Kalisz wczesnym rankiem niewiele różni się od tego wieczornego, szczególnie teraz, gdy rano jest równie ciemno, jak popołudniu.
Korzystam z najkrótszych dni w roku. Na tych zdjęciach nie da się powiedzieć, czy jest rano, czy wieczór. Ale zdjęcia zostały zrobione o godz. 6−7.00, gdy szedłem do pracy i postanowiłem zahaczyć o Park Miejski.
Wychodzę z domu wcześnie rano i w tamtym tygodniu coś mnie naszło, aby idąc w kierunku pracy wybrać drogę okrężną i zrobić parę kroków w stronę Parku Miejskiego. Oczywiście nie mogłem wejść do właściwego parku, ponieważ potem nie miałbym z niego jak wyjść w miarę blisko pracy. Ale mogę chociaż trochę się przejść nad kanałem, w okolicach rzeki i obejrzeć nagie gałęzie drzew w bladym świetle wschodzącego słońca.
Prosna
Aleja Wolności od strony Tatry
Teatr
Rzut okiem nad Prosną w kierunku Parku Miejskiego
11 listopada to także dobry dzień, aby wcześnie rano iść na spacer w kierunku Prosny. Ogólnie do tej pory było cały czas ciepło; 11 listopada był jednym z pierwszych zimniejszy dni – rano było lekki przymrozek.
Parę dni temu po raz pierwszy wybrałem się do Wielkopolskiego Parku Narodowego. Żałuję, że nie odwiedziłem go nigdy wcześniej, ale jakoś nie było mi po drodze. Ode mnie to odległość 120 km – trudno powiedzieć, czy blisko, czy daleko. Natomiast niewątpliwie jesień, nawet dosyć zaawansowana, to dobra pora, aby się tam udać.
Przez centralną Wielkopolskę wije się Warta. Można ją spotkać w okolicach Pyzdr, bo stanowi północną granicę Puszczy Pyzdrskiej. Nieopodal Pyzdr do Warty wpada Prosna. W każdym razie Warta na tym odcinku jest szeroka, rozlazła i majestatyczna – płynie niespiesznie przez rozległe, podmokłe łąki. Na południe od Poznania (konkretnie to chyba w Śremie) odbija na północ. Przepływa przez okolice Wielkopolskiego Parku Narodowego i tworzy tam ładne, meandrujące zakola. Wystarczy spojrzeć na mapę. Przepływa bardzo blisko Rogalina.
Wejście do WPN od stron Osowiej Góry
Jezioro Kociołek
Żabiak
Jezioro Góreckie za trzcinami
Skarpa nad rynnowym Jeziorem Góreckim
Ruiny pałacu Klaudyny Potockiej na wyspie na Jeziorze Góreckim
Natomiast w Wielkopolskim Parku Narodowym wszystko się kręci wokół „krajobrazu polodowcowego”. Pomimo tego, że Wielkopolska jest raczej płaska i nie jest zbyt ciekawa, a krajobraz jest monotonny – to w WPN jest inaczej. Są spore różnice terenu. Na terenie WPN przede wszystkim chroni się polodowcowe jeziora rynnowe i otaczające je lasy. Na brak urozmaicenia nie można narzekać.
Mnie udało się zrobić 11-kilometrowe koło po południowym fragmencie Parku. Przechodziłem koło kilku jezior i bagienek. Większe jest Jezioro Góreckie, otoczone ze wszystkich stron lasami. Wokół niego idzie się po skarpie (czyli po brzegu polodowcowej rynny). Dookoła są ciekawe, zróżnicowane lasy.
Pewnie Wielkopolski Park Narodowy nie jest ani najciekawszy, ani największy. Ale to jedyny, jaki mamy 😀 w tych okolicach. Dlatego niewątpliwie warto się do niego przejechać.
Wracając wstąpiłem na chwilę do Rogalina, w którym poprzednio byłem rok temu. Nic się nie zmieniło. Jeden ze starożytnych dębów obumarł, ale za to bujnie porasta go bluszcz.
Podjazd do Pałacu w Rogalinie
Czworaki przed pałacem
Aleja w rokokowym ogrodzie
Starorzecze Warty
Było trochę zimno, ale utwierdzam się w przekonaniu, że jesień i zima to dobra pora na wędrówki. Byle tylko nie padało.
Pisałem już kiedyś o tym, że Prosna poza Kaliszem oraz na jego obrzeżach wygląda zupełnie inaczej, niż np. bliżej centrum, w szczególności w okolicach Parku. Jest wąska, głęboka, pełna meandrów, ma rwący nurt. Natomiast zbliżając się do centrum Kalisza staje się coraz bardziej rozlazła; rozlewa się i płynie spokojniej.
Zawsze jesienią w „listopadowe święta” wybieram się wcześnie rano nad Prosnę. W jesiennej oprawie wygląda szczególnie malowniczo.
To, że Park Miejski Kaliszu jest najpiękniejszy – to oczywista oczywistość. Natomiast jesienią jest w nim naprawdę wyjątkowo. I chociaż Kalisz to prowincjonalna dziura, która najlepsze lata ma dawno za sobą, a obecnie jest podupadającym miasteczkiem, brudnym, śmierdzącym i stale się wyludniającym, to jednak Park Miejski przypomina dawną świetność Miasta, nawet jeśli z tej świetności niewiele zostało. Sam Park także jest zapuszczony; jednak ma charakter ogrodu angielskiego, dlatego można powiedzieć, że jest piękny sam z siebie, nawet gdy jest zaniedbany.
Jest oczywiste, że las jest najpiękniejszy jesienią. Oczywiście o innych porach roku też jest w nim przyjemnie, ale prawdziwie ładne krajobrazy są jednak w październiku, czy jeszcze nawet na początku listopada. Latem jest zielono (i to bardzo), ale chaszcze uniemożliwiają większe zwiedzanie. Natomiast jesień, zima, wczesna wiosna – to zdecydowanie najlepszy okres, żeby wybrać się do lasu.
Ponownie odwiedziłem Dąbrowy, o których pisałem już latem. W sierpniu obrałem trochę inną trasę i był to trafny wybór. Od razu stwierdziłem, że trzeba to miejsce ponownie odwiedzić jesienią. W tych okolicach ostatni raz jesienią byłem 2 lata temu i pamiętam tyle, że było koszmarnie zimno. Teraz było dużo przyjemniej – pogoda była idealna, chociaż było trochę pochmurno. Jest tam co oglądać i można by po tym lesie chodzić przez cały dzień.
Od czterech lat we wrześniu jadę w całkiem zachęcające miejsce, w którym są łąki i lasy. To miejsce znajduje się w okolicach Antonina, a ściślej rzecz biorąc pomiędzy Antoninem a Mikstatem. Na tym terenie rozpościerają się rozległe lasy (umiarkowanie ciekawe), a pośród tych lasów znajdują się duże łąki.
Obecnie w lasach i na łąkach są rozlokowane niemalże co 100 metrów ambony myśliwskie. Zaleta ich jest taka, że można się na nie wdrapać i zobaczyć krajobraz z pewnej wysokości.
Niestety problem z tym miejsce polega na tym, że jest wprost patologicznym przykładem negatywnego wpływu ruchu samochodowego na przyrodę. Przez Antonin przechodzi ruchliwa droga krajowa. Hałas z takiej drogi jest słyszalny w odległości paru kilometrów. Tak więc co z tego, że jest tam tyle atrakcji (drewniany pałac, rezerwat, lasy, stawy), skoro to wszystko jest zdegradowane przez nieustający, uciążliwy hałas. W lesie nie jest lepiej – można być dwa kilometry od drogi, a ma się wrażenie, że ciężarówki przejeżdżają dosłownie za zakrętem. Na tych łąkach jest podobnie, szczególnie gdy wieje silny wiatr.
Miejsce pamięci znajdujące się nieopodal, na obrzeżach Mikstatu – podobno w tym miejscu znajdował się cmentarz żydowski.
Parę tygodni temu wybraliśmy się w okolice Ślęzy. To góra znajdująca się nieopodal Wrocławia – i chyba jest to najbliższa solidna góra w niewielkiej odległości od Południowej Wielkopolski. Znajduje się na drodze w kierunku Sudatów, ale do tych gór jest jeszcze parę kilometrów. Natomiast trochę bliżej Pogórze Kaczawskie.
Można się było spodziewać tego, że w sobotę będzie tam pełno wrocławskich niedzielnych turystów, i faktycznie tak było. Ludzie w klapkach, sandałach i trampkach to tam norma. Niestety w weekend turystów jest tam zdecydowanie zbyt wielu.
Natomiast ja szedłem szlakiem niebieskim od Przełęczy Tąpadła, który jest bardziej wymagający (czuje się już tam, że są to góry) i tam ludzi jest zdecydowanie mniej, i co więcej, miałem wrażenie, że większość z nich szlakiem niebieskim schodzi a nie wchodzi. Natomiast szlak żółty jest żenujący (z turystycznego punktu widzenia) – zwykła droga przez las, tyle że stroma.
To wszystko nie zmienia tego, że rzeczywiście Ślęża jest bardzo ciekawa krajobrazowo – nie brakuje tam ładnych miejsc. Miałem wrażenie, że stoki są porośnięte lasem liściastym, więc to kolejny plus. Trzeba się tam wybrać jesienią. Miejsce jest warte odwiedzenia i myślę, że jeszcze tam pojadę.
Las bukowy
Łatwe odcinki też są
Szlak niebieski jak w prawdziwych górach
Skały
Kościół na Ślęzy od strony szlaku niebieskiego
Na szczycie jest schronisko, stacja nadawcza, polana, miejsca do palenia ogniska. Trochę jak przy schronisku na Morskim Oku, chociaż rzecz jasna na mniejszą skalę. No i kościół; żeby wejść na jego wieżę trzeba dobrowolnie (czyt. obowiązkowo) kupić „cegiełkę” – prawdę mówiąc wolałbym już normalny bilet niż jakąś tandetę. Przy kościele krzyż „ścięty przez współczesnych satanistów” [???] 🤣
Lato w tym roku, podobnie jak w poprzednim, nie jest gorące (w ogóle mi to nie przeszkadza) i często jest burzowo-deszczowe. Takie właśnie było tydzień temu, gdy ponownie wybrałem się nad Prosnę. Na północ od Kalisza Prosna raźno zmierza w kierunku swojego ujścia do Warty, które znajduje się koło Pyzdr. W Kaliszu Prosna jest rozlazła i płytka. Poza miastem jest raczej wąska, głęboka, z rwącym nurtem.
W miejscu, które odwiedziłem, okolona jest łąkami i polami. Pośród nich biegną nieciekawe polne drogi, które tego dnia były bardzo błotniste.
Prosna
Aleja drzew wzdłuż drogi – coraz rzadszy widok
Meandry Prosny
Błotnista droga wśród pól
Jaz na rzece
Zdjęcia są czarno-białe bo i tak było bardzo pochmurno – kolory są więc niepotrzebne.
W południowej Wielkopolsce można natrafić także na lasy dębowe. Nie ma takich miejsc zbyt wiele, są raczej niewielkie. Udałem się do rezerwatu i otaczających go lasów już któryś raz z kolei, ale tym razem wycieczka była najbardziej udana. Przeszedłem po tym lesie ponad 5 km. Poprzednim razem byłem tam 1,5 roku temu i pamiętam, że było koszmarnie zimno (był to koniec listopada). W gruncie rzeczy do zwiedzania lasu lepsza jest jesień czy zima. Szczególnie jesienią las liściasty wygląda efektownie. Natomiast latem jest jak w puszczy. Trudno się tam w ogóle poruszać, a wilgotność i ciepło niestety przyciągają komary. Tego dnia było mocno zachmurzone, deszcz wisiał w powietrzu.
Nie mam w tym roku urlopu latem, o jakimkolwiek wyjeździe mogę zapomnieć. Zostaje mi więc, jak zawsze, miasto i jego okolice. Ale pogoda na rower też nie zawsze jest – burze, deszcze, wiatr &c.