Po powrocie z wymiany

(1) Ponad tydzień temu wró­ci­łem z Hamm. A wła­ści­wie, to nie tyl­ko w Hamm, ale tak­że z Heer­gu­go­wa­ard. Byłem na wymia­nie szkol­nej; oba te mia­sta są part­ne­ra­mi Kalisza.

Na głównym placu w Soest
Na głów­nym pla­cu w Soest

Hamm, to uro­cze mia­sto w zachod­nich Niem­czech (Nad­re­nia Pół­noc­na-West­fa­lia). Pod wzglę­dem wiel­ko­ści jest siód­me w Niem­czech; choć wca­le na takie nie wyglą­da: jest bar­dzo zie­lo­ne nie tyl­ko za spra­wą licz­nych par­ków, ale tak­że dzię­ki temu, że czę­sto by prze­je­chać z jed­ne­go stad­te­il (coś, jak dziel­ni­ca (albo raczej wio­ska słu­żeb­na 🙂 )) to dru­gie­go, trze­ba minąć pola, lasy, łąki. Jego cen­trum sta­no­wi ład­ny plac, na któ­rym stoi kościół św. Paw­ła (pro­te­stanc­ki).

Mia­sto jest świet­nym miej­scem dla rowe­rzy­stów: są w nim licz­ne ścież­ki rowe­ro­we. Czę­sto jest tak, że nawet jest oddziel­na sygna­li­za­cja świetl­na dla rowe­rów. Trze­ba się jed­nak pil­no­wać, bo ozna­cza to nie tyl­ko wygo­dy, ale tak­że poli­cjan­ci („żaby”) na rowe­rach ści­ga­ją­ce nie­uważ­nych. Jeż­dże­nie w miej­scach ozna­ko­wa­nych „tyl­ko dla pie­szych” nie przej­dzie. Na szczę­ście bez pro­ble­mu moż­na zna­leźć par­king dla rowerów.

Będąc w Hamm odwie­dzi­li­śmy nie­da­le­ko poło­żo­ne Soest – nie­wiel­kie, pocho­dzą­ce ze śre­dnio­wie­cza mia­stecz­ko. W prze­ci­wień­stwie do Hamm (zbu­rzo­ne­go w cza­sie woj­ny), tam jest peł­no zabytków.

Z cie­ka­wo­stek dodam, że Hamm było daw­niej mia­stem typo­wo prze­my­sło­wym (leży w Zagłę­biu Ruh­ry). Dziś zosta­ła tyl­ko jed­na kopal­nia, resz­ta popa­da w ruinę. Jest tam wie­le osób z pol­ski­mi nazwi­ska­mi – są to potom­ko­wie Pola­ków, któ­rzy przy­by­li tam, aby zna­leźć pra­cę w prze­my­śle ok. 200 lat temu.

Jed­ną z głów­nych atrak­cji w mie­ście jest Maxi­mi­lian­park. Pod­cho­dzi­li­śmy do tego z rezer­wą: widzie­li­śmy bowiem zdję­cia wiel­kie­go budyn­ku ufor­mo­wa­ne­go na kształt sło­nia. Niem­cy chwa­li­li się, że to naj­więk­szy słoń świa­ta; dla nas był przede wszyst­kim naj­brzyd­szy. Stwier­dzi­li­śmy, że park, to chy­ba jakaś wiel­ka kasza­na: na począt­ku bar­dziej wyglą­da jak ogród bota­nicz­ny. Jed­nak, gdy poszli­śmy dalej, oka­za­ło się, że są tam nie­sa­mo­wi­te pla­ce zabaw, na któ­rych doro­sły (lub pra­wie doro­sły) czło­wiek może dostać mał­pie­go rozumu.

Hamm war­to odwiedzić.

Z naszą wyciecz­ką po 4 dniach w Niem­czech, poje­cha­li­śmy do Holan­dii, do Heer­hu­go­wa­ard, któ­re tak­że jest mia­stem part­ner­skim Kali­sza. To jest znacz­nie mniej­sze mia­sto – ok. 50 tys. miesz­kań­ców, powsta­łe na tere­nach, gdzie jesz­cze 100 lat temu była woda. W Holan­dii widzie­li­śmy oczy­wi­ście całą masę wia­tra­ków i wiel­ką sieć kanałów.

Heer­hu­go­wa­ard raczej nie ma żad­ne­go szcze­gól­ne­go uro­ku, a wszyst­kie domu są tam raczej pobu­do­wa­ne „na jed­no kopyto”.

Na miej­scu dowie­dzie­li­śmy się, że po naszym przy­jeź­dzie, przy­jeż­dża tam pre­zy­dent Kali­sza. A to w związ­ku z otwar­ciem nowej dziel­ni­cy miesz­ka­nio­wej. Jej nie­zwy­kłość pole­ga na tym, że jest ona zupeł­nie samo­wy­star­czal­na ener­ge­tycz­nie. Ceny domów, jak wyni­ka z moich obli­czeń, od ok. 300 tys. do 500 tys. zło­tych – czy­li nie tak źle.

Z wyciecz­ki war­to zoba­czyć zdjęcia.


(2) Po powro­cie, musia­łem wró­cić do rze­czy­wi­sto­ści. A tu spraw­dzia­ny, kart­ków­ki i zale­gło­ści. Ale bar­dzo szyb­ko się z nimi uwi­ną­łem i teraz pra­cu­ję już w nor­mal­nym try­bie. O ile taki ist­nie­je w kla­sie maturalnej.

(3) Dzi­siaj wypeł­ni­łem dekla­ra­cję matu­ral­ną. A tam takie cuda: pol­ski na pozio­mie pod­sta­wo­wym i roz­sze­rzo­nym (+ pre­zen­ta­cja), mat­ma na wia­do­mym pozio­mie, volens nolens histo­ria (nie chcem ale muszem), angiel­ski pod­sta­wo­wy i roz­sze­rzo­ny oraz WOS. Nie chce mi się po raz kolej­ny poru­szać spra­wy matur, bo pisa­łem już o tym nie raz. Nie będę więc pisał, że oddzie­le­nie pozio­mów na pol­skim to idio­tyzm etc. etc. W sumie w maju cze­ka mnie 9 egza­mi­nów. Zaczą­łem już cho­dzić na kor­ki z mat­my i histo­rii. (Trze­ba było zostać w Hamm…)

(4) W Niem­czech była już jesień, u nas poja­wia się bar­dzo leni­wie – a prze­cież to naj­pięk­niej­sza pora roku! Dzi­siaj poja­dę tro­chę jej poszukać…

(5) Nie wiem, czy to zbieg oko­licz­no­ści, czy też może ktoś to prze­czy­tał, ale gdy byłem ostat­nio w biblio­te­ce, to czy­tel­nia była otwarta.

PS. Prze­pra­szam, że dłu­go nie pisa­łem, ale jakoś nie mia­łem do tego melodii.

Jak było w górach

Cóż to ja robi­łem przez ostat­nie dni?! Przede wszyst­kim trze­ba nad­mie­nić, że przez tydzień byłem w Sude­tach, gdzie naszą „bazą” był Świe­ra­dów-Zdrój. Oto odpo­wiedź, dla­cze­go nic dłu­go nie pisa­łem. Wró­ci­łem dopie­ro w pią­tek; w sobo­tę „prze­bra­łem” zdję­cia, potem umie­ści­łem je w inter­ne­cie i teraz jestem goto­wy je zapre­zen­to­wać wraz z opi­sem, któ­ry – mam nadzie­ję, nie zanu­dzi Czy­tel­ni­ka na śmierć. Mam też do napi­sa­nia o kil­ku innych spra­wach, ale po kolei.

Piątek, dzień pierwszy – 31.07

Wyje­cha­łem z moją cio­cią sko­ro świt o 7 rano. Pomknę­li­śmy naszym rączym ruma­kiem na połu­dnie, ale dro­gą tro­chę okręż­ną, bo chcie­li­śmy jesz­cze coś zoba­czyć po drodze.

Tak więc naszym pierw­szym przy­stan­kiem był Namy­słów – ład­ne, nie­wiel­kie mia­stecz­ko, w któ­rym zaba­wi­li­śmy z 20 minut potrzeb­nych na obej­rze­nie tego, co było w pro­mie­niu 150 metrów.

Namy­słów (niem. Namslau) – mia­sto w woj. opol­skim, w powie­cie namy­słow­skim, poło­żo­ne nad Wida­wą. Mia­sto jest poło­żo­ne w gra­ni­cach Dol­ne­go Ślą­ska. Sie­dzi­ba gmi­ny miej­sko-wiej­skiej Namy­słów. W latach 1975 – 1998 mia­sto admi­ni­stra­cyj­nie nale­ża­ło do sta­re­go woj. opol­skie­go. Pra­wa miej­skie uzy­ska­no ok. 1249 roku. »

Oczy­wi­ście zro­bi­łem tam parę zdjęć:

Namysłów

Brama w Namysłowie

zdjecie_20090731_9700.jpg

Następ­ny przy­sta­nek zro­bi­li­śmy sobie w Brze­gu – tam już kie­dyś byłem.

Brzeg (niem.: Brieg) – mia­sto i gmi­na miej­ska nad Odrą, sie­dzi­ba powia­tu w woje­wódz­twie opol­skim. Powiat histo­rycz­nie przy­na­le­ży do Dol­ne­go Ślą­ska, jed­nak­że w aktu­al­nym podzia­le admi­ni­stra­cyj­nym zawar­ty jest w woj. opol­skim. »

Latem mia­sto wyglą­da jesz­cze lepiej. Powierz­chow­nie prze­szli­śmy się przez sta­rów­kę; uda­li­śmy pro­sto do Zam­ku. Tam tro­chę pocze­ka­li­śmy (bo było jesz­cze przed 10) i weszli­śmy do zam­ku. Tam zdjęć nie robi­li­śmy. God­ny uwa­gi jest szcze­gól­nie zbiór śre­dnio­wiecz­nej sztu­ki śląskiej.

Brzeg - ratusz

Wnętrze kościoła zdjecie_20090731_9724.jpg

Po Brze­gu przy­szedł czas na Świd­ni­cę – musie­li­śmy tro­chę pobłą­dzić, nim tam tra­fi­li­śmy. Naszym celem była Świą­ty­nia Poko­ju – kościół ewan­ge­lic­ki w cało­ści wyko­na­ny z drew­na (mur pru­ski) bez ani jed­ne­go gwoź­dzia. Rów­nież już tam kie­dyś byłem. Nie weszli­śmy do środ­ka, bo oka­za­ło się, że trwa­ją tam przy­go­to­wa­nia do Festi­wa­lu Bachowskiego.

Świd­ni­ca (czes. Svíd­ni­ce, niem. Schwe­id­nitz) – mia­sto i gmi­na w woje­wódz­twie dol­no­ślą­skim, w powie­cie świd­nic­kim. W latach 1975 – 1998 mia­sto admi­ni­stra­cyj­nie nale­ża­ło do woje­wódz­twa wał­brzy­skie­go. Mia­sto leży u pod­nó­ża Sude­tów, na Rów­ni­nie Świd­nic­kiej, nad rze­ką Bystrzy­cą. Od 2004 r. sie­dzi­ba die­ce­zji świd­nic­kiej. Świd­ni­ca jest jed­nym z więk­szych i waż­niej­szych miast na Dol­nym Ślą­sku. Liczą­ce 60 tysię­cy miesz­kań­ców mia­sto zosta­ło zało­żo­ne już w 990 roku, jed­nak pra­wa miej­skie otrzy­ma­ło przed 1267 rokiem. Nie­gdyś sto­li­ca Księ­stwa świd­nic­ko-jawor­skie­go, waż­ny ośro­dek kul­tu­ry i rze­mio­sła. Po II woj­nie świa­to­wej znacz­nie roz­bu­do­wa­na w wyni­ku roz­wo­ju prze­my­słu. W latach 1945 – 1990 pręż­ny ośro­dek prze­my­sło­wy z dobrze roz­wi­nię­tym prze­my­słem maszy­no­wym, środ­ków trans­por­tu, elek­tro­tech­nicz­nym, skó­rza­nym, spo­żyw­czym, radio­wym, apa­ra­tu­ry pre­cy­zyj­nej, włó­kien­ni­czym oraz odlew­ni­czym. Obec­nie ośro­dek prze­my­sło­wy (roz­wi­nię­ty prze­mysł moto­ry­za­cyj­ny, elek­tro­tech­nicz­ny, maszy­no­wy oraz spo­żyw­czy), waż­ny ośro­dek kul­tu­ral­ny, z jedy­nym w Pol­sce Muzeum Daw­ne­go Kupiec­twa oraz licz­ny­mi insty­tu­cja­mi kul­tu­ry, ośro­dek spor­tu i rekre­acji. Waż­ny węzeł dro­go­wy i kole­jo­wy. »

Świdnica - Świątynia Pokoju

zdjecie_20090731_9735.jpg zdjecie_20090731_9737.jpg

Po zwie­dze­niu Pla­cu Poko­ju, poje­cha­li­śmy do Wał­brzy­cha, gdzie znaj­du­je się zamek Książ. Na miej­scu oka­za­ło się, że zamek to tyl­ko jed­na mała sprę­żyn­ka w wiel­kim sys­te­mie biz­ne­su, jaki tam roz­krę­co­no. Zamek to oka­za­ła budow­la, ale nie dla tych, któ­rzy wolą ruiny.

Książ (niem. Für­sten­ste­in) – zamek znaj­du­ją­cy się w gra­ni­cach Wał­brzy­cha na tere­nie Ksią­żań­skie­go Par­ku Kra­jo­bra­zo­we­go. Jest jed­nym z ele­men­tów Szla­ku Zam­ków Pia­stow­skich. Jest to trze­ci co do wiel­ko­ści zamek w Pol­sce (po zam­ku w Mal­bor­ku i Zam­ku Kró­lew­skim na Wawe­lu). Nie­wiel­ka część zespo­łu pała­co­we­go jest udo­stęp­nio­na dla zwie­dza­ją­cych, w tym znaj­du­ją­cy się w czę­ści cen­tral­nej zamek pia­stow­ski. »

Brama prowadząca do zamku

zdjecie_20090731_9767.jpg zdjecie_20090731_9771.jpg

Następ­nie uda­li­śmy się do Bol­ko­wa, gdzie jest wspa­nia­ły zamek (jak się oka­za­ło, byłem w nim nie pierw­szy raz). Budow­la rze­czy­wi­ście robi wra­ża­nie. Moż­na zaglą­dać we wsze­la­kie zaka­mar­ki, wejść na wie­żę i podzi­wiać pano­ra­mę okolicy.

Bol­ków (niem. Bol­ken­ha­in) – mia­sto w woj. dol­no­ślą­skim, w powie­cie jawor­skim, sie­dzi­ba władz gmi­ny miej­sko-wiej­skiej Bol­ków, nad Nysą Sza­lo­ną (pra­wym dopły­wem Kacza­wy) w odle­gło­ści oko­ło 6 km od jej źró­dła. W latach 1975 – 1998 mia­sto admi­ni­stra­cyj­nie nale­ża­ło do woj. jele­nio­gór­skie­go. Bol­ków nale­ży do Euro­re­gio­nu Nysa. »

Stara mapa Bolkowa i okolic - zaczerpnięte z Wikipedii.
Sta­ra mapa Bol­ko­wa i oko­lic – zaczerp­nię­te z Wikipedii.
Zamek Bolków zdjecie_20090731_9796.jpg

Nagrobek

W Brze­gu poszli­śmy na obiad. Gdy zdo­by­li­śmy zamek Bol­ków, wypa­da­ło jesz­cze odwie­dzić zamek Bol­czów – któ­ry ma cha­rak­ter zgo­ła odmien­ny. Po pierw­sze, trze­ba się wspiąć na górę. Ale jesz­cze trze­ba wie­dzieć, gdzie zacząć się wspi­nać! Ale war­to. Z zewnątrz wyda­je się, że to tyl­ko kupa kamie­ni – i to nie­zbyt wiel­ka. Gdy się jed­nak prze­kro­czy bra­mę, oka­zu­je się, że kom­pleks jest bar­dzo duży i zde­cy­do­wa­nie wart tego, by chwi­lę poska­kać po jego murach. Inna zale­ta to taka, że wła­ści­wie niko­go tam nie ma.

Zamek Bolczów

Droga do zamku Bolczów

zdjecie_20090731_9835.jpg

Dzień pierw­szy miał się ku koń­co­wi, więc skie­ro­wa­li­śmy się do Szklar­skiej Porę­by, a dalej do Świe­ra­do­wa. I tak się skoń­czył dzień pierwszy.

Sobota, dzień drugi – 1.08

Tego dnia wypa­da­ło tro­chę poznać Świe­ra­dów, w któ­rym byłem pierw­szy raz. Jest to ład­ne, uro­kli­we mia­stecz­ko, w któ­rym śred­nia wie­ku w sezo­nie waha się w gra­ni­cach 65 – 80 lat. Oprócz Pola­ków kuru­ją­cych się w sana­to­riach, jest tam rów­nież bar­dzo wie­lu Niem­ców i Czechów.

Aku­rat miał miej­sce wyścig rowerowy.

Świeradów-Zdrój - wyścig kolarski

Dom Zdrojowy

Hala Spacerowa w Domu Zdrojowym

Cen­trum Świe­ra­do­wa sta­no­wi uli­ca Zdro­jo­wa wraz z Domem Zdro­jo­wym (obraz­ki środ­ko­wy i pra­wy). W środ­ku jest hala spa­ce­ro­wa, pocz­ta i tym podob­ne. Jest tam tak­że pijal­nia wody o wie­lu wła­ści­wo­ściach. Jed­ną z wła­ści­wo­ści jest moż­li­wość spę­dze­nia wie­lu chwil na toa­le­cie (chy­ba spe­cjal­nie poją ludzi tą wodą, by zmniej­szyć zalud­nie­nie na uli­cach; w cza­sie gdy poło­wa miesz­kań­ców jest przy­ku­ta do sede­su, resz­ta może cie­szyć się ład­ną pogodą).

Po połu­dniu poje­cha­li­śmy do Har­ra­cho­va (to tam, gdzie Mamu­cia Skocz­nia). To nie­wiel­kie mia­stecz­ko przy gra­ni­cy, podob­ne do Kar­pa­cza czy Szklar­skiej Porę­by. Dzię­ki znaj­du­ją­cej się tam kolej­ce moż­na wje­chać na bar­dzo ład­ną górę, tro­chę sobie tam posie­dzieć, popo­dzi­wiać wido­ki i wró­cić. Ceny są tam na pew­no niż­sze niż w Polsce.

Harrachov (tam gdzie Mamucia Skocznia)

Wjazd na górę

zdjecie_20090801_9928.jpg

Niedziela, dzień trzeci – 2.08

Na nie­dzie­lę zapla­no­wa­li­śmy cało­dnio­wą wyciecz­kę do Czech. Jej głów­nym celem był Zamek Tro­sky, któ­ry ma dwie cha­rak­te­ry­stycz­ne wie­że – „Babę” i „Pan­nę”, co podob­no było inspi­ra­cją dla Tol­kie­na. Zamek znaj­du­je się koło Roven­ska pod Tro­ska­mi. Mie­li­śmy też oka­zję zoba­czyć insce­ni­za­cję histo­rycz­ną (coś takie­go, jak u nas na Zawodziu).

Zamek Trosky

Podobno od tych dwóch wież wzięły się "Dwie Wieże" Tolkiena

Pierwszy raz widziałem takie ptacholce na smyczy

Ale zamek Tro­sky był dopie­ro począt­kiem naszej wypra­wy. Następ­nie uda­li­śmy się do Jiczy­na – „ojczy­zny” Rum­caj­sa. Mia­sto ma pięk­ną sta­rów­kę, ale ze wzglę­zu na upał nie przy­glą­da­li­śmy się jej za bar­dzo. W muzaum posta­ci z baj­ki też byli­śmy (nic ciekawego).

W Jicinie (miasto Rumcajsa)


zdjecie_20090802_0003.jpg zdjecie_20090802_0009.jpg

Następ­nym punk­tem wyciecz­ki miał być powrót do domu, ale tak się zło­ży­ło, że poje­cha­li­śmy do Hru­bej Hory. Jest to coś na kształt mia­sta skal­ne­go; jest tam też zamek, ale prze­ro­bio­ny na hotel i nie moż­na wejść do środ­ka. Zamiast tego pospa­ce­ro­wa­li­śmy sobie po lasach i poska­ka­li­śmy po skałach.

Do Hrubej Hory

zdjecie_20090802_0032.jpg

zdjecie_20090802_0050.jpg

Na koń­cu odwie­dzi­li­śmy bar­dzo ład­ny zamek Vald­stajn. Potem tro­chę pobłą­dzi­li­śmy – nie uda­ło nam się zje­chać w odpo­wied­nim miej­scu z dro­gi i kawa­łek jecha­li­śmy auto­stra­dą do Pragi…

Poniedziałek, dzień czwarty – 3.08

W nie­dzie­lę były nie­spo­ty­ka­ne upa­ły, a w ponie­dzia­łek pogo­da się lek­ko zała­ma­ła. Padał deszcz, była mgła. Poje­cha­li­śmy kolej­ką gon­do­lo­wą na Stóg Izer­ski – kolej­ka jest nie­sa­mo­wi­ta; poza tym byli­śmy jedy­ny­mi pasa­że­ra­mi. Jecha­li­śmy 8 minut w wiszą­cym na linie wago­ni­ku o któ­ry walił deszcz. Gdy doje­cha­li­śmy, oka­za­ło się że pogo­da unie­moż­li­wia jaką­kol­wiek wędrów­kę, więc wró­ci­li­śmy na dół.

Ale na Dol­nym Ślą­sku nie bra­ku­je atrak­cji. W odda­lo­nej o kil­ka kilo­me­trów wsi Świe­cie znaj­du­je się kościół i ruiny zam­ku. Zoba­czy­li­śmy tak­że zamek Czo­cha – gdzie krę­co­no „Tajem­ni­cę twier­dzy szy­frów” B. Woło­szań­skie­go. W środ­ku podob­no nie ma nicze­go cie­ka­we­go, pomi­mo iż „walą” tam tłu­my. Zado­wo­li­li­śmy się zwie­dza­niem z zewnątrz. Zamek i zabu­do­wa­nia są w dosko­na­łym stanie.

zdjecie_20090803_0077.jpg zdjecie_20090803_0104.jpg zdjecie_20090803_0103.jpg
zdjecie_20090803_0125.jpg

W Zamku Czocha

Zamek Czocha


Dla zain­te­re­so­wa­nych dodam, że do Czo­cha łatwo doje­chać, bo jest to chy­ba naj­le­piej ozna­ko­wa­ny zamek w Pol­sce; dro­go­wska­zy są nawet w miej­scach odda­lo­nych o kil­ka­dzie­siąt kilo­me­trów od obiektu.

Po połu­dniu poszli­śmy „zdo­by­wać” góry w tro­chę lżej­szym wyda­niu: poje­cha­li­śmy zoba­czyć wodo­spad kamień­czyk. Stwier­dzam, że jest dużo lep­szy od wszyst­kich, jakie do tej pory widzia­łem – jest wyso­ki, ład­nie chlu­pie itd. Moż­na go obej­rzeć z dołu i z góry. Doj­ście do nie­go nie jest spe­cjal­nie skom­pli­ko­wa­ne, czy wyma­ga­ją­ce; wypa­da­ło­by jed­nak mieć buty choć tro­chę przy­sto­so­wa­ne do łaże­nia po górach nawet, jeśli nie są zbyt wyso­kie. Nie mogłem się więc powstrzy­mać by zro­bić zdję­cie całej rodzi­nie, któ­ra przy­wę­dro­wa­ła tam w japonkach.

Droga do wodospadu Kamieńczyk

zdjecie_20090803_0175.jpg

Idiotów nie brakuje; również i tu przychodzą ludzie w obuwiu -delikatnie mówiąc - nieodpowiednim

Wtorek, dzień piąty – 4.08

Pią­te­go dnia zaży­li­śmy tro­chę moc­niej­sze­go obco­wa­nia z natu­rą; poje­cha­li­śmy do Kar­ko­no­skie­go Par­ku Naro­do­we­go, wje­cha­li­śmy na Szre­ni­cę, a potem jesz­cze z niej zleźliśmy.

Wjazd na Szrenicę (straszne zdzierstwo!!!)

Hala Szrenicka

zdjecie_20090804_0213.jpg

Na Szre­ni­cę wjeż­dża się kolej­ką krze­seł­ko­wą – bilet kosz­tu­je chy­ba z 26 zł! Strasz­ne zdzier­stwo, a jedzie się w takim tem­pie, że moż­na zasnąć.

Po obie­dzie uda­li­śmy się do zam­ku Raj­sko, do któ­re­go bar­dzo trud­no doje­chać, ale wart jest zacho­du. Myślę, że to mój „ulu­bio­ny” zamek. Zwie­dzi­li­śmy też zamek Gryf, któ­ry choć wiel­ki – nie robi już takie­go wra­że­nia. (Powie­dzieć „zamek”, to chy­ba tro­chę za dużo; są tyl­ko ruiny)

Zamek Rajsko - trudno go znaleźć, ale to chyba najlepszy, jaki widziałem

zdjecie_20090804_0230.jpg zdjecie_20090804_0237.jpg

Zamek Gryf - bardzo okazały

zdjecie_20090804_0242.jpg zdjecie_20090804_0246.jpg

Po połu­dniu poje­cha­li­śmy do Nove­go Mesta, gdzie zro­bi­li­śmy pierw­sze „cze­skie” zaku­py. Poje­cha­li­śmy też do Hej­nic, gdzie jest świet­na knaj­pa posta­wio­na w XIX wie­ku i ma kształt becz­ki. War­to tam zaj­rzeć, bo jest miła obsłu­ga, jadło dobre, a ceny niż­sze niż w Polsce.

Środa, dzień szósty – 5.08

W śro­dę apo­geum osię­gnę­ła nasza kon­dy­cja wspi­nacz­ko­wa – poje­cha­li­śmy do Kar­pa­cza (od Świe­ra­do­wa jedzie się ok. godzi­ny), by wdra­pać się na Kopę a potem wczoł­gać się na Śnież­kę. W dro­dze na Kopę coniek­tó­rzy mie­li małe pro­ble­my… ale nie będę się nad tym roz­wo­dzić. Dro­ga jest bar­dzo ład­na i nie idzie się w „pro­ce­sji”. (Ale na koń­cu i tak wszyst­kich wyprze­dzi­łem) W poło­wie dro­gi na Kopę oka­za­ło się, że poziom kon­den­sa­cji tego dnia wystę­po­wał mniej wię­cej na wyso­ko­ści gór, więc widocz­ność była wła­ści­wie zero­wa. Gdy szli­śmy do Domu Ślą­skie­go, musie­li­śmy nań pra­wie wpaść, by go zauwa­żyć. Podob­nie na Śnież­ce byli­śmy, ale jej nie widzie­li­śmy. Na górze jest jakaś cze­ska knaj­pa, w któ­rej jest dusz­no i śmier­dzą­co, i chy­ba jakaś kapli­ca. W ogó­le, to nie wia­do­mo, czy się jest w Pol­sce czy w Cze­chach, bo napi­sy są raz po pol­sku, a raz po czesku.

zdjecie_20090805_0281.jpg

Ja

Zjazd z Kopy

Wra­ca­li­śmy z Kopy kolej­ką krze­seł­ko­wą, rów­nież bar­dzo dro­gą (choć nawet bile­tów nie spraw­dza­ją) w cał­ko­wi­tej mgle.


Tak teoretycznie wygląda Śnieżka - zdjęcie Wikipedii
Tak teo­re­tycz­nie wyglą­da Śnież­ka – zdję­cie Wikipedii

Czwartek, dzień siódmy i właściwie ostatni – 6.08

To ostat­ni dzień, w któ­rym coś robi­li­śmy (tzn. cie­ka­we­go i god­ne­go udo­ku­men­to­wa­nia). Na mapie Gór Izer­skich w oko­li­cach Świe­ra­do­wa wije się masa szla­ków tury­stycz­nych, posta­no­wi­li­śmy pójść jed­nym z nich, do miej­sca ozna­czo­ne­go na mapie jako „Kocioł”, towa­rzy­szy­ła mu ikon­ka ruiny.

"Kocioł" - tak było napisane na mapie

zdjecie_20090806_0341.jpg zdjecie_20090806_0340.jpg

Na miej­scu, pośród krza­czo­rów rze­czy­wi­ście były jakieś gru­zy cze­goś. Po połu­dniu poje­cha­li­śmy ostat­ni raz za gra­ni­cę; tam z Nowe­go Mia­sta ostat­ni raz poje­cha­li­śmy do Har­ra­cho­va, ale po bar­dzo krę­tej dro­dze. Nie­ste­ty na mapie Google jej nie ma.

Jezioro w Czechach
Jezior­ko

Następ­ne­go dnia naj­krót­szą tra­są poje­cha­li­śmy do Kalisza.

Insze inszości

Poza rze­cza­mi god­ny­mi tego, by wspo­mnieć je w tym miej­scu, robi­li­śmy jesz­cze inne rze­czy. To zna­czy cho­dzi­li­śmy spać z kura­mi, wsta­wa­li­śmy o szó­stej; czy­ta­li­śmy książ­ki i oglą­da­li­śmy tele­wi­zor­nie (mie­li­śmy 5 kana­łów, w tym jeden po nie­miec­ku i jeden bez dźwię­ku). Wszyst­kim naszym poczy­na­niom bacz­nie przy­glą­dał się kot.


To robił przez większość czasu
To robił przez więk­szość czasu

Tydzień spę­dzo­ny w górach nale­żał do udanych.

Wszyst­kie zdjęcia »

Mała wycieczka rowerowa

Tro­chę mi się dzi­siaj nudzi­ło, więc z kole­gą poje­cha­li­śmy na mały rajd rowe­ro­wy wzdłuż Pro­sny. Pozna­łem róż­ne cie­ka­we miej­sca, zaka­mar­ki o któ­rych wcze­śniej nie wie­dzia­łem. Byli­śmy też nad szal­skim zale­wem; zro­bi­łem tam kil­ka zdjęć.

Bułka z czekoladą

Zalew Szałe Jo!

Pogo­da dzi­siaj wyjąt­ko­wo dopi­su­je. A w pią­tek – do Świeradowa!

Kolejne zmiany maturalne

Mini­ni­ster­stwo Edu­ka­cji Naro­do­wej – jak dono­si „Gaze­ta Wybor­cza” – poszło osta­tecz­nie po rozum do gło­wy; pani z fry­zur­ką w trój­ką­cik – Kata­rzy­na Hall (któ­ra zna­na jest mię­dzy inny­mi z poglą­du, że naj­lep­sze są szko­ły pry­wat­ne), pod­ję­ła pierw­szą dobrą decy­zję od… chy­ba począt­ku swej kaden­cji. Cho­dzi o sze­ro­ko prze­ze mnie wał­ko­wa­ną spra­wę matu­ry. Pisa­łem już o tym nie raz, zwra­ca­jąc uwa­gę na absur­dal­ny pomysł ogra­ni­cze­nia moż­li­wych zda­wa­nych przed­mio­tów na pozio­mie roz­sze­rzo­nym do trzech. Całe szczę­ście – ma się to zmienić.

2010 – trzy egza­mi­ny obo­wiąz­ko­we: język pol­ski i obcy, ale zamiast jed­ne­go przed­mio­tu do wybo­ru wcho­dzi obo­wiąz­ko­wa mate­ma­ty­ka. Wszyst­kie na pozio­mie pod­sta­wo­wym. I do sze­ściu przed­mio­tów dodat­ko­wych, na pozio­mie pod­sta­wo­wym albo rosze­rzo­nym. Źró­dło: „Gaze­ta Wyborcza”

Parę tygo­dni temu, gdy nie było jesz­cze wia­do­mo – jak matu­ra będzie wyglą­dać, napi­sa­łem do CKE list – ale odpo­wie­dzi, jak na razie, się nie docze­ka­łem. Jest tyl­ko mały zgrzyt, któ­ry może prze­szko­dzić w zmia­nie zasad matu­ral­nych (choć i tak jestem dobrej myśli). Zmie­nia­jąc po raz kolej­ny warun­ki przy­stę­po­wa­nia do matu­ry, K. Hall łamie pra­wo – bo takie zmia­ny moż­na wpro­wa­dzać naj­póź­niej na dwa lata przed ich wej­ściem w życie. Dla­te­go poprzed­nio absur­dal­ne zmia­ny uda­ło się prze­my­cić (chy­ba w sierp­niu 2008. 2010−2008=2); 2010−2009=1.

Świeradów

A teraz o czymś przy­jem­niej­szym i mniej stre­su­ją­cym. Powo­li zaczy­nam się przy­mie­rzać do wyjaz­du w góry; jadę do Świer­da­do­wa w pią­tek; wyru­sza­my o 7 rano. Zacha­czy­my jesz­cze o parę innych miejsc. To nasza przy­bli­żo­na trasa:


Wyświetl więk­szą mapę

Wojna w Iraku

War­to zoba­czyć te zdję­cia z woj­ny w Ira­ku w 1991: http://lens.blogs.nytimes.com/2009/07/27/behind‑7/.

Wiśniary

(1) Wła­śnie wró­ci­łem z rwa­nia wiśni. Byłem tam od 8.00 do ok. 15.00. Zebra­łem oko­ło 25 koszy­ków; będę z tego miał może z 15 zł… No cóż – już wiem, jak było w łagrach. Jutro też idę.

(2) A gdy wró­ci­łem, oka­za­ło się, że w War­sza­wie roz­ró­ba jak rzad­ko. Kup­cy posta­no­wi­li pójść w śla­dy gór­ni­ków, rol­ni­ków i stocz­niow­ców zacho­wu­ją­cych się jak koty na wio­snę – też poszli rzu­cać pły­ta­mi chod­ni­ko­wy­mi. Jest to oględ­nie mówiąc obrzy­dli­we (i tro­chę śmiesz­ne też). Naszą sto­li­cę szpa­cą bla­sza­ne budy roz­lo­ko­wa­ne w cen­trum mia­sta, ale nie moż­na ich usu­nąć. Waż­ne, by wła­dze War­sza­wy się nie ugię­ły; sko­ro kup­cy nie chcą opu­ścić hal po dobro­ci – to jest to tyl­ko i wyłącz­nie ich pro­blem; komor­nik ma pra­wo użyć róż­nych środ­ków. Tak więc krzy­ki typu „gdzie jest demo­kra­cja?!” i poka­zy­wa­nie spa­ło­wa­nych ple­ców jest nie na miej­scu. Z resz­tą w Kali­szu jest nie­wie­le lepiej; wła­ści­wie nie ma żad­ne­go ład­ne­go pla­cu, bo na Nowym Ryn­ku urzą­dzo­no targ i teraz nie dość, że to miej­sce zosta­ło pozba­wio­ne wszel­kie­go uro­ku i zosta­ło zaśmie­co­ne, to postrze­ga­ne jest rów­nież jako wylę­gar­nia menel­stwa. Jak było tam kie­dyś, moż­na zoba­czyć tutaj.

Nie­ste­ty War­sza­wa jest stolicą.

(3) Pogo­da może być, ale gorą­co nie jest.

(4) Jesz­cze jed­no; war­to coś napi­sać o naj­now­szym wybry­ku pre­ze­sa Impe­rium Toruń­sko-Kato­lic­kie­go i Ojcu-Dyrek­to­rze Pew­nej Roz­gło­śni. W cza­sie zlo­tu* RRM w Czę­sto­cho­wie, kolej­ny raz zabły­snął swo­ją eru­dy­cją błysz­cząc rasi­stow­skim kawa­łem. Moż­na prze­czy­tać o tym tutaj. Bez odszczek­nię­cia się nie obyło.

(5) Za tydzień jadę do Świe­ra­do­wa. Cho­dzi­ła mi po gło­wie wyciecz­ka, do Dre­zna, ale to jed­nak zbyt dale­ko.

* Nie­któ­rzy mówią, że to była piel­grzym­ka; ale na piel­grzym­kę ludzie idą się modlić, kon­tem­plo­wać, ewen­tu­al­nie śpie­wać naboż­nie pie­śni. Nie idą tam w celu zaku­pie­nia tele­fo­nów komór­ko­wych, wysłu­cha­nia nowych stra­te­gii mar­ke­tin­go­wych, pod­że­ga­nia do nie­na­wi­ści, czy też wysłu­cha­nia orę­dzia eks-premiera.

Akropol na nowo

Jakiś czas temu stwier­dzo­no, że desz­cze pada­ją­ce na Ate­ny źle wpły­wa­ją na znaj­du­ją­ce się tam zabyt­ki. Ponie­waż Akro­pol był zagro­żo­ny, wie­le z zabyt­ków prze­nie­sio­no do muzeum znaj­du­ją­ce­go się u jego stóp.

http://www.nytimes.com/slideshow/2009/06/19/arts/20090620-acropolis-slideshow_index.html – zdjęcia
http://www.nytimes.com/2009/06/24/arts/design/24abroad.html – artykuł

We Wrocławiu

Wczo­raj o 8. rano wyje­cha­li­śmy do Wro­cła­wia. Byłem tam już 2 czy 3 razy i choć mia­sto jest bar­dzo ład­ne, to chy­ba i tak wolę Poznań (o Kali­szu nawet nie wspominam).

Most Grunwaldzki i Most Pokoju (Wikipedia)
Most Grun­waldz­ki i Most Poko­ju (Wiki­pe­dia)

Wcho­dzi­li­śmy na 2 wie­że, byli­śmy w Piz­za Hat, poszli­śmy do Ogro­du Japoń­skie­go (pra­wie by nam kula­sy pood­pa­da­ły; wra­ca­li­śmy tramwajem).

Pogo­da była zmien­na; raz para­so­lem ochra­nia­li­śmy się od desz­czu, a raz od słońca.

Już wakacje

Wła­śnie roz­po­czę­ły się waka­cje. Zakoń­czył się dla mnie pomyśl­nie kolej­ny rok szkol­ny: mam świa­dec­two z paskiem. Mogę być z sie­bie dumny…

Waka­cję spę­dzę jak co roku. Tro­chę sobie posie­dzę w domu, a tro­chę sobie pojeż­dzę po świe­cie. Teraz koń­czy się czer­wiec. Nad­cho­dzą­cy tydzień wyko­rzy­stam na prze­stro­je­nie się na „let­ni tryb pra­cy mózgu”. W lip­cu w sumie nigdzie nie jadę, może na 1 dzień do Łodzi. Tro­chę sobie pood­po­czy­wam, pozwie­dzam oko­li­cę, pojeż­dżę na rowe­rze. Za to w sierp­niu poja­dę naj­pierw w Sude­ty, a pod koniec waka­cji nad Morze Bał­tyc­kie. Dowie­dzia­łem się, że jesz­cze we wrze­śniu poja­dę na tydzień do Nie­miec (do Hamm) i na 3 – 4 dni do Holandii.

Zapla­no­wa­łem sobie na waka­cje róż­ne ambit­ne zada­nia. Doczy­tam „Chło­pów”. Prze­czy­tam „Bra­ci Kara­ma­zow”. Skoń­czę „Boże Igrzy­sko”. Prze­czy­tam jakieś lek­tu­ry. Powtó­rzę histo­rię. Nie wiem, czy coś z tego wyj­dzie. Rok temu musia­łem się nie­źle zmu­szać, żeby prze­zwy­cię­żyć lenia.

A teraz jestem już w kla­sie matu­ral­nej. Będę musiał jakoś poko­nać bez­kre­snie głu­pie pomy­sły mini­ster­stwa, któ­re naka­zu­ję zda­wa­nie tyl­ko 3 przed­mio­tów na pozio­mie roz­sze­rzo­nym. Cho­ry idiotyzm.

Ale po co o tym teraz myśleć.

Gołuchów

W czwar­tek byłem na małej wyciecz­ce do Gołu­cho­wa. Zapra­szam do obej­rze­nia zdjęć. W Wiki­pe­dii czytamy:

We wsi znaj­du­je się zamek w sty­lu rene­san­su fran­cu­skie­go, poło­żo­ny w roz­le­głym par­ku, z oddzia­łem Muzeum Naro­do­we­go w Pozna­niu, oraz Ośro­dek Kul­tu­ry Leśnej, w skład któ­re­go wcho­dzi 162-hek­ta­ro­wym park angiel­ski, jedy­ne w Pol­sce Muzeum Leśnic­twa w ofi­cy­nie przy­zam­ko­wej i utwo­rzo­na w 1977 w lesie na pół­noc­ny zachód od wsi zagro­da żubrów. W zagro­dzie tak­że inne zwie­rzę­ta leśne – danie­le i dziki.

Zamek w Gołuchowie
Zamek w Gołuchowie

Już chyba wiosna

Wyda­je mi się, że zaczę­ła się wła­śnie wio­sna. I to już na dobre. Nie zwra­cam rów­nież uwa­gi na to, że w pew­nych miej­scach leży jesz­cze śnieg. A tak się miło zło­ży­ło, że przez 3 dni mam reko­lek­cje. Posta­no­wi­łem więc wycią­gnąć rower i obje­chać oko­li­cę (bliż­szą i dal­szą). Ale mnie teraz wszyst­ko boli.

Wczo­raj poje­cha­łem na począt­ku Wałem Pia­stow­skim w kie­run­ku Par­ku miej­skie­go. Jest tam cał­kiem ład­nie, pomi­mo że drze­wa są dość łyse i do tego zaczy­na­ją wyła­niać się śmie­ci, któ­re do tej pory leża­ły pod śniegiem.

Wiosna w Parku miejskim
Wio­sna w Par­ku miejskim

A potem poje­cha­łem w kie­run­ku Winiar:

Droga w kierunku Winiar
Dro­ga w kie­run­ku Winiar

Zachę­cam do odku­rze­nia rowerów.

Podróże koleją wracają do łask

Fin­ding the Charm of Cross-Coun­try Rail Tra­vel – NYTimes.com.

Zna­la­złem kolej­ny cie­ka­wy arty­kuł na stro­nie New York Time­sa. Ten aku­rat opo­wia­da o tym, jak świet­nie moż­na zwie­dzić Sta­ny Zjed­no­czo­ne pocią­giem – przede wszyst­kim po to, by podzi­wiać pięk­ne wido­ki. Poda­no rów­nież infor­ma­cje o innych tra­sach tego typu na świecie.

Doda­no tak­że świet­ne zdję­cia i wypo­wie­dzi osób.

Wycieczka

Wró­ci­łem już z wyciecz­ki, więc wypa­da, bym kil­ka słów o niej napi­sał.  Roz­po­czę­ła się w ponie­dzia­łek 16.02, a skoń­czy­ła pią­te­go dnia – 20.02. Jecha­li­śmy do Zla­tych Hor, miej­sco­wo­ści bli­sko gra­ni­cy z Pol­ską, ale na samym począt­ku – w dro­dze – odwie­dzi­li­śmy Brzeg.

Brzeg

Brzeg, to bar­dzo ład­ne mia­sto. No „bar­dzo ład­ne”, to lek­ka prze­sa­da, ale to, co widzia­łem, nie było złe – choć muszę przy­znać, że remont ele­wa­cji by im tam nie zaszko­dził. Śród­mie­ście jest rene­san­so­we. O ile rynek mnie roz­cza­ro­wał, to na pew­no tym, co war­to zoba­czyć, jest Zamek – obec­nie Muzeum Pia­stów Ślą­skich. Widzia­łem tyl­ko z zewnątrz, ale już sam dzie­dzi­niec napraw­dę robi wra­że­nie. Zapra­szam do gale­rii zdjęć.

Zlaté Hory

Wcze­snym popo­łu­dniem doje­cha­li­śmy do nasze­go celu podróży.

Miesz­ka­li­śmy w ośrod­ku o nazwie Bohe­ma­land – cał­kiem przy­zwo­itym, choć tro­chę zanie­dba­nym. My aku­rat miesz­ka­li­śmy w drew­nia­nych dom­kach, ale były tam jesz­cze jakieś blo­ki. Śnie­gu było do pasa i cią­gle jesz­cze pada­ło. Nie jeż­dżę na nar­tach, ale wyda­je mi się, że warun­ki do spor­tów zimo­wych były bar­dzo dobre.

Do mia­sta mie­li­śmy chy­ba ze 3 km, ale moż­na było przejść. Same Zla­te Hory cudem nie są, ale są tam dobrze zaopa­trzo­ne skle­py. Chcie­li­śmy zwie­dzać Zla­to­rud­ne Mly­ny, ale dro­ga była nie do przej­ścia i w sumie więk­szość wyciecz­ki spę­dzi­li­śmy na ćwi­cze­niu śpie­wu. Nie wyszli­śmy ani razu w góry, bo pogo­da była zbyt suro­wa, ale i tak się nie nudziliśmy.

W śro­dę poje­cha­li­śmy do jaskiń. Szko­da, że są wybetonowane.

Gdy wra­ca­li­śmy, odwie­dzi­li­śmy – już w Pol­sce – Zło­ty Stok, a w nim kopal­nie zło­ta – war­to zoba­czyć. Jest tam też naj­więk­szy w Pol­sce park lino­wy. W gale­rii są wybra­ne zdję­cia z wycieczki.

Życie i twórczość Edith Piaf

Wła­śnie trium­fal­nie nastał luty. A razem z lutym przy­szło ochło­dze­nie. Zim­niej wie­le nie jest, ale za to naresz­cie poja­wił się – tak od daw­na wycze­ki­wa­ny – śnieg. Może potem będę tak miły i umiesz­czę jakieś zdjęcie.

edith_piaf
Edith Piaf 1915 – 1963

Mia­łem o tym napi­sać już poprzed­nio, to zna­czy wczo­raj, ale jakoś nie potra­fi­łem wystar­cza­ją­co zebrać się w sobie. 😉
A chcę napi­sać coś o Edith Piaf, o któ­rej nie­daw­no obej­rzał cał­kiem dobry film (pomi­mo tego, że chro­no­lo­gii nie ma w nim pra­wie żad­nej) – „Nicze­go nie żału­ję”. Jeśli ktoś nie wie, to Edith Piaf była pio­sen­kar­ką; nie­zwy­klą. W Wiki­pe­dii czytamy:

Sły­nę­ła z nie­by­wa­łej eks­pre­sji i dra­ma­ty­zmu w wyko­ny­wa­niu pio­se­nek spe­cjal­nie dla niej pisa­nych. Jej chro­po­wa­ty i sto­sun­ko­wo niski głos, kon­tra­sto­wał z drob­ną syl­wet­ką (147 cm), co fascy­no­wa­ło widzów m.in. w pary­skiej Olym­pii, z któ­rą była przez lata zwią­za­na. [źró­dło]

Aktor­ka, któ­ra zagra­ła w fil­mie, dosta­ła za rolę tytu­ło­wą Nagro­dę Aka­de­mii. I to wła­ści­wie tyle, co chcia­łem napi­sać. War­to zoba­czyć, jak w rze­czy­wi­sto­ści śpiewała:

Milord”

Heaven have mercy”

Łatwo polu­bić muzy­kę, któ­rą wyko­ny­wa­ła: ze wzglę­du na swój feno­me­nal­ny głos i spo­sób śpie­wa­nia, gesty­ku­la­cję. Nie bez zna­cze­nia jest rów­nież jej prze­szłość i dość eks­cen­trycz­ny styl życia, któ­ry pew­nie wie­lu się nie podo­ba. Ale każ­de ser­ce mięk­nie w cza­sie słu­cha­nia „Milor­da”.

To tyle, takie krót­kie przemyślenie.

Nota: ten wpis zaczą­łem pisać już 01.02.2009, ale dokoń­czy­łem go dopie­ro 04.02 i wte­dy też został opublikowany.

Spacer nad zamarzniętą rzekę

Dzi­siaj wybra­łem się na spa­cer i sfo­to­gra­fo­wa­łem rze­kę i ota­cza­ją­ce oko­li­ce z wie­lu miej­sce. Zdję­cia są w gale­rii.

Rzeka zimą
Rze­ka zimą

A poza tym? Minął kolej­ny tydzień. Z każ­dym mija­ją­cym dniem bli­żej do waka­cji lub choć­by do wio­sny. A jutro zno­wu do szko­ły na 7.00 i na pierw­szych dwóch godzi­nach (a w sumie idę na 9!) łaci­na i sprawdzian.

===Doda­ne później===
Zna­le­złem cie­ka­wy arty­kuł poświę­co­ny Ire­nie Sen­dler, któ­ra zaj­mo­wa­ła się prze­my­ca­niem dzie­ci z war­szaw­skie­go getta:
http://www.nytimes.com/2008/12/28/magazine/28sendler‑t.html

Co mają “Dziady” do Obamy

Oba­ma jest już jeden dzień pre­zy­den­tem, a ja dziś pierw­szy dzień po mojej dwu­dnio­wej nie­byt­no­ści byłem w szko­le. Oma­wia­my teraz „Dzia­dy” i o to, co moż­na bar­dzo łatwo zauwa­żyć, choć może się to wyda­wać dość śmieszne:

W „Dzia­dach” cz. III, w sce­nie V – widze­nie ks. Pio­tra, czytamy:

(…)
Patrz! – ha! – to dzie­cię uszło – rośnie – to obrońca!
Wskrze­si­ciel narodu,
Z mat­ki obcej; krew jego daw­ne bohatery,
A imię jego będzie czter­dzie­ści i czte­ry
.

Oba­ma jest 44. pre­zy­den­tem Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Może to śmiesz­ne, ale taka zacho­dzi zbierzność.

Mówię o dzia­dach, więc temat pokrew­ny: Dziś Dzień Bab­ci, a jutro Dzień Dzied­ka – przypominam!

===Doda­ne później===
Zna­la­złem takie oto ład­ne zdję­cia z inauguracji:
http://www.nytimes.com/ref/us/politics/2009_INAUGURATION_SS_index.html

Jeszcze trochę zimy

Zro­bi­łem dziś kil­ka zdjęć, któ­re poka­zu­ję, że jest u nas tro­chę śnie­gu, a tem­pe­ra­tu­ra łaska­wie (jak na zimę przy­sta­ło) spa­dła choć tro­chę poni­żej zera. Ale niewiele.

Słaba ta zima, ale trochę śniegu jest
Sła­ba ta zima, ale tro­chę śnie­gu jest

Zdję­cia są dość kiep­skie, bo były robio­ne wie­czo­rem. W zak­tu­ali­zo­wa­nej gale­rii wię­cej zdjęć »