Słuchawkowi wisielce

Na począ­tek mało opty­mia­stycz­na refleksja.

Gdy byłem w gim­na­zjum (czy­li ponad 5 lat temu) poja­wi­ły się w Pol­sce (przy­naj­mniej na szer­szą ska­lę) odtwa­rza­cze mp3, czy­li tak zwa­ne „empe­trój­ki”. Dosyć szyb­ko zyski­wa­ły one na popu­lar­no­ści; rów­nież ja wte­dy naby­łem swo­je­go iPo­da shuf­fle pierw­szej gene­ra­cji, któ­re­go mam do dzi­siaj, a któ­ry dzi­siaj mógł­by zostać sprze­da­ny na Alle­gro w dzia­le „Anty­ki”.

Myślę, że melo­ma­nia, któ­ra wte­dy owład­nę­ła spo­łe­czeń­stwem, nie­dłu­go zacznie zbie­rać swo­je krwa­we żni­wo. W jaki spo­sób? A w ten, że nie­dłu­go apa­ra­ty słu­cho­we będą czymś zupeł­nie masowym.

Pro­ble­mem nie jest rzecz jasna słu­cha­nie sobie muzy­ki przez odtwa­rzacz, ale spo­sób, w jaki się to robi. Nie­ste­ty nie­któ­rzy zosta­li tak owład­nię­ci przez Lady Gagę i Justi­na Bie­be­ra, że nie mogą się bez ich hitów obyć nawet w środ­kach komu­ni­ka­cji miej­skiej. I tu poja­wia się pro­blem: bo czy się jedzie auto­bu­sem, czy tram­wa­jem – zwy­kle jest tam gło­śno. Oka­zu­je się, że nie moż­na muzy­ki słu­chać ze „zwy­kłą” gło­śno­ścią, tyl­ko trze­ba pod­gło­sić, ile się da. Ktoś mógł­by pomy­śleć, że sko­ro hałas wytwa­rza­ny przez np. auto­bus nie jest groź­ny, to jeśli pod­gło­si­my odro­bi­nę gło­śniej, tyl­ko tyl­ko, by zagłu­szyć pojazd, to nasz słuch na tym nie ucier­pi. Tak jed­nak nie jest. Słuch bowiem uszka­dza się nie od gło­śno­ści, tyl­ko od ciśnie­nia wytwa­rza­ne­go w uchu przez drga­ją­cą mem­bra­nę gło­śni­ka. Te drga­nia powo­du­ją, że ucho prze­sta­je reago­wać na deli­kat­niej­sze bodź­ce, by być w koń­cu podat­nym tyl­ko na „łupa­nie” (to z resz­tą doty­czy nie tyl­ko słuchu).

Kie­dyś było tak, że gdy ktoś miał włą­czo­ną empe­trój­kę, to tyl­ko on ją sły­szał (takie z resz­tą było zało­że­nie tego urzą­dze­nia); gdy moż­na ją było usły­szeć „przez słu­chaw­ki” użyt­kow­ni­ka, to uzna­wa­no, że taka oso­ba to „miło­śnik moc­nych wra­żeń”. Dzi­siaj to dru­gie sta­ło się regu­łą. Nagmin­ną jest pla­gą, że musi­my słu­chać czy­je­goś odtwa­rza­cza przez czy­jeś słu­chaw­ki, któ­re wci­śnię­te są prze­cież do cudze­go ucha. Cza­sem z dru­gie­go koń­ca tram­wa­ju… Pół bie­dy, gdy jest to muzy­ka na pozio­mie, ale to się nie­ste­ty rzad­ko zda­rza. Zwy­kle są to prze­bo­je eski lub radia zet. Jed­nym sło­wem – ręce opadają.

Wnio­sek jest z tego taki, że przez słu­cha­nie muzy­ki w hała­śli­wym śro­do­wi­sku, słuch będzie się uszka­dzał. Te oso­by powin­ny już zbie­rać pie­nią­dze na apa­ra­ty słu­cho­we, bo jest kwe­stią lat, gdy będą głu­che, jak pień. Dla­te­go nie słu­cham muzy­ki w środ­kach komu­ni­ka­cji miej­skiej, ani tam, gdzie jest nad­mier­ny hałas.

Wyj­ściem z tej sytu­acji są słu­chaw­ki nausz­ne lub dousz­ne. Te są jed­nak jesz­cze rzadkością.

Teraz jesz­cze coś o wyda­rze­niach bieżących.

(1) Media dono­szą o despe­ra­tach, któ­rzy nie rzu­cim zie­mi… tzn. gło­du­ją w inten­cji nie­wpro­wa­dza­nia w życie refor­my edu­ka­cji doty­czą­cej naucza­nia histo­rii. Są to chy­ba zupeł­ni igno­ran­ci, któ­rzy nie mają bla­de­go poję­cia o tym, jak wyglą­da nauka histo­rii w szko­le. Są tak prze­czu­le­ni na wszel­kie zmia­ny, że na każ­dą pró­bę zre­for­mo­wa­nia sys­te­mu – któ­ry nie jest naj­lep­szy – reagu­ją aler­gicz­ne. Ich zabie­gi są dosyć śmieszne.

Śpie­szę z wyja­śnie­niem, dla­cze­go. Sam bowiem prze­ży­łem to na wła­snej skórze.

Obec­nie sche­mat nauki histo­rii w szko­łach wyglą­da tak, że – jak to ktoś ład­nie ujął – ucznio­wie mają trzy razy od mamu­ta do Bie­ru­ta. W szko­le pod­sta­wo­wej, gim­na­zjum, liceum uczy się w kół­ko tego same­go: cały cykl od pre­hi­sto­rii do (w teo­rii) XXI wie­ku, tyle tyl­ko, że ze stop­nio­wa­nym pozio­mem trud­no­ści i szcze­gó­ło­wo­ści (nauczy­cie­le mówią na to „tech­ni­ka spi­ra­li” czy jakoś tak).

Nie­ste­ty to nie do koń­ca zda­je egza­min. Po pierw­sze dla­te­go, że licz­ba godzin histo­rii w szko­le jest mała i nauczy­ciel nie jest w sta­nie omó­wić całe­go mate­ria­łu. Jeśli więc doje­dzie do II RP, to jest to suk­ces. Po dru­gie,  szcze­gól­nie w liceum – uczniom, któ­rzy nie są w kla­sach z roz­sze­rzo­ną histo­ria, ten przed­miot czę­sto po pro­stu zwi­sa i jest jedy­nie dodat­ko­wym utrud­nie­niem, i kolej­ną kło­dą rzu­co­ną pod nogi. Roz­sąd­niej więc by było, żeby w liceum uczyć – tych, któ­rzy nie mają histo­rii na pozio­mie roz­sze­rzo­nym – tyl­ko histo­rii XX wie­ku. Jest to chy­ba jed­na z nie­licz­nych roz­sąd­nych reform edu­ka­cji w ostat­nich latach.

(2) Już pią­ty 4 dzień kwiet­nia, więc za 6 dni… wszy­scy wie­dzą co. Uak­tyw­nia­ją się już smo­leń­skie wdo­wy i posłusz­ne woj­ska radia toruń­sko­ka­to­lic­kie­go. Na nowo zaczę­to młó­cić mgłę, brzo­zę, sta­tecz­nik etc. Macie­re­wicz – w szczy­to­wej for­mie – bo może swo­je świet­ne pomy­sły gło­sić nawet na ante­nie TVN 24. A fak­ty są, jakie były.

W obronie tradycyjnie pokrzywdzonych

Nie­daw­no dowie­dzia­łem się przy­pad­kiem, że ktoś jed­nak cza­sem na tę moją stro­nę zaglą­da. Tro­chę mnie to prze­stra­szy­ło: bo z jed­nej stro­ny chciał­bym napi­sać to, co myślę (choć nie zawsze wiem jak ubrać to w sło­wa) ale z dru­giej – gdy­bym pisa­ło wszyst­ko, na co mam ocho­tę – wie­le osób być może wię­cej by się do mnie nie ode­zwa­ło 😀 Cho­ciaż może i to mieć swo­je dobre stro­ny. Tak więc mam pro­blem, bo muszę z jed­nej stro­ny pisać ostroż­nie, a z dru­giej: napi­sać to, co chcę powiedzieć.

Zacznij­my może od małe­go prze­glą­du stron inter­ne­to­wych. Zaglą­dam (niby przy­pad­ko­wo) na stro­nę Die­ce­zji Kali­skiej. A tam co nas wita na pierw­szej stro­nie? List w obro­nie kon­cer­nu medial­ne­go kościo­ła toruń­sko­ka­to­lic­kie­go. Naj­pierw było życie od poczę­cia, potem wał­ko­wa­nie zła in vitro, nie­dłu­go będzie obro­na embrio­nów, ale póki co – wyima­gi­no­wa­ne ata­ki na prze­mysł miło­ści ojca inka­sen­ta. Wśród zasług toruń­skie­go nadaw­cy wymie­nio­no m.in. ewan­ge­li­za­cję, sze­rze­nie patrio­ty­zmu i deba­ty kom­pe­tent­nych ludzi. Zapo­mnia­no jesz­cze o szko­le oplu­wa­nia i mery­to­rycz­nych dys­ku­sjach słu­cha­czy. Cie­ka­we czy gdy skry­bo­wie mojej kurii pisa­li o kom­pe­tent­nych ludziach mie­li na myśli głów­ne­go ide­olo­ga RM czy może kogoś jesz­cze bar­dziej kompetentnego…

Aura arcy­chrze­ści­jań­skiej roz­gło­śni roz­no­si się po Kali­szu. Na począt­ku roku w „Poli­ty­ce” napi­sa­no o nowym zja­wi­sku: chur­chin­gu. Wier­ni cho­dzą od kościo­ła do kościo­ła szu­ka­jąc takie­go, gdzie nie będzie kaza­nia dla mohe­ro­wych bere­tów, pety­cji w obro­nie RM czy gada­nia o nihi­liź­mie moral­nym złej i paskud­nej mło­dzie­ży, któ­ra gło­su­je na Pali­ka­ta. Moż­na zauwa­żyć, że coraz wię­cej ludzi cho­dzi do kościo­ła gar­ni­zo­no­we­go, gdzie nie się­ga­ją mac­ki nasze­go biskupa.

Morał z tego jest taki, że Kościół w Pol­sce jest głów­nym wspie­ra­ją­cy elek­to­rat Ruchu Pali­ko­ta, bo im wię­cej będzie takie­go glę­dze­nia przy ołta­rzu, tym wię­cej osób będzie gło­so­wać na „nihi­li­stów”. Tro­chę to smut­ne, bo pod­czas gdy Kościół na Zacho­dzie Euro­py sta­je na rzę­sach by przy­cią­gnąć wier­nych do sie­bie, nasz wspa­nia­ły epi­sko­pat raź­nym kro­kiem zmie­rza do prze­pa­ści. Nie wąt­pię w to, że wśród duchow­nych jest wie­lu wspa­nia­łych ludzi o któ­rych pew­nie nawet nie wie­my; szko­da tyl­ko, że na pierw­szej linii stoi Rydzyk z Michalikiem.

PS. Na dzi­siaj star­czy. Nid­gy nie przy­pusz­cza­łem, że na swo­jej stro­nie będę się taki­mi spra­wa­mi zajmować.

Na koniec roku

To będzie dwu­dzie­sty ósmy – i pew­nie ostat­ni – wpis w tym roku. Cie­ka­we, jak mi pój­dzie w Nowym Roku. Na deser: zdję­cie z Kalisza:

Ratusz w Kaliszu

W tym roku żad­ne spek­ta­ku­lar­ne wyda­rze­nia nie mia­ły miej­sca, nawet na Kra­kow­skim Przed­mie­ściu 🙂 Dobrze, że przy­naj­mniej pierw­szy rok stu­diów za mną i wła­ści­wie, to jestem w poło­wie drugiego.

Szczę­śli­we­go Nowe­go Roku!

Grudniowy dylemat

Pastwi­łem się wczo­raj nad wie­ko­pom­nym dzie­łem Ter­ren­ce­’a Malic­ka i zupeł­nie prze­sze­dłem obo­jęt­nie wobec fak­tu Świąt Boże­go Naro­dze­nia. Cze­ka­łem na nie dwa­na­ście mie­się­cy, a ich już nie ma. Chęt­nie bym sobie posłu­chał jesz­cze swo­jej kolek­cji muzy­ki bożo­na­ro­dze­nio­wej – lek­kich ame­ry­kań­skich pio­se­nek, czy choć­by „Baro­ko­wych Świąt”, ale nie jestem pewien, czy wypa­da. Przez cały rok nie słu­cha­łem pły­ty Lore­eny McKen­nitt „A win­ter…” (coś­tam) cze­ka­jąc na odpo­wied­nią chwi­lę, tj. Wigi­lię – nie chciał­bym bowiem, żeby mi te utwo­ry się znu­dzi­ły lub spo­wsze­dnia­ły; nie miał­bym wte­dy, cze­go słu­chać za rok. Tak czy owak, nie wiem, co teraz zro­bić. Na szczę­ście zosta­ło jesz­cze parę wol­nych dni. Poza tym zbli­ża się koniec roku i wszyst­kie sta­cje tele­wi­zyj­ne będą się prze­ści­gać na pod­su­mo­wa­nia i „nju­sy roku” – któ­ra kata­stro­fa była naj­więk­sza, w któ­rym ata­ku ter­ro­ry­stycz­nym zgi­nę­ło naj­wię­cej ludzi etc. Strach włą­czać telewizor.

11 listopada (11.11.11)

I pro­szę – dopie­ro co jed­ne świę­ta się skoń­czy­ły, a już mamy następ­ne. Dzi­siaj bowiem przy­pa­da Świę­to Nie­pod­le­gło­ści, któ­re choć miłe i przy­jem­ne, to nie zapew­nia takich atrak­cji jak Wszyst­kich Świę­tych (w cza­sie któ­rych moż­na upra­wiać grob­bing). No i pogo­da nie jest już taka, jak była, bo znacz­nie się ozię­bi­ło, ale kogo to obcho­dzi, gdy nie trze­ba wca­le z domu wycho­dzić, tyl­ko moż­na grzać kula­sy przy kaloryferze.

Google pamię­ta

Uro­czy­stość, któ­rą dzi­siaj obcho­dzi­my wywo­łu­je nie­ste­ty też tro­chę mie­sza­ne uczu­cia, gdy pomy­śli się o atrak­cjach, któ­re nie­któ­rzy chcą zgo­to­wać innym. Mówię tu o pla­no­wa­nych „mar­szach nie­pod­le­gło­ści” orga­ni­zo­wa­nych przez szo­wi­ni­stów i kse­no­fo­bów z Mło­dzie­ży Wszech­pol­skiej i tym podob­nych róż­nych śmiesz­nych orga­ni­za­cji. W Kali­szu nam to nie gro­zi, ale w więk­szych mia­stach moż­na spo­dzie­wać się burd wywo­ły­wa­nych przez wszech­po­la­ków w asy­ście kibo­li i róż­nych faszy­zu­ją­cych ugru­po­wań. Ich zda­niem marsz jest to marsz patrio­tów, ale jakoś w SJP nie natra­fi­łem na żad­ne stwier­dze­nie suge­ru­ją­ce, że patrio­ta to ktoś, kto bie­ga z pochod­nia­mi po uli­cy krzy­cząc, że „Pol­ska dla Pola­ków” i „Żydzi na Madagaskar”.

Sko­ro wał­ku­ję już ten nie­przy­jem­ny temat, to dodam do tego dru­gi. Cho­dzi mi mia­no­wi­cie o kne­blo­wa­nie ks. Boniec­kie­go. Oczy­wi­ście, sko­ro nale­ży on do zgro­ma­dze­nia maria­nów, to winien jest im posłu­szeń­stwo, bo pew­nie tako­we ślu­bo­wał. Szko­da tyl­ko, że ktoś, kto pod­jął tę decy­zję zapo­mniał o tym, że w ten spo­sób zmu­sza się do mil­cze­nia jeden z nie­licz­nych gło­sów roz­sąd­ku w pol­skim Koście­le. Epi­sko­pat każe nam słu­chać radia ojca-inka­sen­ta, któ­re z chrze­ści­jań­ską miło­ścią bliź­nie­go ma nie­wie­le wspól­ne­go, bo i po co, sko­ro łatwiej wci­skać ludziom kit – a zabra­nia wypo­wia­da­nia się czło­wie­ko­wi, któ­ry robi co może, by nie znie­chę­cać (bo w tej mate­rii Epi­sko­pat radzi sobie świet­nie), a wręcz zachę­cać do Kościo­ła. Cie­ka­we, kie­dy sza­now­na Kon­fe­ren­cja zre­flek­tu­je się, że w ten spo­sób postę­pu­jąc szko­dzi przede wszyst­kim sobie.

Do Gołuchowa

W ostat­nią sobo­tę poje­cha­li­śmy na dłu­ga­śną wyciecz­kę rowe­ro­wą do Gołu­cho­wa. Co z tego, że pro­wa­dzi do tego miej­sca ścież­ka rowe­ro­wą, sko­ro bie­gnie ona wzdłuż dro­gi kra­jo­wej, na któ­rej ruch jest jak na auto­stra­dzie, choć z pew­no­ścią auto­stra­da to nie jest. Trze­ba więc było jechać tro­chę na oko­ło, po róż­no­ra­kich wio­chach małych i dużych. W jed­ną stro­nę – jedzie się ok 70 minut. Czy­li dosyć dłu­go. Jak wró­ci­łem, myśla­łem, że mi kula­sy poodpadają.

Sko­ro byłem na takiej faj­nej wyciecz­ce, to chy­ba lepiej o niej pisać, niż np. o tym, co prze­czy­ta­łem dzi­siaj we „Wprost”, że Kaczyń­ski z Rydzy­kiem doszczęt­nie zawłasz­czy­li już sank­tu­arium na Jasnej Górze; nie napi­szę rów­nież o tym, że – jak gło­szą plot­ki krą­żą­ce po Kali­szu – ma zostać zli­kwi­do­wa­ny kościół gar­ni­zo­no­wy, a co za tym idzie – ostat­ni bastion roz­sąd­ku w naszej die­ce­zji wpad­nie w łapy Napierały.

Burze i ulewy, i jeszcze płacenie kartą

Sezon ogór­ko­wy w peł­ni, więc pisać mogę choć­by o pogodzie.

A jest o czym. Wczo­raj było odro­bi­nę wietrz­nie – i tyle, ale nie spe­cjal­nie gorą­co. W nocy zro­bi­łem sobie prze­ciąg w poko­ju i dało się wytrzy­mać. Nad ranem zaczę­ły walić pio­ru­ny, ale zupeł­nie na sucho 🙂 Cie­ka­wie zro­bi­ło się chwi­lę przed 7 rano: wte­dy runął deszcz i było to coś zupeł­nie nie­sa­mo­wi­te­go – jak­by ktoś odkrę­cił  mak­sy­mal­nie prysz­nic. Ule­wa nie­sa­mo­wi­cie zaci­na­ła w okna, więc musia­łem je zamknąć.

Burze

Pio­ru­ny wali­ły dalej, ale jak pod­nio­słem role­tę, to oka­za­ło się, że nie dość, że leje i nie dość, że burza, to jesz­cze do tego spo­śród czar­nych chmur wyzie­ra słoń­ce. Tak więc pogo­da zupeł­nie zwa­rio­wa­ła. Ma to swo­je zale­ty, bo burze mają być dzi­siaj w całej Pol­sce cały dzień. Więc może w Kali­szu limit został już wyczer­pa­ny i do koń­ca dnia będzie spokój.

Cie­ka­wą wia­do­mość usły­sza­łem przed chwi­lą w wia­do­mo­ściach w radio­wej Trój­ce. Poru­szo­no kwe­stię pła­ce­nia kar­ta­mi płat­ni­czy­mi w skle­pie i zwią­za­ny­mi z tym limi­ta­mi (np. „pła­ce­nie kar­tą od 15 zł” – dosyć czę­ste, szcze­gól­nie w małych skle­pach). UOKiK twier­dzi, że nie naru­sza to praw kon­su­men­ta i moim zda­niem to praw­da. Praw­da jest taka, że jeże­li na każ­dej trans­ak­cji poni­żej ok. 20 zł sklep po pro­stu spo­ro tra­ci; dla dużych sie­ci to nie pro­blem, ale dla mniej­szych – już tak. Rzecz­nik (czy ktoś taki) Związ­ku Ban­ków Pol­skich stwier­dził, że  w tej sytu­acji naj­lep­szy jest boj­kot takich skle­pów. Co za idio­tyzm! Zza tej wypo­wie­dzi wyzie­ra nic inne­go, jak pazer­ność ban­ków, któ­re masę for­sy zara­bia­ją na trans­ak­cjach kar­ta­mi – dla­te­go też tak chęt­nie wci­ska­ją je swo­im klien­tom przy każ­dej oka­zji. W pew­nym skle­pie sprze­daw­czy­ni powie­dzia­ła nam wprost, że nie ma ter­mi­na­la, bo wte­dy musia­ła­by pod­nieść ceny. Oczy­wi­ście jest więc tak, że za te wygo­dy, jak pła­ca­nie kar­tą, koniec koń­ców i tak zapła­ci kon­su­ment. Podob­nie jest z mały­mi pod­wyż­ka­mi podat­ków (np. o 1 punkt pro­cen­to­wy). Teo­re­tycz­nie pod­wyż­ka ceny towa­ru powin­na być zupeł­nie nie­zau­wa­żal­na, w prak­ty­ce jed­nak sprze­daw­cy lubią sobie „zaokrą­glić”.

Kie­dy sobie tak myślę, jaki ten świat jest bez­na­dziej­ny 🙂 to przy­po­mi­na mi się jed­nak jed­na z nie­licz­nych rze­czy, któ­rych nauczy­łem się na pół­rocz­nym kur­sie eko­no­mii w pierw­szym seme­strze: że czło­wiek tak napraw­dę kie­ru­je się wła­snym szczę­ściem i dąży do opty­ma­li­za­cji, a prze­cież pod­wyż­ka cen towa­rów, to wię­cej szczę­ścia dla sprze­daw­ców 😉 Koń­czę tym opty­mi­stycz­nym akcentem.

Rocznicowy cyrk smoleński

Ufff… Zbio­ro­wym wysił­kiem prze­trwa­li­śmy jakoś śmier­cio­no­śne i obłą­kań­cze miste­rium obcho­dów rocz­ni­cy kata­stro­fy w Smo­leń­sku. Jak ktoś nie włą­czał tele­wi­zo­ra, to miał szan­sę, że ciśnie­nie nie wzro­śnie mu nad­mier­nie oglą­da­jąc wypo­wia­da­ne w ilu­mi­na­cyj­nej eks­ta­zie sło­wa Kaczyń­skie­go, że „«zosta­li zdra­dze­ni o świ­cie»”. Na uli­cę (ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem Kra­kow­skie­go Przed­mie­ścia) wylę­gły zastę­py pre­nu­me­ra­to­rów „Gaze­ty Pol­skiej” z jej redak­to­rem naczel­nym gło­szą­cym róż­no­ra­kie para­no­idal­ne tezy.

Poja­wił się nowy pro­jekt pomni­ka, naresz­cie taki, któ­ry ewen­tu­al­nie moż­na­by przy­jąć. Ja od począt­ku jestem prze­ciw­ni­kiem sta­wia­nia pomni­ków, a w szcze­gól­no­ści pod Pała­cem Pre­zy­denc­kim. Uwa­żam, że z miej­sca urzę­do­wa­nia pre­zy­den­ta nie moż­na robić mau­zo­leum. Adam Małysz zadał pyta­nie, któ­re wie­lu cisnę­ło się na usta: jak to moż­li­we, że czci się zmar­łe­go w miej­scu jego pracy?

Ofia­ry kata­stro­fy mają już całą masę tablic ku czci, pomnik na Powąz­kach (jak naj­bar­dziej zasłu­żo­ny) i Wawel nie­mal­że na wła­sność. Pro­jekt świetl­nych kolumn jest nie­zły, bo jest wła­ści­wie pierw­szym pomy­słem, któ­ry nie nosi zna­mion szwan­ko­wa­nia mózgu jego pro­jek­tan­tów… to zna­czy, nie­zu­peł­nie. Był­by to pomnik będą­cy raczej insta­la­cją arty­stycz­ną, a sym­bo­li­ka jest umiar­ko­wa­na, nie ma nad­mia­ru pato­su. Tak więc, jak napi­sa­ła D. Jarec­ka „wszy­scy ode­tchnę­li”… Ale niezupełnie:

Pro­mie­nie mia­ły­by wycho­dzić z reflek­to­rów umiesz­czo­nych w chod­ni­ku, a każ­dy reflek­tor – zapo­wia­da autor pro­jek­tu – opra­wio­ny był­by w rodzaj ryn­gra­fu z nazwi­skiem zmar­łe­go. A ja uwa­żam, że tam, gdzie ryn­graf, musi być miecz. A tam, gdzie miecz, musi być tak­że i honor, i zemsta. Szy­chal­ski mówi też, że inspi­ro­wał się słu­pa­mi świa­teł na miej­scu nowo­jor­skie­go Gro­und Zero. Jak wia­do­mo, była to for­ma upa­mięt­nie­nia ofiar zama­chu. Stąd już pro­sta dro­ga do kon­klu­zji, jaką widzia­łam na jed­nej z flag powie­wa­ją­cych w cza­sie rocz­ni­co­wej demon­stra­cji przed Pała­cem Pre­zy­denc­kim: „To był zamach”. For­ma świetl­ne­go pomni­ka jest może i nowo­cze­sna, ale treść, jaką nie­sie, już mniej: wal­ka, odwet, atak.

Wię­cej… http://wyborcza.pl/1,75968,9436740,Pomnik_mgly.html#ixzz1JZS8NOIs

Jak już poświę­cam cały post na ten cyrk, to będę to cią­gnąć dalej.

W „Poli­ty­ce” zamiesz­czo­no cie­ka­wą rela­cję wyda­rzeń z Kra­kow­skie­go Przedmieścia:

Jak moż­na było prze­wi­dy­wać, Kra­kow­skie Przed­mie­ście w War­sza­wie zosta­ło zaanek­to­wa­ne na spe­cy­ficz­ne naro­do­we teatrum, z ory­gi­nal­ną dra­ma­tur­gią, rekwi­zy­ta­mi, akto­ra­mi i suflerami. (…)

W sobo­tę, o godz. 14 star­sza pani robi pierw­szy ołta­rzyk z przy­wią­za­nych do latar­ni por­tre­tów śp. pre­zy­den­ta z mał­żon­ką. Roz­da­je zdję­cia z ubie­gło­rocz­nej żało­by. Pod ołta­rzyk dołą­cza­ją kolej­ne panie, wita­jąc się jak sta­re znajome. (…)

Tłum prze­no­si się pod amba­sa­dę [Rosji]. (…) Tu – jest – Polska! (…)

Tym­cza­sem pod pała­cem na Kra­kow­skim ludzie szep­cą róża­niec. Mło­da kobie­ta przy­no­si worek meda­li­ków z Mat­ką Boską. Jest akcja – nale­ży po cichu obło­żyć nimi teren wokół pała­cu, wci­ska­jąc meda­li­ki mię­dzy szpa­ry chod­ni­ka. Obo­wią­zu­je cał­ko­wi­ty zakaz han­dlu zniczami. (…)

Zbli­ża się sym­bo­licz­na godz. 8.41. Księ­ża przed kościo­łem udzie­la­ją komu­nii. Ludzie klę­ka­ją na chodnikach. (…)

«Od powie­trza, gło­du, ognia, woj­ny TVN‑u i PO – wybaw nas Panie.»

Źró­dło: A. Dąbrow­ska, J. Dzia­dul, J. Cie­śla, E. Giet­ka, W. Mar­kie­wicz, R. Socha „Taka nasza pamięć” [w:] „Poli­ty­ka” nr 16 (2803), 16 kwiet­nia 2011

Do tego wszyst­kie­go docho­dzi jesz­cze afe­ra z tabli­cą w miej­scu kata­stro­fy. Dla mnie jest jasne, że MSZ nic w tej spra­wie nie zro­bi­ło, aby przy­pad­kiem nie ura­zić rodzin ofiar, któ­re w dużej mie­rze hoł­du­ją mono­po­lo­wi na żało­bę. Wia­do­mo, że jeśli pol­skie służ­by coś by z tym zro­bi­ły, zaraz zosta­ły­by uzna­ne za „wro­gów RP”, „zaprzań­ców” etc. etc.

Oto bowiem dwie smo­leń­skie wdo­wy, panie Kur­ty­ko­wa i Mer­to­wa, nale­żą­ce do gro­na tych kil­ku demon­stru­ją­cych nie­ustan­ne nie­za­do­wo­le­nie ze wszyst­kie­go, co robią Rosja­nie i pań­stwo pol­skie oraz mają wła­sne pomy­sły, ucho­dzą pra­wie za naro­do­we boha­ter­ki, a przed­mio­tem ata­ku są wszy­scy inni. Przede wszyst­kim oczy­wi­ście Rosja­nie, któ­rych ska­za­no za wywo­ła­nie skan­da­lu, zanim kto­kol­wiek zapy­tał, skąd ta tabli­ca w Smo­leń­sku się wzię­ła, ale tak­że nasze Mini­ster­stwo Spraw Zagra­nicz­nych. Kry­ty­ka MSZ jest oczy­wi­ście słusz­na, bowiem jeże­li przez kil­ka mie­się­cy ze zwy­czaj­ne­go stra­chu przed smo­leń­ski­mi wdo­wa­mi, kie­ru­ją­cy­mi się podob­no „odru­chem ser­ca” (to nad­zwy­czaj­nie mod­ne okre­śle­nie zacho­wa­nia Pań, któ­re spro­ku­ro­wa­ły ten skan­dal) lub z dość roz­po­wszech­nio­ne­go w Pol­sce myśle­nia, że prze­cież „jakoś to będzie” i lepiej awan­tu­ry w kra­ju nie wywo­ły­wać, nie robi się nic, to uspra­wie­dli­wie­nia nie ma. Oczy­wi­ście, jaka mogła­by być awan­tu­ra, gdy­by to Pola­cy usu­nę­li tabli­cę, wyobra­zić sobie nie­trud­no. Przy­kła­dów kon­flik­tów wła­ści­wie bez powo­du mamy aż nadmiar.

Źro­dło: Skrót myślo­wy – Blog J. Paradowskiej

Po roku

Już kwie­cień, a jak kwie­cień i do tego 9., to wia­do­mo, cze­go to pra­wie rocz­ni­ca. Nie chciał­bym o tym pisać po raz kolej­ny, by nie sta­wać w jed­nym rzę­dzie z wszyst­ki­mi media­mi w tym kra­ju, któ­re kata­stro­fę samo­lo­tu w Smo­leń­sku potrak­to­wa­ły jako temat roku i wał­ko­wa­ły go nie­mal przez 24 godzi­ny na dobę. Natu­ral­nie, ta kata­stro­fa jest tema­tem roku, o ile nie jest tema­tem deka­dy… Nie­mniej jed­nak każ­dy temat się w koń­cu znu­dzi: nie­któ­rym po mie­sią­cu, nie­któ­rym po tygo­dniu (to ja), a nie­któ­rym po latach. Dzię­kuj­my więc cukro­wi, któ­re­go cena wzro­sła, Japo­nii, w któ­rą ude­rzy­ło tsu­na­mi, że dzię­ki nim w cią­gu ostat­nich 12 mie­się­cy mie­li­śmy choć na chwi­lę o czas, by wziąć oddech od sta­tecz­ni­ków, czar­nych skrzy­nek, pomni­ków, krzy­ży, wra­ków, rdze­wie­ją­cych wra­ków i jesz­cze raz sta­tecz­ni­ków, i jesz­cze raz czar­nych skrzy­nek i rapor­tów, wyja­śnień etc. etc. O krzy­żu, pomni­ku i Kaczyń­skim na Wawe­lu już pisa­łem, więc nie będę tego kolej­ny raz powie­lać. Mógł­bym jesz­cze wspo­mnieć o teo­riach Radia Mary­ja i spół­ki nt. sztucz­nej mgły, strza­łów itd., tyl­ko po co…

A jutro przyj­dzie czas na opo­wia­da­nie jubi­le­uszo­we. Jak ktoś poczu­je, że nie ma siły włą­czyć tele­wi­zo­ra, to może je sobie przeczytać.

Protest

Wra­ca­łem sobie dzi­siaj do domu z wykła­du i jak co dzień prze­cho­dzi­łem koło Urzę­du Woje­wódz­kie­go przy Al. Nie­pod­le­gło­ści. A tam taki widok:

Pro­test

To chy­ba była jakaś akcja zdy­cha­ją­cej par­tii Lep­pe­ra. Mia­ła być wiel­ka mani­fe­sta­cja, ale chy­ba nie wyszło… (choć po dru­giej stro­nie uli­cy sta­ło dwóch policjantów).

Już w domciu

Gdy w czwar­tek wra­ca­łem w cen­trum do swo­je­go lokum, nic się nie wyko­le­iło. A szkoda.

Teraz jestem już w Kali­szu, a podróż, jaką zafun­do­wa­ły mi Prze­wo­zy Regio­nal­ne do spół­ki z PKP zapa­mię­tam na dłu­go. Pociąg oczy­wi­ście o poło­wę za mały, ścisk wiel­ki (sta­łem do Kotli­na); na dwor­cu w Pozna­niu brak infor­ma­cji i bie­ga­nie pomię­dzy pero­na­mi. Jed­nym sło­wem podróż pocią­giem przy­po­mi­na raczej wywóz­kę bydła do rzeźni.

Dwa tygo­dnie byłem odcię­ty od tele­wi­zo­ra. Teraz włą­czam, a tam, oczy­wi­ście gęba Jaro­sła­wa. Nie­daw­ne pisa­łem o tym, że Rydzyk został ska­za­ny za nada­wa­nie reklam na ante­nie roz­gło­śni kościo­ła toruń­sko­ka­to­lic­kie­go, ale – jako oso­ba nie­by­wa­le spryt­na – już zwą­chał spi­sek maso­nów i anty­chry­sta. Ostat­nia odro­bin­kę uci­chła spra­wa kata­stro­fy, ale – niech nikt się nie łudzi – straż­ni­cy pań­stwa czu­wa­ją. J. Gosiew­ska ostat­nio oświad­czy­ła, że tak napraw­dę, to nie wia­do­mo, kto leży w trum­nie.

I na koniec to, co prze­czy­ta­łem w ostat­nie „Poli­ty­ce”:

(…) czy­li Jaro­sław K., któ­ry zro­bi dowol­ny pożar, na dowol­ny temat i w dowol­nym miej­scu. Niech go Napie­ral­ski spraw­dzi. Wystar­czy szep­nąć: – No, Zale­wu Zegrzyń­skie­go toby pan pre­zes nie sfaj­czył. I tyl­ko przez Błasz­cza­ka albo Hof­ma­na dodat­ko­wo prze­ka­zać, że w Zale­wie Zegrzyń­skim co dzień kąpie się Bar­to­szew­ski, żeby mieć czy­ste sumie­nie. Za tydzień mamy pod Zegrzem Pusty­nię Gobi.
Wię­cej pod adre­sem http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1513802,1,pies-czyli-kot.read#ixzz1GMogRyW3

Źró­dło: S. Tym „Obia­dek” [w:] „Poli­ty­ka” nr 11 (2798), 12 mar­ca 2011

Wiosenny tramwaj

Góra Prze­my­sła. Czuć już wiosnę

Taki dziś się zro­bił ład­ny dzień. To zna­czy nie od razu. O szó­stej rano było ‑6ºC, czy­li było cał­kiem zim­no. Dla odmia­ny teraz jest chy­ba +6ºC; w każ­dym razie jest dość cie­pło, a słoń­ce zaglą­da w okno, więc widać, jakie jest brud­ne. Teraz trze­ba mieć nadzie­ję, że nie­dłu­go zacznie się wszyst­ko zielenić.

Ten sen­no­wio­sen­ny nastrój z pew­no­ścią zmie­nił tram­waj, któ­ry wyko­le­ił się na Kór­nic­kiej, nie­mal na moich oczach. Wyglą­da­ło to dość efek­tow­nie, bo nie co dzień widzi się koła tram­wa­ju na chodniku.

Dru­gi wagon miał ocho­tę prze­je­chać się po chodniku

A może ten tram­waj miał (jak to kie­dyś w Trój­ce ujął W. Mann) wio­sen­ne ocipienie?

PS. Moż­na o tym też prze­czy­tać na stro­nie MPK.

Rydzyk zapłaci

Nie­by­wa­łe, cud się stał. Wresz­cie ktoś zauwa­żył, że Radio Mary­ja popeł­nia prze­stęp­stwa w ete­rze. Ku mojej satys­fak­cji Ojciec Dyrek­tor bek­nie za to, że na ante­nie wzy­wa do nie­le­gal­nych zbió­rek pie­nię­dzy, czy­li jed­nym sło­wem cyc­ka pie­nią­dze od słu­cha­czy, któ­rych naj­pierw pod­da­je pra­niu mózgu.

Kara jest śmiesz­nie niska. Z resz­tą są waż­niej­sze spra­wy. Kie­dy orga­ny ści­ga­nia zro­bią coś z anty­se­mi­ty­zmem, szo­wi­ni­zmem, zbo­cze­nia­mi ide­olo­gicz­ny­mi i nawo­ły­wa­niem do prze­mo­cy na ante­nie roz­gło­śni kościo­ła toruń­sko-kato­lic­kie­go? KRRiT dzia­ła bar­dzo opie­sza­le. A prze­cież na te wszyst­kie prze­wi­nie­nia są praw­dzi­we, nama­cal­ne dowo­dy – a nie jakiś byty męt­ne jak wywo­dy redemptorysty.

Kogo to inte­re­su­je, niech pokli­ka tutaj: kse­no­fo­bia i anty­se­mi­tyzmsze­rze­nie nie­na­wi­ścijesz­cze raz kse­no­fo­biamate­ria­ły do posłu­cha­nia (np. anty­se­mi­tyzm).

S.….

Dzi­siaj mija kolej­ny mie­siąc od kata­stro­fy, któ­rej mam już ser­decz­nie dosyć. Spe­ce od poli­ty­ki (szcze­gól­nie ci piso­wi) i nie­któ­rzy dzien­ni­ka­rze (oczy­wi­ście nie mówię tutaj o mediach kon­cer­nu kościo­ła toruń­sk0-kato­lic­kie­go, bo ci są poza wszel­ki­mi mia­ra­mi) twier­dzą, że przy­czyn spad­ku popar­cia dla Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej nale­ży upa­try­wać wła­śnie w kata­stro­fie i spra­wie rapor­tu, śledz­twa itd. Nic bar­dziej myl­ne­go! Jak moż­na być tak aro­ganc­kim i krót­ko­wzrocz­nym, by tak mówić. Fakt fak­tem, popar­cie dla rzą­dy może spa­dać, ale nie dla­te­go, że kogoś obcho­dzi raport, czy śledz­two, tyl­ko dla­te­go, że wszy­scy mają już ser­decz­nie dosyć glę­dze­nia w kół­ko o tym samym i chcie­li­by już wię­cej o tym nie słyszeć.

Dzi­siaj zno­wu na Kra­kow­skim Przed­mie­ściu odby­ło się żało­sne przed­sta­wie­nie w wyko­na­niu J. Kaczyń­skie­go i jego świ­ty. A pro­pos tego nie­dłu­go opu­bli­ku­ję moje nowe opowiadanie…

3 lutego – Nowe święto

Na face­bo­oku ukon­sty­tu­owa­ła się gru­pa ludzi, któ­rzy chcą, by 3 lute­go został ogło­szo­ny Dniem Bez Smo­leń­ska. A wła­ści­wie bez cało­dnio­we­go medial­ne­go gęgo­le­nia o kata­stro­fie smo­leń­skiej, bez poka­zy­wa­nia Kaczyń­skie­go i Macie­re­wi­cza w tele­wi­zor­ni, bez wza­jem­ne­go oskar­ża­nia się i plu­cia na sie­bie. Ja się do tego całym sobą przy­łą­czam i popie­ram. Star­czy nam już tego tań­cze­nia na trumnach!

To, że w TVN24 o niczym innym nie moż­na od 10 kwiet­nia 2010 r. usły­szeć zro­bi­ło się męczą­ce już w tym­że kwiet­niu, ale po pra­wie roku, to już napraw­dę moż­na mieć dosyć. Choć­by nie wia­do­mo jakie cuda były w nie wia­do­mo jakim rapor­cie, to mi się nie chce o tym po pro­stu słuchać.

Oratorium noworoczne

W fer­wo­rze róż­nych nowo­rocz­nych spraw zapo­mniał­bym napi­sać o czymś bar­dzo waż­nym! W pią­tek byłem na fan­ta­stycz­nym kon­cer­cie w wyko­na­niu Wro­cław­skiej Orkie­stry Baro­ko­wej, Chó­ru Fil­har­mo­nii Wro­cław­skiej i czte­rech solistów.

Anna Miko­łaj­czyk – sopran
Ewa Mar­ci­niec – alt
Mar­cus Ull­mann – tenor
Jaro­sław Bręk – bas
Chór Fil­har­mo­nii im. Witol­da Luto­sław­skie­go we Wrocławiu

Wro­cław­ska Orkie­stra Barokowa
Jaro­sław Thiel – dyrygent

w pro­gra­mie:
J.S. Bach – Ora­to­rium na Boże Narodzenie 

Kon­cert był dłu­gi – trwał od 20.30 do 23.00 i skła­dał się z czte­rech kan­tat – po jed­nej na każ­dy dzień Świąt. Było warto.


Kla­we­syn Wro­cław­skiej Orkie­stry Barokowej

Nowe zdjęcia na Nowy Rok

2011

W Nowy Rok wcho­dzę 159. wpi­sem na tej stro­nie. Wypa­da­ło­by go zacząć opty­mi­stycz­nie – np. przy pomo­cy ład­nych zdjęć. Ja wczo­raj kil­ka zro­bi­łem. Teraz nie mam tyle cza­su, by spa­ce­ro­wać, szcze­gól­nie z apa­ra­tem. A chcia­łem sobie przy­po­mnieć miej­sca, w któ­rych nie byłem od jesie­ni. Pogo­da jest ład­na, tro­chę wietrz­na, w oko­li­cach 0ºC. Śnieg tro­chę top­nie­je, ale myślę, że mróz jesz­cze chwyci.


IMG621.jpg
Zima w Piwo­ni­cach. Klik­nij na zdję­cie, by zoba­czyć wię­cej obrazków


A tu są zdję­cia z całe­go świata:

Zdjęć z Kali­sza jesz­cze nie zna­la­złem, ale gdy się poja­wią, to rów­nież coś o nich wspomnę.

Co wydarzyło się w tym roku

Stud­niów­ka – matu­ra – koniec liceum Bez wąt­pie­nia jest to jed­no z naj­waż­niej­szych wyda­rzeń w moim życiu. Stud­niów­ka – przy­szła i poszła (choć przy­go­to­wy­wa­li­śmy się do niej dłu­go, szcze­gól­nie do wspa­nia­łe­go polo­ne­za), ale była bar­dzo uda­na. Dużo wię­cej moż­na napi­sać o egza­mi­nie doj­rza­ło­ści, któ­ry zda­wa­łem w maju i do któ­re­go przy­go­to­wy­wa­łem się pra­wie 3 lata. Wie­le było przy tym ner­wów. Zda­wa­łem matu­rę z pol­skie­go, histo­rii, angiel­skie­go, i (teo­re­tycz­nie) WOSu; jako kró­li­ki eks­pe­ry­men­tal­ne zda­wa­li­śmy mate­ma­ty­kę obo­wiąz­ko­wo. Szko­da, że MEN musi na nas testo­wać swo­je głu­pie pomy­sły. Wiem, że mat­ma poszła mi bar­dzo dobrze (94%), to potra­fię sobie przy­po­mnieć, ile cza­su stra­ci­łem roz­wią­zu­jąc dzie­siąt­ki testów, by być do niej odpo­wied­ni przy­go­to­wa­nym – a to kosz­tem bez­cen­ne­go cza­su wol­ne­go, świę­te­go spo­ko­ju i innych przed­mio­tów matu­ral­nych. Dużym osią­gnię­ciem było zakwa­li­fi­ko­wa­nie się do fina­łu ogól­no­pol­skie­go Olim­pia­dy Wie­dzy o Pra­wach Czło­wie­ka. Wie­le tam nie osią­gną­łem, ale repre­zen­to­wa­łem tam Wiel­ko­pol­skę, a szko­le mogłem „nabić” tro­chę punk­tów do tego idio­tycz­ne­go ran­kin­gu. Dzię­ki Olim­pia­dzie mia­łem szóst­kę z WOSu na matu­rzę za dar­mo. Ostat­nie­go dnia kwiet­nia ukoń­czy­łem liceum (z wyróż­nie­niem) i to nie byle jakie, bo kali­skie­go Asnyka.

Kata­stro­fa 10 kwiet­nia 2010 roku roz­bił się w Smo­leń­sku samo­lot z 96 oso­ba­mi na pokła­dzie, co gor­sza był wśród nich pre­zy­dent RP. Mówio­no o tym na całym świe­cie, wszy­scy skła­da­li kon­do­len­cje i było bar­dzo uro­czy­ście – aż do prze­sa­dy (wykpi­wa­ne stwier­dze­nie Oba­my, że „wszy­scy jeste­śmy Pola­ka­mi”). Ale nie kata­stro­fa jest naj­cie­kaw­sza, ale raczej to, że jest to temat wywo­łu­ją­cy skraj­ne emo­cje i do tego wał­ko­wa­ny bez umia­ru przez media od rana do nocy – i tak już jest od 9 mie­się­cy, i nie zano­si się na to, by się to skoń­czy­ło. Oczy­wi­ście, że to co się sta­ło, było bar­dzo przy­kre. Ale sta­cje tele­wi­zyj­ne przez pierw­szy tydzień (ze sta­cja­mi tele­wi­zyj­ny­mi kon­cer­nu ITI) licy­to­wa­ły się, w czy­jej ramów­ce będzie wię­cej żało­by, smut­nych melo­dii, czar­no-bia­łych zdjęć itp. O tym, co nastą­pi­ło po tym – nie chce mi się nawet pisać. Wiel­ka, ogól­no­kra­jo­wa awan­tu­ra roz­po­czę­ła się od tego, gdzie ma być para pre­zy­denc­ka pocho­wa­na. Faj­nie jest sobie zadzow­nić do Dzi­wi­sza i powie­dzieć, że „życzy­my sobie miej­sce na Wawe­lu”. Też bym tak chciał. Póź­niej róż­no­ra­kie teo­rie spi­sko­we, że zamach, że mgła wywo­ła­na sztucz­nie (Radio Mary­ja). Kon­cern medial­ny kościo­ła toruń­sk0-kato­lic­kie­go osą­dził win­nych nie­szczę­ściu już w dniu kata­stro­fy. Do tego doszło pie­niac­two Kaczyń­skie­go, Macie­re­wi­cza… aż nie­do­brze się robi. Koniec więc z tym! Ja na koń­cu tyl­ko dodam, że w żad­ną teo­rię spi­sko­wą nie wierzę.

W zgieł­ku kata­stro­fy nikt nie zauwa­żył, jakie­go piwa nawa­ży­li nam har­ce­rze umiesz­cza­jąc przed Pała­cem Pre­zy­denc­kim krzyż, któ­ry póź­niej przez mie­sią­ce był oble­ga­ny przez zastę­py fana­ty­ków reli­gij­nych czczą­cych pre­zy­den­ta jako świę­te­go męczen­ni­ka i wie­leb­ne­go ojca naro­du, któ­ry za nie­go poległ. Szop­ka zakoń­czy­ła się po wie­lu mie­sią­cach nie­zde­cy­do­wa­nia rzą­du, któ­ry bał się zare­ago­wać (bo zaraz zaczę­ło­by się typo­we dla epi­sko­pa­tu szu­ka­nie wro­ga i anty­chry­sta) i kościel­nych hie­rar­chów, któ­rzy po pro­stu umy­li ręce. Żało­sne sce­ny na Kra­kow­skim Przed­mie­ściu w War­sza­wie szyb­ko sta­ły się żela­znym punk­tem wycie­czek zarów­no pol­skich, jak i zagra­nicz­nych. Sam tam byłem.

Waka­cje W dniu, w któ­rym pod­ję­to pierw­szą pró­bę prze­nie­sie­nia krzy­ża, ja z przy­ja­ciół­mi uda­łem się na dwo­rzec kole­jo­wy w Ostro­wie Wiel­ko­pol­skim, gdzie wsie­dli­śmy do pocią­gu do Rze­szo­wa (spóź­nio­ne­go 3 godzi­ny). Ze sto­li­cy Pod­kar­pa­cia poje­cha­li­śmy szy­no­bu­sem do Sano­ka, a z Sano­ka auto­bu­sem do Sękow­ca. Tak zna­leź­li­śmy się w ser­cu Biesz­czad. Poza tym latem pod­ją­łem 3 pró­by pra­cy, z cze­go dwie zakoń­czy­ły się kata­stro­fą; żon­glo­wa­łem poda­nia­mi na uni­wer­sy­te­ty i gania­łem za mieszkaniem.

Poznań – stu­dia Dosta­łem się tam, gdzie chcia­łem, tj. na Uni­wer­sy­tet im. Ada­ma Mic­kie­wi­cza, na kie­ru­nek pra­wo. W paź­dzier­ni­ku poło­wicz­nie prze­pro­wa­dzi­łem się do Pozna­nia. I tak, od trzech mie­się­cy, kur­su­ję pomię­dzy Pyra­Ci­ty i Kali­szem, gdzie powra­cam co tydzień. Z kie­run­ku stu­diów jestem zado­wo­lo­ny, choć trud­no coś wię­cej na razie powie­dzieć. Za parę tygo­dni cze­ka­ją mnie pierw­sze uni­wer­sy­tec­kie egza­mi­ny. Myślę, że nie będzie źle.

I tak jest do dzi­siaj. Teraz jest 10:30, 31 grud­nia 2010 roku. Moż­na będzie powie­dzieć (para­fra­zu­jąc Księ­gę Rodza­ju) „i tak minął dzień, i noc i kolej­ny rok”.


Wszyst­kim Czy­tel­ni­kom, któ­rym chce się tu cza­sem zaj­rzeć dzię­ku­ję za cier­pli­wość i życzę szczę­śli­we­go Nowe­go Roku! Do zobaczenia!

Najnowsze rewelacje

Mia­łem o tym nie pisać, bo po co sam mam się dener­wo­wać i jesz­cze innych wpro­wa­dzać w zły nastrój. Trud­no jed­nak­że prze­mil­czeć naj­now­sze rewe­la­cje prze­wod­ni­czą­ce­go kościo­ła toruńsko-katolickiego.

- Otóż ja sły­sza­łem, nie mogę powie­dzieć, kogo to doty­czy z tych rodzin ludzi, wyglą­da wszyst­ko na to, że byli zamor­do­wa­ni, że to był zamach, tak to wyglą­da. Bo gdy­by nie był, to dla­cze­go kry­ją – mówił o. Tade­usz Rydzyk w nocy z sobo­ty na nie­dzie­lę. – Jasno powie­dzieć wszyst­ko. Bar­dzo praw­do­po­dob­ne to jest, że to było spe­cjal­ne zamor­do­wa­nie. Zresz­tą mówi się, że to było pro­wa­dze­nie na śmierć, że był tak ten samo­lot pro­wa­dzo­ny. Mówi się o tym.

Źró­dło: http://glosrydzyka.blox.pl/2010/12/O‑Rydzyk-o-katastrofie-smolenskiej-specjalne.html

Nie jest to nic nowe­go, ale uro­je­nia redemp­to­ry­sty osią­gnę­ły kolej­ny, zna­czą­cy pułap.

Cie­szy mnie wia­do­mość, że rów­nież w łonie Kościo­ła są oso­by, któ­re widzą, że jest to pro­blem. Ostat­nio w „Gaze­cie Wybor­czej” opu­bli­ko­wa­no list domi­ni­ka­ni­na o. Ludwi­ka Wiśniew­skie­go skie­ro­wa­ny do nun­cja­tu­ry, w któ­rym nie owi­ja­jąc w baweł­nę pisze to, o czym wszy­scy od daw­na wie­dzą, ale o tym nie mówią: o podzia­le w epi­sko­pa­cie, nie­roz­wią­za­nym pro­ble­mie toruń­skie­go kon­cer­nu medial­ne­go i (a to się wią­że jed­no z dru­gim) kse­no­fo­bii, szo­wi­niź­mie nie­któ­rych duchownych.

Nowy rozkład pociągów

Świet­nie jest się dowie­dzieć, że za kil­ka dni wcho­dzi w życie nowy roz­kład jaz­dy pocią­gów. Wspa­nia­le – PKP dba, by podróż­nym przy­pad­kiem ciśnie­nie za bar­dzo nie opa­dło. Przy­kła­do­wo w nowym roz­kła­dzie nie znaj­dzie­my żad­ne­go pocią­gu pospiesz­ne­go z Kali­sza do Pozna­nia. Za to bydło­wo­zy Prze­wo­zów Regio­nal­nych będą jechać 10 minut kró­cej. Każ­dy wie, że jeż­dże­nie nimi to śred­nia przy­jem­ność. Są brud­ne, cia­sne, zapusz­czo­ne. Szy­by okien nie myte od dzie­się­cio­le­ci (strach dotknąć). Skła­dy trzesz­czą, jak­by się mia­ły zaraz roz­le­cieć. Okna zapa­ro­wa­ne po kil­ku minu­tach, a po kil­ku­na­stu – zamar­z­nię­te na kość. Moż­na uznać, że w ramach bile­tu mamy wstęp nie dość, że do muzeum kolej­nic­twa, to jesz­cze na wysta­wę sztu­ki z lodu, tyle, że na oknach… Znaw­cy byli­by zachwyceni!

Palenie, wybory i Szlak

(1) Tydzień temu weszła w życie nowe­li­za­cja usta­wy o ochro­nie zdro­wia przed następ­stwa­mi uży­wa­nia tyto­niu i wyro­bów tyto­nio­wych, któ­ra wpro­wa­dza jesz­cze bar­dziej restryk­cyj­ne regu­la­cje w tej kwe­stii. Ja oso­bi­ście jestem za cał­ko­wi­tym zaka­zem pale­nia w miej­scach publicz­nych (tak­że na uli­cach, w par­kach), bo jak ktoś chce sobie smro­dzić, to niech to robi w domu (pomi­jam już kwe­stię, że potem trze­ba nało­gow­ców leczyć z publicz­nych pie­nię­dzy). Dużym pro­ble­mem jest pale­nie na przy­stan­kach komu­ni­ka­cji miej­skiej. Usta­wa sta­no­wi tak:

Zabra­nia się pale­nia wyro­bów tytoniowych (…)

8)   na przy­stan­kach komu­ni­ka­cji publicznej, (…)

Art. 5 Dz.U. 1996.10.55 z póź­niej­szy­mi zmianami

Ale w takim razie, co jest przy­stan­kiem? Czę­sto zda­rza się, że ktoś trzy­ma faję w p… dwa kro­ki od wia­ty i może powie­dzieć: „Zaiste! ja prze­cież nie sto­ję na przy­stan­ku”. No tak – praw­da – bo nie pod wia­tą. Ale czy przy­sta­nek to tyl­ko wia­ta, czy może też jesz­cze teren w pro­mie­niu np. 50 m? Są prze­cież takie miej­sca, szcze­gól­nie w cen­trach więk­szych miast, gdzie ludzi sto­ją nie tyl­ko pod zada­sze­niem (bo niby jak mie­li­by się tam zmie­ścić), ale tak­że dookoła…

Wiel­kie obu­rze­nie w kwe­stii zaka­zu wyra­ził na łamach „Gaze­ty Wybor­czej” Jacek Żakow­ski, któ­ry twier­dzi, że te ogra­ni­cze­nia dys­kry­mi­nu­ją pala­czy i spy­cha­ją ich nie­mal­że na mar­gi­nes spo­łe­czeń­stwa. Spo­ro w tym prze­sa­dy, bo redak­tor zapo­mniał o tym, że do tej pory dys­kry­mi­no­wa­ni byli ci, któ­rzy nie chcie­li śmier­dzieć na kilo­metr dymem tyto­nio­wym, nie mówiąc już o tym, że nie koniecz­nie chcie­li umrzeć na raka płuc poprzez bier­ne palenie.

(2) Jutro 40% oby­wa­te­li uda się do loka­li wybor­czych w celu wybra­nia władz lokal­nych. Tro­chę to głu­pie, bo w więk­szo­ści gło­su­je się na kan­dy­da­tów zupeł­nie ano­ni­mo­wych. Wiem, na kogo zagło­su­ję w wybo­rach do Rady Mia­sta, wiem na kogo na pew­no nie zagło­su­ję w wybo­rach na pre­zy­den­ta, ale o kan­dy­da­tach do rad powia­tu czy sej­mi­ku nie wiem kom­plet­nie nic.

Plat­for­ma Oby­wa­tel­ska w wybo­rach samo­rzą­do­wych bie­rze udział (bier­ny) z hasłem „nie rób­my poli­ty­ki”. Tro­chę śmiesz­ne jest to, że pla­ka­ty w Kali­szu i Pozna­niu kan­dy­da­tów z PO są zupeł­nie iden­tycz­ne – z tymi samy­mi zdję­cia­mi… Gołym okiem widać, że powsta­wa­ły meto­dą „kopiuj-wklej”.

Mówiąc o PiSie mogę też wspo­mnieć o pisow­skim kan­dy­da­cie na pre­zy­den­ta Kali­sza, jakim jest Adam Rogac­ki – nota bene poseł z nasze­go regio­nu. Czyż­by ława przy Wiej­skiej się znu­dzi­ła, że w środ­ku kaden­cji chce ją zmie­nić na biu­ro w kali­skim ratu­szu? Tak czy owak, jest to kan­dy­dat na któ­re­go na pew­no gło­su nie oddam. Dla­cze­go? Powo­dów mógł­bym podać wię­cej, ale jest jeden pod­sta­wo­wy, któ­ry spra­wia, że pozo­sta­łe tra­cą jakie­kol­wiek zna­cze­nie. Jest z PiSu. Jeśli ktoś ma choć­by naj­lep­sze inten­cje, to jak moż­na zagło­so­wać na oso­bę utoż­sa­mia­ją­cą się z par­tią, w któ­rej są szo­wi­ni­ści, anty­se­mi­ci, kse­no­fo­bi; par­tią, któ­ra jest poli­tycz­ną tubą Radia Mary­ja; wresz­cie par­tią w któ­rej są oso­by takie, jak Kaczyń­ski, czy Macierewicz.

O tym, co myślę o spo­cie JK, nie będę nawet pisał, bo ABW mogło­by mnie chcieć namierzyć…

(3) Tydzień temu otwar­to z wiel­ką pom­pą dal­szą część kali­skie­go Szla­ku Bursz­ty­no­we­go. Przy­by­ło nam kil­ka nowych rond o dosyć nie­tu­zin­ko­wych nazwach (np. Ron­do Pto­le­me­usza). Idea szczyt­na, ale meto­da raczej zła. Faj­nie jest się prze­je­chać tą dro­gą, bo dzię­ki niej z jed­ne­go koń­ca Kali­sza na dru­gi moż­na dotrzeć w ok. 5 minut. Szko­da tyl­ko, że ta auto­stra­da prze­jeż­dża wprost pod okna­mi ludzi miesz­ka­ją­cych na Kor­dec­kie­go, czy na Zago­rzyn­ku. Dla­te­go pomysł tej budo­wy od same­go począt­ku był zły – bo prze­cież, jak moż­na prze­pro­wa­dzić auto­stra­dę przez śro­dek mia­sta. Do tego nie roz­wią­że to wszyst­kich pro­ble­mów, bo cię­ża­rów­ki nie będą mogły z niej korzy­stać. To już jest zupeł­ne kuriozum.

War­to tutaj wspo­mnieć, że Kalisz ma fatal­nie roz­wią­za­nia komu­ni­ka­cyj­ne – pod każ­dym wzglę­dem; zaczy­na­jąc na Szla­ku Bursz­ty­no­wym, a na bez­na­dziej­nej komu­ni­ka­cji miej­skiej koń­cząc. Wspo­mnę jesz­cze o prze­jeź­dzie kole­jo­wym w Piwo­ni­cach, któ­ry cza­sem jest zamknię­ty przez 15 minut, a w tym cza­sie po obu jego stro­nach two­rzą się 3 kilo­me­tro­we korki.

Cytaty na środę

Dzi­siej­sza eko­no­mia zakła­da, że w sys­te­mie kon­ku­ren­cji mono­po­li­stycz­nej kon­su­ment nie zawsze zacho­wu­je się racjo­nal­nie; inny­mi sło­wy uczest­ni­cy pro­ce­su gospo­da­ro­wa­nia nie zawsze dążą do mak­sy­ma­li­za­cji uży­tecz­no­ści. A spe­cja­li­ści od mar­ke­tin­gu mówią wprost, że naj­le­piej jest zara­biać na ludz­kiej głupocie.

Na powtór­ną cere­mo­nię w pod­war­szaw­skim Osso­wie wybra­no Dzień Zadusz­ny. Poprzed­nia pró­ba odsło­nię­cia pomni­ka w dzień Bitwy War­szaw­skiej zakoń­czy­ła się skan­da­lem. Tabli­cę przy mogi­le poma­lo­wa­no w czer­wo­ne gwiaz­dy, a wokół niej sta­ła spo­ra gru­pa pro­te­stu­ją­cych prze­ciw­ko „czcze­niu najeźdź­ców”. Przed rogat­ka­mi Woło­mi­na zawró­co­no amba­sa­do­ra Rosji, a uro­czy­stość odwo­ła­no. W koń­cu wrze­śnia na mogi­le poja­wi­ły się napi­sy: „Katyń 2010” i „Bro­nek, nie daru­je­my ci usu­nię­cia krzy­ża”. Pro­ku­ra­tu­ra pro­wa­dzi w tej spra­wie śledztwo.

[…]

Wczo­raj przed mogi­łą sta­nę­ła fur­go­net­ka dzia­ła­cza PiS z Pomo­rza Wal­de­ma­ra Bon­kow­skie­go. On sam w grup­ce zwo­len­ni­ków roz­wi­nął trans­pa­ren­ty, na któ­rych wid­nia­ły hasła: „Jaki pre­zy­dent, taki patrio­tyzm”, „Komo­row­ski: upa­mięt­nij 96 ofiar Kata­stro­fy Smo­leń­skiej, „Pil­ne: sprze­da­ją kraj”. Hasła były pod­pi­sa­ne: „Zanie­po­ko­jo­ny Polak W. Bon­kow­ski”, „Upo­ko­rzo­ny Polak W. Bon­kow­ski” i „Zbul­wer­so­wa­ny Polak W. Bonkowski”.

[…]

Nad mogi­łą krót­kie modli­twy odmó­wi­li pra­wo­sław­ny ordy­na­riusz polo­wy Woj­ska Pol­skie­go oraz kape­lan kato­lic­ki. Do ust trąb­kę pod­niósł woj­sko­wy trę­bacz, ale zanim zagrał, pro­te­stu­ją­cy zaczę­li śpie­wać „Jesz­cze Pol­ska nie zgi­nę­ła”. Hymn skoń­czy­li okrzy­ka­mi: „hań­ba” i „zdra­da”.

Źró­dło: http://wyborcza.pl/1,75248,8603361,To_juz_nie_wrogowie__to_polegli.html

Jeśli­by zara­biać na głu­po­cie fana­ty­ków z PiSu pew­nie cała dziu­ra budże­to­wa była­by już daw­no załatana.


Ostat­nio innym tema­tem bar­dzo mod­nym (już od daw­na) jest zapłod­nie­nie poza­ustro­jo­we. Kościół wty­ka swo­je trzy gro­sze jak może, choć – o ile dobrze pamię­tam – póki co, to nie bisku­pi są źró­dłem norm powszech­nie obowiązujących.

Sta­no­wi­sko Kościo­ła kato­lic­kie­go jest jed­nym z wie­lu moż­li­wych i powin­no być wła­śnie tak trak­to­wa­ne. Co wię­cej, w danym przy­pad­ku cho­dzi o sta­no­wie­nie pra­wa przez suwe­ren­ny naród i jego orga­ny legi­sla­cyj­ne, pod­czas gdy hie­rar­cho­wie Kościo­ła nigdy nie wyra­ża­ją poglą­dów, któ­re mogły­by choć tro­chę odbie­gać od instruk­cji two­rzo­nych w Waty­ka­nie. Oczy­wi­ście ist­nie­ją powo­dy, aby słu­chać ze szcze­gól­ną uwa­gą gło­su Waty­ka­nu, wier­nie repre­zen­to­wa­ne­go w Pol­sce przez bisku­pów. Prze­cież więk­szość Pola­ków prak­ty­ku­je katolicyzm.

[…]

Tym­cza­sem w Pol­sce poli­tycz­na pozy­cja Kościo­ła jest wła­śnie taka – w wie­lu spra­wach uchwa­la się takie prze­pi­sy, któ­rych życzył sobie lub na któ­re zgo­dził się Kościół. Tak ure­gu­lo­wa­ny jest w Pol­sce ład medial­ny, szkol­nic­two, repry­wa­ty­za­cja, abor­cja i wie­le innych spraw. Jed­nym powo­dem takie­go sta­nu rze­czy jest wyobra­że­nie, iż Kościół, gdy­by powziął taki zamiar, mógł­by oba­lić rząd lub wynieść do wła­dzy opo­zy­cję. Wyobra­że­nie jest zupeł­nie absur­dal­ne, lecz strach poli­ty­ków ma wiel­kie oczy. Dru­gim powo­dem jest nadzie­ja poszcze­gól­nych poli­ty­ków, że ser­wi­lizm w sto­sun­ku do Kościo­ła pomo­że im w wygra­niu kolej­nych wybo­rów. W tej kal­ku­la­cji jest już wię­cej sen­su, ale nie­je­den już się przeliczył.

Z fak­tu, iż Pola­cy cho­dzą do kościo­ła, nie wyni­ka, że przyj­mu­ją jego poglą­dy albo że żyją w spo­sób, jaki dok­try­na kato­lic­ka zale­ca. Gdy­by Kościół napraw­dę miał wiel­ki auto­ry­tet w spo­łe­czeń­stwie, to wca­le nie musiał­by się przej­mo­wać pań­stwo­wym pra­wo­daw­stwem. Wystar­czy­ło­by, żeby ogło­sił, iż zapłod­nie­nie in vitro jest nie­mo­ral­ne, a kato­lic­kie spo­łe­czeń­stwo po pro­stu prze­sta­ło­by je prak­ty­ko­wać. Ponad­to Kościół kato­lic­ki ma też wła­sne pra­wo­daw­stwo, pra­wo kano­nicz­ne, i tam może umiesz­czać dowol­ne zaka­zy. Czy Kościół przy­zna­je pań­stwu pol­skie­mu, zamiesz­ka­ne­mu w więk­szo­ści przez kato­li­ków, pra­wo do inge­ro­wa­nia w zapi­sy pra­wa kano­nicz­ne­go? Chy­ba nie. Więc cze­muż to niby waty­kań­scy teo­lo­go­wie mie­li­by meblo­wać życie pol­skim rodzinom?

Źró­dło: Jan Hart­man In vitro, Kościół, Pol­ska [w:] „Poli­ty­ka” nr 44 (2780), 30 paź­dzier­ni­ka 2010 [Dostęp onli­ne] http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1509894,1,znany-filozof-o-debacie-na-temat-in-vitro.read


A z innej becz­ki, to dzi­siaj po wyjąt­ko­wo dłu­gim week­en­dzie wra­cam do Pozna­nia. Ale we wto­rek zno­wu jadę do Kali­sza, na kolej­ny dłuż­szy odpoczynek.

Krótki przegląd spraw bieżących

Kościół wyklu­cza, czy sam się wyklu­cza? – arty­kuł z „Gaze­ty Wyborczej”


Więk­szość cza­su spę­dzam teraz w Pozna­niu, nie mam za bar­dzo dostę­pu do wia­do­mo­ści, a przy­naj­mniej nie tych tele­wi­zyj­nych. A tym­cza­sem oka­zu­je się, że wie­le się dzie­je. To zna­czy może wie­le się dzie­je, ale pra­wie nic się nie zmie­nia. To zna­czy „pre­zes” Kaczyń­ski dalej zacho­wu­je się jak ucie­ki­nier z zakła­du dla psy­chicz­nie cho­rych, Pali­kot pró­bu­je stwo­rzyć nową par­tię będą­cą alter­na­ty­wą dla zbyt skon­ser­wa­cia­łej Plat­for­my (patrz e.g. Gowin), a „obroń­cy krzy­ża” i radio­ma­ryj­ni ide­olo­dzy kom­bi­nu­ją, kogo by tu jesz­cze spa­lić na sto­sie. Teraz jesz­cze jakiś biskup wysko­czył z pomy­słem, by eks­ko­mu­ni­ko­wać posłów gło­su­ją­cych za meto­dą zapłod­nie­nia poza­ustro­jo­we­go. Cie­ka­we, jak dłu­go jesz­cze ludzie w Pol­sce będą zno­sić takie niedorzeczności.

Tak się aku­rat skła­da, że wczo­raj mia­łem pierw­szy wykład z pra­wa wyzna­nio­we­go, na któ­rym de fac­to będzie­my uczyć się o rela­cjach pań­stwo­wo-kościel­nych. Nie doty­czy to tyl­ko tego Kościo­ła, ale oczy­wi­ście wszyst­kich związ­ków wyzna­nio­wych; wie­my jed­nak, że to ten Kościół od wie­lu lat ma w Pol­sce domi­nu­ją­cą pozy­cję, jeśli przy­pad­kiem nie jedy­ną. Bio­rąc pod uwa­gę, że epi­sko­pat swo­im zacho­wa­niem i swo­imi sło­wa­mi od wie­lu lat pod­kre­śla iż ma „mono­pol na zba­wie­nie”, może być ciekawie.

Aktu­al­na jest teraz tak­że spra­wa komi­sji mająt­ko­wej zaj­mu­ją­cej się zwra­ca­niem Kościo­ło­wi zie­mi zagar­nię­tej w cza­sach komu­ni­zmu. Teraz wycho­dzi na jaw, że cała pro­ce­du­ra zwro­tu nie­ru­cho­mo­ści była szy­ta bar­dzo gru­by­mi nićmi.

Z cie­ka­wo­stek war­to też zauwa­żyć, że podob­no ponad poło­wa War­sza­wia­ków nie chce, by w sto­li­cy sta­nął pomnik Kaczyń­skie­go [źró­dło tutajtutaj]. Ja też nie chcę, ani tam, ani nigdzie indziej. W kwiet­niu nikt nie miał odwa­gi tego gło­śno powie­dzieć, ani za bar­dzo zapro­te­sto­wać, ale prze­cież grób na Wawe­lu to aż nad­to. Ten obra­zek poni­żej nie jest może zbyt ład­ny, może jest prze­ja­skra­wio­ny, ale nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że super pra­wi­co­we „rodzi­ny smo­leń­skie” cały czas posłu­gu­ję się prze­ja­skra­wie­niem i hiper­bo­li­za­cją zarów­no, kie­dy cho­dzi o zasłu­gi poprzed­nie­go pre­zy­den­ta, jak i kwe­stię wyja­śnia­nia całe­go tego zamie­sza­nia, któ­re­go szcze­rze mam już dość.

Na koniec jesz­cze coś z inter­ne­tu. Jest to frag­ment komen­ta­rza z Histmarg.org

W ostat­nią nie­dzie­lę minę­ło pół roku od kata­stro­fy smo­leń­skiej. Dzień ten nauczył nas, że pamięć o zmar­łych moż­na czcić w dwo­ja­ki spo­sób – wspo­mi­na­jąc ich lub urzą­dza­jąc mani­fe­sta­cje poli­tycz­ne pod Pała­cem Pre­zy­denc­kim. Już się boje tego, co będzie się dzia­ło 1 listo­pa­da, jak Roda­cy wezmą sobie do ser­ca tę dru­gą metodę.

***

Zebra­ni we wspo­mnia­ną pół­rocz­ni­cę mani­fe­stan­ci śpie­wa­li pieśń Boże coś Pol­skę, w refre­nie wymow­nie pod­kre­śla­jąc śpie­wa­ny w cza­sie szcze­gól­ne­go uci­sku wers: ojczy­znę wol­ną racz nam wró­cić Panie. Śpie­wał razem z nimi i Jaro­sław Kaczyń­ski. Zasta­na­wiam się, czy pre­zes kom­plet­nie już odle­ciał, czy PiS zaczął zara­biać na kam­pa­nię przed wybo­ra­mi samo­rzą­do­wy­mi orga­ni­zu­jąc rekon­struk­cje historyczne?

Źró­dło: http://histmag.org/?id=4741&from=rss

Ja dodam, że pieśń zna­na dzi­siaj pod tytu­łem „Boże coś Pol­skę”, zosta­ła napi­sa­na w 1816 przez Aloj­ze­go Feliń­skie­go i ory­gi­nal­nie nosi­ła tytuł „Hymn na rocz­ni­cę ogło­sze­nia Kró­le­stwa Pol­skie­go z woli Naczel­ne­go Wodza Woj­sku Pol­skie­mu do śpie­wu poda­ny”. Aloj­zy nie napi­sał jej raczej z pobu­dek patrio­tycz­nych (przy­naj­mniej nie cho­dzi tu o patrio­tyzm XIX-wiecz­ny w dzi­siej­szym rozu­mie­niu). Sło­wa refre­nu koń­czy­ły się wykrzyknieniem:

Nasze­go Kró­la zacho­waj nam, Panie!

Cho­dzi­ło o kró­la Alek­san­dra I, któ­ry swo­ją oso­bą łączył za pośred­nic­twem unii per­so­nal­nej Kró­le­stwo Pol­skie z Rosją. Ta wer­sja utwo­ru nie zosta­ła z oczy­wi­stych przy­czyn zaak­cep­to­wa­na przez społeczeństwo.