­ro­wej – to dopie­ro począ­tek wrze­śnia, więc nie ma za bar­dzo na co patrzeć. Ale już moż­na gdzie­nie­gdzie doj­rzeć bar­dzo ład­ne żół­te i poma­rań­czo­we list­ki. Z resz­tą drze­wa nawet zimą – gdy są zupeł­nie „na gola­sa” to i tak są bar­dzo ładne.


To zdjęcie zrobiłem nieopodal miejsca, gdzie mieszkam
To zdję­cie zro­bi­łem nie­opo­dal miej­sca, gdzie miesz­kam • Zobacz więcej

Jed­nak wrze­sień, któ­ry nad­szedł to nie­tyl­ko począ­tek jesie­ni, ale tak­że szko­ły. My zaczy­na­my bar­dzo powo­li: zupeł­nie jak w wier­szu „Loko­mo­ty­wa”. Ale za to jak póź­niej będzie­my pędzić! I to bez hamulców!

Na razie jedzie­my na wymia­nę do Nie­miec – to już za mniej niż tydzień, w czwar­tek. Odwie­dzi­my tak­że Holandię.


Wyświetl więk­szą mapę

Powrót z Rusinowa. Narzekanie na bibliotekę (ze szczególnym uwzględnieniem filii nr 4 w Kaliszu) i trochę na szkołę

W sobo­tę nie­spiesz­nie i bez­tro­sko zasia­dłem sobie do kom­pu­te­ra, by napi­sać parę słów o moim wyjeź­dzie nad Morze Bał­tyc­kie, ale oka­za­ło się, że z tego nici, bo nie­opła­co­ny ser­wer się zdez­ak­ty­wo­wał, a tro­chę to zaję­ło, nim go przy­wró­ci­łem do życia (tj. zapłaciłem).

Więc po kolei: w pią­tek w nocy wró­ci­łem z Rusi­no­wa, potem pew­nie umiesz­czę jakieś zdję­cia. Pogo­dę mie­li­śmy bar­dzo ład­ną – moż­na się było bez pro­ble­mów opa­lać, czy kąpać w morzu. Poza tym naszym głów­nym zaję­ciem było „pró­bo­wa­nie się” do wyjaz­du do Hamm (a to już za tydzień). Rusi­no­wo to wio­cha zabi­ta decha­mi, ale bar­dzo ład­na i spo­koj­na. Nie­opo­dal jest „mia­stecz­ko” – Jaro­sła­wiec, któ­re tak napraw­dę nie jest nawet gmi­ną. Jego cen­trum to głów­na uli­ca, któ­ra ma morze ze 100 metrów – napcha­na jest bud­ka­mi z wsze­la­kim badzie­wiem, ale moż­na tam tak­że kupić bar­dzo dobre (i bar­dzo dro­gie) gofry. Pla­ża w Rusi­no­wie i oko­li­cach jest dość ład­na i nie jest zapcha­na. Nie­ste­ty jest dość kamie­ni­sta, podob­nie jak dno morza. Dla cie­ka­wych dopi­szę, że tem­pe­ra­tu­ra moża wyno­si­ła zawsze ok. 19° C, przy temp. powie­trza ok. 25° C. Nie było źle. (Nie ma tam raczej wia­tru; fale porząd­ne też były tyl­ko nie­ste­ty raz). W trak­cie wyjaz­du poje­cha­li­śmy też do Ust­ki (Koło­brzeg za dale­ko, a Dar­ło­wo za bli­sko) – w sumie nic tam cie­ka­we­go nie ma, ale to ład­ne miasto.

W sobo­tę i nie­dzie­lę po powro­cie „tro­chę docho­dzi­łem” do sie­bie, choć to chy­ba raczej za dużo powie­dzia­ne. Inny­mi sło­wy – leni­łem się. Za to w ponie­dzia­łek wyru­szy­łem do mia­sta, by poczy­nić ostat­nie przy­go­to­wa­nia przed roz­po­czę­ciem roku szkol­ne­go. Chcia­łem kupić tramp­ki, ale tako­wych nie zna­la­złem; posze­dłem też do biblio­te­ki (i tu docho­dzę do kulminacji).

Naj­pierw uda­łem się do Biblio­te­ki Głów­nej na ul. Legio­nów, gdzie obsłu­ga jak zwy­kle była bar­dzo miła i spraw­nie dzia­ła­ją­ca. Dodam, że w BG nawet w waka­cje jest otwar­te w przy­zwo­itych godzi­nach – czy­li pra­wie od rana do wie­czo­ra. A póź­niej uda­łem się, do filii nr 4. I zosta­łem z niej wyrzu­co­ny. W sumie słusz­nie, bo przy­sze­dłem przed cza­sem. Ale kto to sły­szał, żeby biblio­te­ka była czyn­na tyl­ko od 12 do 18. Z resz­tą to pół bie­dy, bo w inne dni jest otwar­ta np. od 9 – 15. Tak, czy owak – za krót­ko. Zasła­nia­nie się sys­te­mem kom­pu­te­ro­wym jest tro­chę żało­sne. Nie sądzę, by ktoś z obsłu­gi biblio­te­ki to prze­czy­tał. A szko­da, bo to nie jedy­na uwa­ga, jaka jest do nich kie­ro­wa­na. Na stro­nie inter­ne­to­wej łaska­wie infor­mu­ją czy­tel­ni­ków, że w czy­tel­ni są 23 miej­sca. Szko­da tyl­ko, że czy­tel­nia jest zawsze zamknięta.

Koniec narze­ka­nia na biblio­te­kę. Teraz trze­ba pona­rze­kać na szko­łę. A ta się wła­śnie dzi­siaj roz­po­czę­ła. Co praw­da z dniem uro­dze­nia wszy­scy jeste­śmy ska­za­ni na zda­wa­nie matu­ry, ale nie sądzi­łem, że tak szyb­ko znaj­dę się w kla­sie matu­ral­nej. Pew­nie jutro przyj­dę do szko­ły i od razu zacznie się chry­ja i cią­głe przy­po­mi­na­nie, że „jeste­ście prze­cież już w kla­sie matu­ral­nej” albo „za chwi­lę matu­ra!”. Tak, tak – sły­szy­my to od już conajm­niej dwóch lat. My odgry­wa­my rolę kró­li­ków doświad­czal­nych, bo jako pierw­si od kupy lat będzie­my zda­wać obo­wiąz­ko­wo mate­ma­ty­kę. Mnie w naj­bliż­szym cza­sie cze­ka jesz­cze kurs pra­wa jazdy.

Więc narze­ka­nie dopie­ro się zacznie!

Do Rusinowa

(1) Przy­go­to­wy­wu­ję się do wyjaz­du do Rusi­no­wa, do któ­re­go jadę jutro. Zro­bi­li­śmy już duże zaku­py, trze­ba się jesz­cze będzie spa­ko­wać. Myśla­łem, że ta miej­sco­wość jest koło Koło­brze­gu (i w sumie jest) ale bli­żej z niej do Jaro­sław­ca. Pogo­da zapo­wia­da się nie­zła. Pew­nie wezmę apa­rat i zro­bię tro­chę faj­nych zdjęć.


Wyświetl więk­szą mapę

(2) Kil­ka dni temu skoń­czy­łem czy­tać „Bra­ci Kara­ma­zow” (bar­dzo dobra książ­ka), a zaczą­łem „Mistrza i Małgorzatę”.

(3) War­to zaj­rzeć do dzia­łu publi­ka­cje.

Kino

HP - już 6
HP – już 6

Kil­ka dni zaję­ło mi opi­sa­nie tego, co robi­li­śmy w górach – oka­za­ło się to bar­dziej pra­co­chłon­ne, niż myśla­łem. Cie­ka­we, czy ktoś to prze­czy­ta. A już jest wto­rek! W sobo­tę poszli­śmy do kina na „Har­ry­’e­go Pot­te­r’a”. Film jak zwy­kle był bar­dzo dobry, pomi­mo róż­nych nie­ści­sło­ści w sto­sun­ku do książ­ki. Ale o tym nie będę się roz­wo­dzić – war­to obej­rzeć i koniec, a jak ktoś tego nie lubi, to nie będę wci­skać na siłę.

Dużo cie­kaw­sze jest za to zacho­wa­nie ludzi w kinie. Poszli­śmy póź­niej (gra­ją już chy­ba ze 2 tygo­dnie), więc tłu­mów nie było. Pomi­mo to odnio­słem wra­że­nie, że nie­któ­rzy odwie­dza­ją kino, bo w domu nie mają kuch­ni, czy jedze­nia, czy nie wiem cze­go – więk­szość osób idzie się tam po pro­stu nażreć.


Jak było w górach

Cóż to ja robi­łem przez ostat­nie dni?! Przede wszyst­kim trze­ba nad­mie­nić, że przez tydzień byłem w Sude­tach, gdzie naszą „bazą” był Świe­ra­dów-Zdrój. Oto odpo­wiedź, dla­cze­go nic dłu­go nie pisa­łem. Wró­ci­łem dopie­ro w pią­tek; w sobo­tę „prze­bra­łem” zdję­cia, potem umie­ści­łem je w inter­ne­cie i teraz jestem goto­wy je zapre­zen­to­wać wraz z opi­sem, któ­ry – mam nadzie­ję, nie zanu­dzi Czy­tel­ni­ka na śmierć. Mam też do napi­sa­nia o kil­ku innych spra­wach, ale po kolei.

Piątek, dzień pierwszy – 31.07

Wyje­cha­łem z moją cio­cią sko­ro świt o 7 rano. Pomknę­li­śmy naszym rączym ruma­kiem na połu­dnie, ale dro­gą tro­chę okręż­ną, bo chcie­li­śmy jesz­cze coś zoba­czyć po drodze.

Tak więc naszym pierw­szym przy­stan­kiem był Namy­słów – ład­ne, nie­wiel­kie mia­stecz­ko, w któ­rym zaba­wi­li­śmy z 20 minut potrzeb­nych na obej­rze­nie tego, co było w pro­mie­niu 150 metrów.

Namy­słów (niem. Namslau) – mia­sto w woj. opol­skim, w powie­cie namy­słow­skim, poło­żo­ne nad Wida­wą. Mia­sto jest poło­żo­ne w gra­ni­cach Dol­ne­go Ślą­ska. Sie­dzi­ba gmi­ny miej­sko-wiej­skiej Namy­słów. W latach 1975 – 1998 mia­sto admi­ni­stra­cyj­nie nale­ża­ło do sta­re­go woj. opol­skie­go. Pra­wa miej­skie uzy­ska­no ok. 1249 roku. »

Oczy­wi­ście zro­bi­łem tam parę zdjęć:

Namysłów

Brama w Namysłowie

zdjecie_20090731_9700.jpg

Następ­ny przy­sta­nek zro­bi­li­śmy sobie w Brze­gu – tam już kie­dyś byłem.

Brzeg (niem.: Brieg) – mia­sto i gmi­na miej­ska nad Odrą, sie­dzi­ba powia­tu w woje­wódz­twie opol­skim. Powiat histo­rycz­nie przy­na­le­ży do Dol­ne­go Ślą­ska, jed­nak­że w aktu­al­nym podzia­le admi­ni­stra­cyj­nym zawar­ty jest w woj. opol­skim. »

Latem mia­sto wyglą­da jesz­cze lepiej. Powierz­chow­nie prze­szli­śmy się przez sta­rów­kę; uda­li­śmy pro­sto do Zam­ku. Tam tro­chę pocze­ka­li­śmy (bo było jesz­cze przed 10) i weszli­śmy do zam­ku. Tam zdjęć nie robi­li­śmy. God­ny uwa­gi jest szcze­gól­nie zbiór śre­dnio­wiecz­nej sztu­ki śląskiej.

Brzeg - ratusz

Wnętrze kościoła zdjecie_20090731_9724.jpg

Po Brze­gu przy­szedł czas na Świd­ni­cę – musie­li­śmy tro­chę pobłą­dzić, nim tam tra­fi­li­śmy. Naszym celem była Świą­ty­nia Poko­ju – kościół ewan­ge­lic­ki w cało­ści wyko­na­ny z drew­na (mur pru­ski) bez ani jed­ne­go gwoź­dzia. Rów­nież już tam kie­dyś byłem. Nie weszli­śmy do środ­ka, bo oka­za­ło się, że trwa­ją tam przy­go­to­wa­nia do Festi­wa­lu Bachowskiego.

Świd­ni­ca (czes. Svíd­ni­ce, niem. Schwe­id­nitz) – mia­sto i gmi­na w woje­wódz­twie dol­no­ślą­skim, w powie­cie świd­nic­kim. W latach 1975 – 1998 mia­sto admi­ni­stra­cyj­nie nale­ża­ło do woje­wódz­twa wał­brzy­skie­go. Mia­sto leży u pod­nó­ża Sude­tów, na Rów­ni­nie Świd­nic­kiej, nad rze­ką Bystrzy­cą. Od 2004 r. sie­dzi­ba die­ce­zji świd­nic­kiej. Świd­ni­ca jest jed­nym z więk­szych i waż­niej­szych miast na Dol­nym Ślą­sku. Liczą­ce 60 tysię­cy miesz­kań­ców mia­sto zosta­ło zało­żo­ne już w 990 roku, jed­nak pra­wa miej­skie otrzy­ma­ło przed 1267 rokiem. Nie­gdyś sto­li­ca Księ­stwa świd­nic­ko-jawor­skie­go, waż­ny ośro­dek kul­tu­ry i rze­mio­sła. Po II woj­nie świa­to­wej znacz­nie roz­bu­do­wa­na w wyni­ku roz­wo­ju prze­my­słu. W latach 1945 – 1990 pręż­ny ośro­dek prze­my­sło­wy z dobrze roz­wi­nię­tym prze­my­słem maszy­no­wym, środ­ków trans­por­tu, elek­tro­tech­nicz­nym, skó­rza­nym, spo­żyw­czym, radio­wym, apa­ra­tu­ry pre­cy­zyj­nej, włó­kien­ni­czym oraz odlew­ni­czym. Obec­nie ośro­dek prze­my­sło­wy (roz­wi­nię­ty prze­mysł moto­ry­za­cyj­ny, elek­tro­tech­nicz­ny, maszy­no­wy oraz spo­żyw­czy), waż­ny ośro­dek kul­tu­ral­ny, z jedy­nym w Pol­sce Muzeum Daw­ne­go Kupiec­twa oraz licz­ny­mi insty­tu­cja­mi kul­tu­ry, ośro­dek spor­tu i rekre­acji. Waż­ny węzeł dro­go­wy i kole­jo­wy. »

Świdnica - Świątynia Pokoju

zdjecie_20090731_9735.jpg zdjecie_20090731_9737.jpg

Po zwie­dze­niu Pla­cu Poko­ju, poje­cha­li­śmy do Wał­brzy­cha, gdzie znaj­du­je się zamek Książ. Na miej­scu oka­za­ło się, że zamek to tyl­ko jed­na mała sprę­żyn­ka w wiel­kim sys­te­mie biz­ne­su, jaki tam roz­krę­co­no. Zamek to oka­za­ła budow­la, ale nie dla tych, któ­rzy wolą ruiny.

Książ (niem. Für­sten­ste­in) – zamek znaj­du­ją­cy się w gra­ni­cach Wał­brzy­cha na tere­nie Ksią­żań­skie­go Par­ku Kra­jo­bra­zo­we­go. Jest jed­nym z ele­men­tów Szla­ku Zam­ków Pia­stow­skich. Jest to trze­ci co do wiel­ko­ści zamek w Pol­sce (po zam­ku w Mal­bor­ku i Zam­ku Kró­lew­skim na Wawe­lu). Nie­wiel­ka część zespo­łu pała­co­we­go jest udo­stęp­nio­na dla zwie­dza­ją­cych, w tym znaj­du­ją­cy się w czę­ści cen­tral­nej zamek pia­stow­ski. »

Brama prowadząca do zamku

zdjecie_20090731_9767.jpg zdjecie_20090731_9771.jpg

Następ­nie uda­li­śmy się do Bol­ko­wa, gdzie jest wspa­nia­ły zamek (jak się oka­za­ło, byłem w nim nie pierw­szy raz). Budow­la rze­czy­wi­ście robi wra­ża­nie. Moż­na zaglą­dać we wsze­la­kie zaka­mar­ki, wejść na wie­żę i podzi­wiać pano­ra­mę okolicy.

Bol­ków (niem. Bol­ken­ha­in) – mia­sto w woj. dol­no­ślą­skim, w powie­cie jawor­skim, sie­dzi­ba władz gmi­ny miej­sko-wiej­skiej Bol­ków, nad Nysą Sza­lo­ną (pra­wym dopły­wem Kacza­wy) w odle­gło­ści oko­ło 6 km od jej źró­dła. W latach 1975 – 1998 mia­sto admi­ni­stra­cyj­nie nale­ża­ło do woj. jele­nio­gór­skie­go. Bol­ków nale­ży do Euro­re­gio­nu Nysa. »

Stara mapa Bolkowa i okolic - zaczerpnięte z Wikipedii.
Sta­ra mapa Bol­ko­wa i oko­lic – zaczerp­nię­te z Wikipedii.
Zamek Bolków zdjecie_20090731_9796.jpg

Nagrobek

W Brze­gu poszli­śmy na obiad. Gdy zdo­by­li­śmy zamek Bol­ków, wypa­da­ło jesz­cze odwie­dzić zamek Bol­czów – któ­ry ma cha­rak­ter zgo­ła odmien­ny. Po pierw­sze, trze­ba się wspiąć na górę. Ale jesz­cze trze­ba wie­dzieć, gdzie zacząć się wspi­nać! Ale war­to. Z zewnątrz wyda­je się, że to tyl­ko kupa kamie­ni – i to nie­zbyt wiel­ka. Gdy się jed­nak prze­kro­czy bra­mę, oka­zu­je się, że kom­pleks jest bar­dzo duży i zde­cy­do­wa­nie wart tego, by chwi­lę poska­kać po jego murach. Inna zale­ta to taka, że wła­ści­wie niko­go tam nie ma.

Zamek Bolczów

Droga do zamku Bolczów

zdjecie_20090731_9835.jpg

Dzień pierw­szy miał się ku koń­co­wi, więc skie­ro­wa­li­śmy się do Szklar­skiej Porę­by, a dalej do Świe­ra­do­wa. I tak się skoń­czył dzień pierwszy.

Sobota, dzień drugi – 1.08

Tego dnia wypa­da­ło tro­chę poznać Świe­ra­dów, w któ­rym byłem pierw­szy raz. Jest to ład­ne, uro­kli­we mia­stecz­ko, w któ­rym śred­nia wie­ku w sezo­nie waha się w gra­ni­cach 65 – 80 lat. Oprócz Pola­ków kuru­ją­cych się w sana­to­riach, jest tam rów­nież bar­dzo wie­lu Niem­ców i Czechów.

Aku­rat miał miej­sce wyścig rowerowy.

Świeradów-Zdrój - wyścig kolarski

Dom Zdrojowy

Hala Spacerowa w Domu Zdrojowym

Cen­trum Świe­ra­do­wa sta­no­wi uli­ca Zdro­jo­wa wraz z Domem Zdro­jo­wym (obraz­ki środ­ko­wy i pra­wy). W środ­ku jest hala spa­ce­ro­wa, pocz­ta i tym podob­ne. Jest tam tak­że pijal­nia wody o wie­lu wła­ści­wo­ściach. Jed­ną z wła­ści­wo­ści jest moż­li­wość spę­dze­nia wie­lu chwil na toa­le­cie (chy­ba spe­cjal­nie poją ludzi tą wodą, by zmniej­szyć zalud­nie­nie na uli­cach; w cza­sie gdy poło­wa miesz­kań­ców jest przy­ku­ta do sede­su, resz­ta może cie­szyć się ład­ną pogodą).

Po połu­dniu poje­cha­li­śmy do Har­ra­cho­va (to tam, gdzie Mamu­cia Skocz­nia). To nie­wiel­kie mia­stecz­ko przy gra­ni­cy, podob­ne do Kar­pa­cza czy Szklar­skiej Porę­by. Dzię­ki znaj­du­ją­cej się tam kolej­ce moż­na wje­chać na bar­dzo ład­ną górę, tro­chę sobie tam posie­dzieć, popo­dzi­wiać wido­ki i wró­cić. Ceny są tam na pew­no niż­sze niż w Polsce.

Harrachov (tam gdzie Mamucia Skocznia)

Wjazd na górę

zdjecie_20090801_9928.jpg

Niedziela, dzień trzeci – 2.08

Na nie­dzie­lę zapla­no­wa­li­śmy cało­dnio­wą wyciecz­kę do Czech. Jej głów­nym celem był Zamek Tro­sky, któ­ry ma dwie cha­rak­te­ry­stycz­ne wie­że – „Babę” i „Pan­nę”, co podob­no było inspi­ra­cją dla Tol­kie­na. Zamek znaj­du­je się koło Roven­ska pod Tro­ska­mi. Mie­li­śmy też oka­zję zoba­czyć insce­ni­za­cję histo­rycz­ną (coś takie­go, jak u nas na Zawodziu).

Zamek Trosky

Podobno od tych dwóch wież wzięły się "Dwie Wieże" Tolkiena

Pierwszy raz widziałem takie ptacholce na smyczy

Ale zamek Tro­sky był dopie­ro począt­kiem naszej wypra­wy. Następ­nie uda­li­śmy się do Jiczy­na – „ojczy­zny” Rum­caj­sa. Mia­sto ma pięk­ną sta­rów­kę, ale ze wzglę­zu na upał nie przy­glą­da­li­śmy się jej za bar­dzo. W muzaum posta­ci z baj­ki też byli­śmy (nic ciekawego).

W Jicinie (miasto Rumcajsa)


zdjecie_20090802_0003.jpg zdjecie_20090802_0009.jpg

Następ­nym punk­tem wyciecz­ki miał być powrót do domu, ale tak się zło­ży­ło, że poje­cha­li­śmy do Hru­bej Hory. Jest to coś na kształt mia­sta skal­ne­go; jest tam też zamek, ale prze­ro­bio­ny na hotel i nie moż­na wejść do środ­ka. Zamiast tego pospa­ce­ro­wa­li­śmy sobie po lasach i poska­ka­li­śmy po skałach.

Do Hrubej Hory

zdjecie_20090802_0032.jpg

zdjecie_20090802_0050.jpg

Na koń­cu odwie­dzi­li­śmy bar­dzo ład­ny zamek Vald­stajn. Potem tro­chę pobłą­dzi­li­śmy – nie uda­ło nam się zje­chać w odpo­wied­nim miej­scu z dro­gi i kawa­łek jecha­li­śmy auto­stra­dą do Pragi…

Poniedziałek, dzień czwarty – 3.08

W nie­dzie­lę były nie­spo­ty­ka­ne upa­ły, a w ponie­dzia­łek pogo­da się lek­ko zała­ma­ła. Padał deszcz, była mgła. Poje­cha­li­śmy kolej­ką gon­do­lo­wą na Stóg Izer­ski – kolej­ka jest nie­sa­mo­wi­ta; poza tym byli­śmy jedy­ny­mi pasa­że­ra­mi. Jecha­li­śmy 8 minut w wiszą­cym na linie wago­ni­ku o któ­ry walił deszcz. Gdy doje­cha­li­śmy, oka­za­ło się że pogo­da unie­moż­li­wia jaką­kol­wiek wędrów­kę, więc wró­ci­li­śmy na dół.

Ale na Dol­nym Ślą­sku nie bra­ku­je atrak­cji. W odda­lo­nej o kil­ka kilo­me­trów wsi Świe­cie znaj­du­je się kościół i ruiny zam­ku. Zoba­czy­li­śmy tak­że zamek Czo­cha – gdzie krę­co­no „Tajem­ni­cę twier­dzy szy­frów” B. Woło­szań­skie­go. W środ­ku podob­no nie ma nicze­go cie­ka­we­go, pomi­mo iż „walą” tam tłu­my. Zado­wo­li­li­śmy się zwie­dza­niem z zewnątrz. Zamek i zabu­do­wa­nia są w dosko­na­łym stanie.

zdjecie_20090803_0077.jpg zdjecie_20090803_0104.jpg zdjecie_20090803_0103.jpg
zdjecie_20090803_0125.jpg

W Zamku Czocha

Zamek Czocha


Dla zain­te­re­so­wa­nych dodam, że do Czo­cha łatwo doje­chać, bo jest to chy­ba naj­le­piej ozna­ko­wa­ny zamek w Pol­sce; dro­go­wska­zy są nawet w miej­scach odda­lo­nych o kil­ka­dzie­siąt kilo­me­trów od obiektu.

Po połu­dniu poszli­śmy „zdo­by­wać” góry w tro­chę lżej­szym wyda­niu: poje­cha­li­śmy zoba­czyć wodo­spad kamień­czyk. Stwier­dzam, że jest dużo lep­szy od wszyst­kich, jakie do tej pory widzia­łem – jest wyso­ki, ład­nie chlu­pie itd. Moż­na go obej­rzeć z dołu i z góry. Doj­ście do nie­go nie jest spe­cjal­nie skom­pli­ko­wa­ne, czy wyma­ga­ją­ce; wypa­da­ło­by jed­nak mieć buty choć tro­chę przy­sto­so­wa­ne do łaże­nia po górach nawet, jeśli nie są zbyt wyso­kie. Nie mogłem się więc powstrzy­mać by zro­bić zdję­cie całej rodzi­nie, któ­ra przy­wę­dro­wa­ła tam w japonkach.

Droga do wodospadu Kamieńczyk

zdjecie_20090803_0175.jpg

Idiotów nie brakuje; również i tu przychodzą ludzie w obuwiu -delikatnie mówiąc - nieodpowiednim

Wtorek, dzień piąty – 4.08

Pią­te­go dnia zaży­li­śmy tro­chę moc­niej­sze­go obco­wa­nia z natu­rą; poje­cha­li­śmy do Kar­ko­no­skie­go Par­ku Naro­do­we­go, wje­cha­li­śmy na Szre­ni­cę, a potem jesz­cze z niej zleźliśmy.

Wjazd na Szrenicę (straszne zdzierstwo!!!)

Hala Szrenicka

zdjecie_20090804_0213.jpg

Na Szre­ni­cę wjeż­dża się kolej­ką krze­seł­ko­wą – bilet kosz­tu­je chy­ba z 26 zł! Strasz­ne zdzier­stwo, a jedzie się w takim tem­pie, że moż­na zasnąć.

Po obie­dzie uda­li­śmy się do zam­ku Raj­sko, do któ­re­go bar­dzo trud­no doje­chać, ale wart jest zacho­du. Myślę, że to mój „ulu­bio­ny” zamek. Zwie­dzi­li­śmy też zamek Gryf, któ­ry choć wiel­ki – nie robi już takie­go wra­że­nia. (Powie­dzieć „zamek”, to chy­ba tro­chę za dużo; są tyl­ko ruiny)

Zamek Rajsko - trudno go znaleźć, ale to chyba najlepszy, jaki widziałem

zdjecie_20090804_0230.jpg zdjecie_20090804_0237.jpg

Zamek Gryf - bardzo okazały

zdjecie_20090804_0242.jpg zdjecie_20090804_0246.jpg

Po połu­dniu poje­cha­li­śmy do Nove­go Mesta, gdzie zro­bi­li­śmy pierw­sze „cze­skie” zaku­py. Poje­cha­li­śmy też do Hej­nic, gdzie jest świet­na knaj­pa posta­wio­na w XIX wie­ku i ma kształt becz­ki. War­to tam zaj­rzeć, bo jest miła obsłu­ga, jadło dobre, a ceny niż­sze niż w Polsce.

Środa, dzień szósty – 5.08

W śro­dę apo­geum osię­gnę­ła nasza kon­dy­cja wspi­nacz­ko­wa – poje­cha­li­śmy do Kar­pa­cza (od Świe­ra­do­wa jedzie się ok. godzi­ny), by wdra­pać się na Kopę a potem wczoł­gać się na Śnież­kę. W dro­dze na Kopę coniek­tó­rzy mie­li małe pro­ble­my… ale nie będę się nad tym roz­wo­dzić. Dro­ga jest bar­dzo ład­na i nie idzie się w „pro­ce­sji”. (Ale na koń­cu i tak wszyst­kich wyprze­dzi­łem) W poło­wie dro­gi na Kopę oka­za­ło się, że poziom kon­den­sa­cji tego dnia wystę­po­wał mniej wię­cej na wyso­ko­ści gór, więc widocz­ność była wła­ści­wie zero­wa. Gdy szli­śmy do Domu Ślą­skie­go, musie­li­śmy nań pra­wie wpaść, by go zauwa­żyć. Podob­nie na Śnież­ce byli­śmy, ale jej nie widzie­li­śmy. Na górze jest jakaś cze­ska knaj­pa, w któ­rej jest dusz­no i śmier­dzą­co, i chy­ba jakaś kapli­ca. W ogó­le, to nie wia­do­mo, czy się jest w Pol­sce czy w Cze­chach, bo napi­sy są raz po pol­sku, a raz po czesku.

zdjecie_20090805_0281.jpg

Ja

Zjazd z Kopy

Wra­ca­li­śmy z Kopy kolej­ką krze­seł­ko­wą, rów­nież bar­dzo dro­gą (choć nawet bile­tów nie spraw­dza­ją) w cał­ko­wi­tej mgle.


Tak teoretycznie wygląda Śnieżka - zdjęcie Wikipedii
Tak teo­re­tycz­nie wyglą­da Śnież­ka – zdję­cie Wikipedii

Czwartek, dzień siódmy i właściwie ostatni – 6.08

To ostat­ni dzień, w któ­rym coś robi­li­śmy (tzn. cie­ka­we­go i god­ne­go udo­ku­men­to­wa­nia). Na mapie Gór Izer­skich w oko­li­cach Świe­ra­do­wa wije się masa szla­ków tury­stycz­nych, posta­no­wi­li­śmy pójść jed­nym z nich, do miej­sca ozna­czo­ne­go na mapie jako „Kocioł”, towa­rzy­szy­ła mu ikon­ka ruiny.

"Kocioł" - tak było napisane na mapie

zdjecie_20090806_0341.jpg zdjecie_20090806_0340.jpg

Na miej­scu, pośród krza­czo­rów rze­czy­wi­ście były jakieś gru­zy cze­goś. Po połu­dniu poje­cha­li­śmy ostat­ni raz za gra­ni­cę; tam z Nowe­go Mia­sta ostat­ni raz poje­cha­li­śmy do Har­ra­cho­va, ale po bar­dzo krę­tej dro­dze. Nie­ste­ty na mapie Google jej nie ma.

Jezioro w Czechach
Jezior­ko

Następ­ne­go dnia naj­krót­szą tra­są poje­cha­li­śmy do Kalisza.

Insze inszości

Poza rze­cza­mi god­ny­mi tego, by wspo­mnieć je w tym miej­scu, robi­li­śmy jesz­cze inne rze­czy. To zna­czy cho­dzi­li­śmy spać z kura­mi, wsta­wa­li­śmy o szó­stej; czy­ta­li­śmy książ­ki i oglą­da­li­śmy tele­wi­zor­nie (mie­li­śmy 5 kana­łów, w tym jeden po nie­miec­ku i jeden bez dźwię­ku). Wszyst­kim naszym poczy­na­niom bacz­nie przy­glą­dał się kot.


To robił przez większość czasu
To robił przez więk­szość czasu

Tydzień spę­dzo­ny w górach nale­żał do udanych.

Wszyst­kie zdjęcia »

Mała wycieczka rowerowa

Tro­chę mi się dzi­siaj nudzi­ło, więc z kole­gą poje­cha­li­śmy na mały rajd rowe­ro­wy wzdłuż Pro­sny. Pozna­łem róż­ne cie­ka­we miej­sca, zaka­mar­ki o któ­rych wcze­śniej nie wie­dzia­łem. Byli­śmy też nad szal­skim zale­wem; zro­bi­łem tam kil­ka zdjęć.

Bułka z czekoladą

Zalew Szałe Jo!

Pogo­da dzi­siaj wyjąt­ko­wo dopi­su­je. A w pią­tek – do Świeradowa!

Kolejne zmiany maturalne

Mini­ni­ster­stwo Edu­ka­cji Naro­do­wej – jak dono­si „Gaze­ta Wybor­cza” – poszło osta­tecz­nie po rozum do gło­wy; pani z fry­zur­ką w trój­ką­cik – Kata­rzy­na Hall (któ­ra zna­na jest mię­dzy inny­mi z poglą­du, że naj­lep­sze są szko­ły pry­wat­ne), pod­ję­ła pierw­szą dobrą decy­zję od… chy­ba począt­ku swej kaden­cji. Cho­dzi o sze­ro­ko prze­ze mnie wał­ko­wa­ną spra­wę matu­ry. Pisa­łem już o tym nie raz, zwra­ca­jąc uwa­gę na absur­dal­ny pomysł ogra­ni­cze­nia moż­li­wych zda­wa­nych przed­mio­tów na pozio­mie roz­sze­rzo­nym do trzech. Całe szczę­ście – ma się to zmienić.

2010 – trzy egza­mi­ny obo­wiąz­ko­we: język pol­ski i obcy, ale zamiast jed­ne­go przed­mio­tu do wybo­ru wcho­dzi obo­wiąz­ko­wa mate­ma­ty­ka. Wszyst­kie na pozio­mie pod­sta­wo­wym. I do sze­ściu przed­mio­tów dodat­ko­wych, na pozio­mie pod­sta­wo­wym albo rosze­rzo­nym. Źró­dło: „Gaze­ta Wyborcza”

Parę tygo­dni temu, gdy nie było jesz­cze wia­do­mo – jak matu­ra będzie wyglą­dać, napi­sa­łem do CKE list – ale odpo­wie­dzi, jak na razie, się nie docze­ka­łem. Jest tyl­ko mały zgrzyt, któ­ry może prze­szko­dzić w zmia­nie zasad matu­ral­nych (choć i tak jestem dobrej myśli). Zmie­nia­jąc po raz kolej­ny warun­ki przy­stę­po­wa­nia do matu­ry, K. Hall łamie pra­wo – bo takie zmia­ny moż­na wpro­wa­dzać naj­póź­niej na dwa lata przed ich wej­ściem w życie. Dla­te­go poprzed­nio absur­dal­ne zmia­ny uda­ło się prze­my­cić (chy­ba w sierp­niu 2008. 2010−2008=2); 2010−2009=1.

Świeradów

A teraz o czymś przy­jem­niej­szym i mniej stre­su­ją­cym. Powo­li zaczy­nam się przy­mie­rzać do wyjaz­du w góry; jadę do Świer­da­do­wa w pią­tek; wyru­sza­my o 7 rano. Zacha­czy­my jesz­cze o parę innych miejsc. To nasza przy­bli­żo­na trasa:


Wyświetl więk­szą mapę

Wojna w Iraku

War­to zoba­czyć te zdję­cia z woj­ny w Ira­ku w 1991: http://lens.blogs.nytimes.com/2009/07/27/behind‑7/.

We Wrocławiu

Wczo­raj o 8. rano wyje­cha­li­śmy do Wro­cła­wia. Byłem tam już 2 czy 3 razy i choć mia­sto jest bar­dzo ład­ne, to chy­ba i tak wolę Poznań (o Kali­szu nawet nie wspominam).

Most Grunwaldzki i Most Pokoju (Wikipedia)
Most Grun­waldz­ki i Most Poko­ju (Wiki­pe­dia)

Wcho­dzi­li­śmy na 2 wie­że, byli­śmy w Piz­za Hat, poszli­śmy do Ogro­du Japoń­skie­go (pra­wie by nam kula­sy pood­pa­da­ły; wra­ca­li­śmy tramwajem).

Pogo­da była zmien­na; raz para­so­lem ochra­nia­li­śmy się od desz­czu, a raz od słońca.

Wyjazd do Wrocławia i kilka innych spraw

Jadę jutro do Wro­cła­wia. Jeśli wezmę apa­rat i kupię do nie­go  bate­rie, to może poja­wią się tutaj jakieś zdję­cia z tej wyciecz­ki. Z doświad­cze­nia wiem, że z bate­ria­mi bywa ciężko.

Kupi­łem kil­ka mie­się­cy temu aku­mu­la­tor­ki w Liro­ju Mer­li­nie, by wsa­dzić je do bez­prze­wo­do­wej kla­wia­tu­ry; oka­za­ło się, że trzy­ma­ły ener­gię jesz­cze kró­cej, niż te, któ­re były kupio­ne kil­ka lat wcze­śniej. Nato­miast jak w Cze­chach kupi­łem bate­rie, led­wie je wsa­dzi­łem, poka­zał się komunikat:

WYMIEŃ BATERIE

Pięk­nie. Więc to, czy zdję­cia się poja­wią, czy nie, wie­le zale­ży od szczęścia.

A teraz jakieś cie­ka­wost­ki. (1) Impe­rium Toruń­sko-Kato­lic­kie otwie­ra wła­sną sieć tele­fo­nii komór­ko­wej. Moż­na o tym poczy­tać tutaj.

(2) Jadę jutro do Wro­cła­wia i muszę przy­znać, że zna­le­zie­nie jakiś infor­ma­cji o tym mie­ście nie było takie pro­ste. Radzę więc temu mia­sto zadbać o lep­szy marketing.

(3) Trwa­ją pra­cę nad nowym wyglą­dem mojej stro­ny, ale wal­czę z jed­nym małym dzia­do­stwem, bo jak się oka­zu­je, zro­bio­nie wła­sne­go sza­blo­nu to nie jest taka pro­sta spra­wa. Zaraz wyja­śnię: wie­le jest dostęp­nych w inter­ne­cie apli­ka­cji, któ­re umoż­li­wia­ją „coś” – np. pro­wa­dze­nie blo­ga albo skle­pu, albo jesz­cze jakie­goś inne­go ustroj­stwa. Przy­kła­dem takie­go mecha­ni­zmu jest apli­ka­cja Word­Press, w opar­ciu o któ­rą posta­je ta stro­na. Tego typu apli­ka­cje dzia­ła­ją na tej zasa­dzie, że aby zmie­nić ich wygląd, „wystar­czy” zmie­nić spe­cjal­ny sza­blon. Nie­ste­ty w prak­ty­ce nie jest to takie proste.

(Ad. 3) Nie myśl­cie, że nie potra­fię zro­bić stro­ny inter­ne­to­wej w opar­ciu o PHPXHTML; jed­nak uży­wa­nie odpo­wied­nich mecha­ni­zmów bar­dzo uła­twia całe przed­się­wzię­cie, nawet jeśli ma się cał­kiem spo­re zacię­cie informatyczne.

(4) Jeśli cho­dzi o pogo­dę, to jest cał­kiem nie­zła. Pro­blem jest taki, że cią­gle się chmu­rzy i nie wia­do­mo, czy nagle coś na móż­dżek nie zle­ci. Z tego powo­du zawsze się waham, gdy wybie­ram się na prze­jażdż­kę rowe­ro­wą. Podob­nież szu­ka­łem dziś infor­ma­cji na temat pogo­dy we Wro­cła­wiu; sko­rzy­sta­łem z Inte­rii, One­tu i WP – wszę­dzie były sprzecz­ne informacje.

(5) Jesz­cze jed­no: w związ­ku z pogo­dą, pod taflą moni­to­ra cho­dzi armia prze­cin­kow­ców. Kie­dyś było ich ze 3. Teraz jest ich chy­ba z 15. Bbbbrrreee.

Wakacyjne plany

Waka­cje mija­ją zde­cy­do­wa­nie za szyb­ko. Ostat­nie dwa tygo­dnie „świ­snę­ły” mi koło ucha. Może to dla­te­go, że na nudę nie narze­kam. Tydzień temu byłem w Miko­rzy­nie, wczo­raj byłem w Miko­rzy­nie, we wto­rek jadę do Wro­cła­wia, a w per­spek­twie wyjazd w góry. Poza tym czy­tam książ­ki, jeż­dżę na rowe­rze i – jak to mądrze brzmi – posze­rzam swo­je zain­te­re­so­wa­nia. W mię­dzy­cza­sie rów­nież tro­chę się mar­twię, bo nie daje mi spo­ko­ju fakt, że muszę wybrać tyl­ko 3 przed­mio­ty na pozio­mie roz­sze­rzo­nym na matu­rze. W naj­bliż­szym cza­sie pla­nu­ję w tej spra­wie napi­sać do Jaśnie Oświe­co­nej CKE.

Jakiś czas temu obie­cy­wa­łem dość grun­tow­ną prze­bu­do­wę stro­ny. Jest ona już wła­ści­wie goto­wa, ale jesz­cze nie­do­koń­czo­na. Zmia­ny tyczą się głów­nie wyglą­du – któ­ry nie wiem, czy będzie ład­niej­szy, ale będzie tro­chę nowo­cze­śniej­szy; poza tym sama archi­tek­tu­ra stro­ny ule­gnie zmianie.

Muszę się wresz­cie za to zabrać.

A teraz z innej becz­ki. Na stro­nie New York Time­s’a zna­la­złem bar­dzo cie­ka­wy blog, na któ­rym codzien­nie moż­na oglą­dać nowe, bar­dzo cie­ka­we zdję­cia. Polecam

http://lens.blogs.nytimes.com/